Fałszywa moralność

"Kochaj bliźniego jak siebie samego" - uniwersalne prawo moralne czy urojenia ego?

 

 
    Jak większość Polaków, po urodzeniu zostałem ochrzczony na chrześcijanina. Zmuszano mnie do chodzenia do kościoła i na katechezę w szkole. W miejscach tych miałem poznać lepiej religie do której mnie siłą wcielono, miałem zostać nasiąknięty "odpowiednimi" zasadami moralnymi (na szczęście okazałem się jednostką oporną i zabieg się nie udał). Moralność w ujęciu wszystkich wielkich religii - nie tylko chrześcijaństwa, opiera się na stwierdzeniu "kochaj bliźniego swego jak siebie samego", Wyznawcy twierdzą ze oddaje ono jedyną dobrą i słuszną postawę. Zastanówmy się - kochaj innych tak jak siebie - niestety oznacza to też: patrz na innych przez pryzmat siebie. To co jest dobre dla ciebie jest dobre dla innych, to co jest złe dla ciebie jest złe dla innych. Z pewnością tzw. "ludzie religii", stosowali i stosują tę zasadę, tylko do czego ona może doprowadzić?

   Jestem wyznawcą religii X, jest mi z tym dobrze i wiem że dzięki temu moja dusza trafi do raju X. Dlatego, dla twego dobra, też musisz zostać wyznawcą X. Jeśli nie to muszę z miłości do ciebie spalić cię na stosie aby uratować twą duszę. Muszę odciąć głowę tobie i twojej żonie - z miłości do was - a wasze dzieci wychować w duchu X. Wielokrotnie w przeszłości mieliśmy z tym odczynienia (wojny religijne, inkwizycje, konkwistadorzy).

  „Kochaj innych jak siebie samego”. Zasada ta jest objawem skrajnego egocentryzmu, ukrytego pod płaszczykiem niewinności i dobrych chęci - czyli najgorszej jego formy. "...jak siebie samego" - moralność według tej zasady każe ci spojrzeć na siebie i przez pryzmat własnych doświadczeń oceniać potrzeby innych. To co drugiej osobie jest naprawdę potrzebne, w myśl tej zasady nie musi mieć znaczenia, bo liczysz się tylko Ty.

   Nasz świat przesiąknięty jest tą "moralnością" wynikającą z powyższej zasady. Właśnie stąd wzięło się słynne "bo chciałem dobrze". Ludzie, którzy katują swoje dzieci, robią to w myśl zasady „kochaj bliźniego jak siebie samego”. Sami byli bici w dzieciństwie i uważają teraz że wyszło im to na dobre bo "wyrośli na ludzi", dlatego tak samo postępują z własnymi dziećmi. „Kochaj jak siebie samego” - co dobre dla mnie, dobre i dla ciebie. Jednak w końcu uderzy za mocno i dziecko nie żyje Ale może powiedzieć "chciałem dobrze". Rodzice, w myśl owej zasady, posyłają dzieci do szkół które sami kończyli. Wybierają dzieciom ścieżkę zawodową, którą sami przeszli.

   Małżeństwa rozpadają się z tak naprawdę z powodu tej „miłości” i braku zrozumienia partnera, gdyż są przesiąknięte tą "moralnością". "Kochaj bliźniego jak siebie samego" - tak bardzo chcąc działać dobrze skupiając się na sobie, że nie widzą co tak naprawdę potrzebne jest drugiej osobie! Spójrzcie na polityków, oni działają według tej zasady w skali masowej. Uchwalając ustawy, obowiązujące całe społeczeństwo, najczęściej nie pytając społeczeństwa o zdanie, a bazując jedynie na własnych doświadczeniach, bo w myśl naszej zasady, to co jest dobre dla nich dobre jest dla całego społeczeństwa - a przynajmniej tak uważają.

   Ludzie przewlekle chorzy, umierający - społeczeństwo umieszcza ich w specjalnych zakładach, zwanych "hospicjami", gdzie spędzają ostatnie dni życia, często w ogromnych męczarniach. Czy ktoś się ich zapyta czy w ogóle chcą cierpieć? Czy może chcą odejść wcześniej? A jeśli chcą? Społeczeństwo im nie pozwoli, bo większość społeczeństwa nigdy nie znajdowało się i nigdy nie będzie w takiej sytuacji. Społeczeństwo nie wie jakie to cierpienie i dlatego poprzez pryzmat własnych doświadczeń (w tym przypadku ich braku), z „miłości” do bliźniego, nie pozwoli mu godnie umrzeć, skazując go na miesiące męki w imię złudzeń. Dzięki temu twierdzą że postępują moralnie. Podobna sytuacja jest z aborcją. Znów osoby które nie były w sytuacji kobiety, decydują za nią w imię swojej moralnej protezy.

    Usuńmy teraz ostatnie 3 wyrazy z naszej zasady - pozostanie nam "Kochaj bliźniego swego" = "kochaj wszystkich ludzi". Popularna zasada religii wschodu i ruchów New Age. Zasada ta jest objawem czystej hipokryzji. Po pierwsze degraduje słowo "miłość", które wyraża bardzo wyjątkowe uczucie. Po drugie nie da się kochać wszystkich, nawet jeśli nie żywimy do kogoś uczucia nienawiści, to przynajmniej część osób będzie dla nas obojętna. Zasada ta w praktyce, w naszym życiu objawia się przez tzw. "uprzejmość". Zapewne w dzieciństwie wszyscy powtarzali ci: "bądź uprzejmy dla ludzi", " bądź miły dla innych" itp. Co to znaczy być uprzejmym? Zachowywać się wobec innych według przyjętego powszechnie schematu - czyli kłamać, udawać, fantazjować byle by nie urazić ego drugiej osoby i przy okazji nie zaszkodzić sobie. Działać interesownie.

   Spotykasz się z koleżanką, która jest otyła. Pyta się o swój wygląd. Myślisz sobie "Mniej jedz i zacznij biegać gruba beko, zanim wysiądzie ci serce". Oczywiście nie powiesz jej tego. Powiesz "dobrze wyglądasz", a może nawet dodasz: „schudłaś ostatnio". Twoje ego zmusiło cię żebyś ją okłamał. Gdybyś powiedział prawdę, jej ego mogło by spowodować że się na ciebie obrazi i stracił byś ewentualne zyski ze znajomości z nią, tym bardziej że była nauczycielką – nie chciałbyś żeby mściła się na twoich dzieciach. Poza tym sprawiłeś że poprawił się jej humor - twoje ego rozkwitło potrójnie. Jednym zdaniem tyle załatwiłeś! Na pewno nie ma to nic wspólnego z miłością, która sama w sobie jest uczuciem reprezentującym totalne połączenie dwóch lub więcej istnień, z pominięciem ego.

   Z drugiej strony jej ego też czuje się dobrze. Jest utwierdzone w przekonaniu że nie musi się odchudzać, w konsekwencji utyje bardziej (zawał, zgon...) Ale przynajmniej byłeś uprzejmy - kochaj bliźniego swego! "Uprzejmość" i zasada kochania wszystkich to wielkie „robienie sobie dobrze” dwóch napotkanych ego i na pewno nie ma nic wspólnego z miłością. Zasada "kochaj bliźniego jak siebie samego" jest podyktowana przez ludzkie ego. Kiedy działamy pod jego wpływem silniej się konstytuuje w naszej świadomości. Pozwala nam odczuwać wyjątkowość i ważność samych siebie. Często ego chowa się pod płaszczykiem fałszywego altruizmu, przez co nie zauważamy jego działania. Pomagasz ludziom na silę, często im szkodząc. Okłamujesz innych aby być miłym.

   A dlaczego nie zapytać się kogoś czy potrzebuje pomocy? A jeśli tak, to zapytać się jakiej pomocy i uszanować jej formę a nie kierować się własnym doświadczeniem lub jego brakiem. Dlaczego być na silę uprzejmym uciekając się przy tym do kłamstw? Tak trudno być szczerym? Boisz się że uznają cię za chama? Lepiej żyć w złudzeniach? Zastanów się nad tym.


Więcej naszych artykułów znajdziesz na: thelinked.pl

 

Źródło: http://thelinked.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=172&Itemid=55