━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Początki nigdy nie należały do szybkich, łatwych i przyjemnych. To była wręcz katorga, wymagająca od każdego wielkiego wysiłku włożonego w zaangażowanie, potu, ciężkiej pracy, poświęceń i wyrzeczeń. I w cale nie mówię tu o swoich początkach w przestępczym świecie, ale o ogóle i każdym początku niezależnym od branży, pochodzenia, czy też innych pierdół. Początek to zawsze chujnia... Ale zawsze znajdzie się szycha wśród szych, która ułatwi drogę członkom swojej rodziny drogę ku górze, aż w końcu taki gówniarz będzie się mieszał w sprawy, których nawet nie rozumie...ale jest bo jego ojciec jest ważny. To jest irytujące... Szczególnie, kiedy do miejsca, w którym jest się teraz dochodziło się o własnych siłach, dzięki własnym umiejętnością niezależnie od tego, że mój ojciec był liderem. Wszystko czego się dorobiłem, osiągnąłem sam, a w ojcu miałem jedynie oparcie i wsparcie mentalne. Ewentualnie lufę przy skroni, bo i takie sytuacje miały miejsce. Być może dlatego, teraz jestem taki mało wzruszony? Być może.
- Wychodzę - rzuciłem do swojej żony przekazując jej na ręce naszego sześcioletniego syna. Moje oczko w głowie, błąd młodości, który pokochałem nad własne życie. - Tylko wróć... - odpowiedziała szeptem kobieta jak zawsze patrząc na mnie jedynie ukradkiem. Doskonale widziałem, że po tylu latach przymusowego życia razem, zaczęła pawać do mnie drobną sympatią, ale ja nie potrafiłem odwzajemnić tego uczucia, bo sam nie wiedziałem co aktualnie siedzi mi w głowie. To już chyba źle, jeśli nie wiem o co mi chodzi, co czuję, czego chcę czy potrzebuję. Sam dla siebie jestem jedną wielką niewiadomą. - Yhm - mruknąłem w odpowiedzi ubierając pas z bronią w kaburze i skórzaną kurtkę, by to wszystko zasłonić. Pocałowałem syna w czoło, życząc mu dobrej nocy. To samo kobiecie, ale jej nie zaszczyciłem nawet spojrzeniem. Kiedyś potrafiłem się do niej nawet uśmiechnąć, czy przytulić...teraz między nami powstało coś na bazie drutu kolczastego... I pomyśleć, że na koncertach fani widzą mnie jako zupełnie inną osobę. Wyszedłem nie biorąc nawet kluczy do domu.
Nie lubiłem jeździć na tylnym siedzeniu, więc zająłem miejsce przy kierowcy zaraz też odpalając papierosa. - Wiesz gdzie jechać. - rzuciłem zaciągając się dymem. Noc zapowiadała się dobrze. Świecił księżyc w pełni, a po nawet krótkiej wizycie na zewnątrz, człowiek nie pluł lodem. Może dziś wrócę piechotą? Zależy o której skończymy, ale wizja samotnego spaceru z flaszką i papierosem stawała się coraz bardziej kusząca im mniejsza odległość dzieliła mnie od przybytku. - Jesteś wolny, wracaj do domu. - wysiadłem z samochodu, poprawiając skórę i wszedłem do budynku, gdzie ochroniarze przywitali mnie pokłonem, a jedna osoba z obsługi szybko zaprowadziła do loży. Aż tak straszny jestem, że wszyscy chodzą wokoło mnie zgięci w pół, czy chcą żebym zrobił coś innego?
- Niestety na Lee jest jeszcze zajęty, ale oczywiście pamięta o spotkaniu. - powiedziała kobieta stawiając przede mną butelkę whisky i trzy szklanki. Skinąłem głową jedynie w odpowiedzi zaraz nalewając sobie miodową ciecz, by zapełniła jedną czwartą objętości szklanki. Westchnąłem zaraz upijając łyk trunku. Staruszek Lee jak zawsze zawalony pracą po uszy, ale ile on będzie miał lat? Koło pięćdziesiątki, sześćdziesiątki? Park...nie ładnie, no to przecież skandal nie wiedzieć ile twój drogi przyjaciel ma lat. Trzeba nadrobić... W końcu jednak podniosłem spojrzenie i dostrzegłem podchodzących do mnie mężczyzn. A raczej mężczyznę lekko szarpniętego zębem czasu i całkiem młodego chłopaka, całkiem w moim guście. Nie dobry Park, znowu myślący kutasem... Wstałem od razu witając się z obojgiem uściskiem dłoni, a to że mój wzrok ciągle zawieszał się na tym młodszym, to już nie moja wina.
- Ma się rozumieć przyjacielu. Ale i tak cieszę się, że mogę cię zobaczyć. - odparłem. Jak na taką nerwową pracę dalej bardzo dobrze udaje mu się chować swoje wybuchowe podejście za silną maską. - Jednak w końcu będziemy musieli się spotkać na spokojnie i porozmawiać. Też mamy ważną sprawę do omówienia. - pożegnaliśmy się, a chłopak został ze mną. Znów zająłem swoje miejsce i zamiast zacząć rozmowę wlepiłem w chłopaka swoje nieprzeniknione spojrzenie. Początkowo wydawał się być spłoszony, ale w końcu sam mi się przyglądał i nawet przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. - W normalnych okolicznościach nawet nie zobaczyłbyś mnie z daleka. Stali członkowie nawet ze mną nie rozmawiają, z wyjątkami, a co dopiero żółtodzioby. - rzuciłem mało zobowiązująco. - Twój ojciec jednak przekonał mnie stwierdzeniem, że jesteś...intersujący i rozwiążesz mój problem. - zagaiłem opierając ręce o okrągły blat stołu kierując na chłopaka mocniejsze spojrzenie.
- Wspominał kilkukrotnie. Szczycił się, że masz dwa głosy. Stwierdził, że to przydatna umiejętność, przy trudnym zadaniu w połączeniu z urokiem osobistym, a tego ci raczej nie brakuje. - ah, mój niepoprawny romantyzm. Skierowałem spojrzenie za chłopakiem prosto na scenę, gdzie przy rurze już stała roznegliżowana kobieta powoli wprawiająca swoje ciało w ruch, a mężczyzna o szybsze bicie serca i ucisk w spodniach, tyle że mnie nie. - Potrzebuję żebyś się kimś zajął na koncercie. Zwykła obietnica seksu wystarczy, byleby się nabrał. Normalnie poprosiłbym jedną ze swoich dziewczyn, ale gość woli facetów. - powiedziałem jak gdyby nigdy nic sięgając po swoje papierosy, Zaciągnąłem się mocno zaraz wydmuchując dym nad głowę. Nie lubiłem owijać w bawełnę, a skoro jego ojciec sam powiedział, że chłopak zrobi wszystko co tylko będę chciał niezależnie co by to miało być. To dobrze bo brakowało mi pod ręką chłopców do uwodzenia kasiastych małpiszonów. - Wynagrodzenie ma kilka zer, plus dorzucę coś od siebie jak grubasek zdechnie z przeświadczeniem satysfakcji. - dyskrecja poziom Park Chanyeol.



━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━