Eiobowy Galimatias

Czyli mój prywatny miszmasz umysłowy, powstały ze zbyt emocjonalnego związku z tym portalem.

 

 

Kuszą mnie podróże, więc skoro Łukasz Grysiak zabiera nas w podróż po drogach i bezdrożach Europy, pakuję się do jego tira. Słoneczna Grecja z jej absurdalnym nieporządkiem, mroczna, choć niewątpliwie też słoneczna Albania i niebezpieczne górskie drogi Czarnogóry, na których łapał mnie lęk wysokości, to wszystko opisane tak autentycznie, że czuję się umęczona długą jazdą po tej części Europy. Na szczęście jest i kurs na Majorkę, więc płynąc jachtem przymykam z rozmarzenia oczy. Zaraz, jakie obrazy mi się przesuwają, trudno zgadnąć, bo oto Asfalt ten koci arystokrata hipnotyzuje mnie miodowym spojrzeniem, przemykając w tylu artykułach, nie odsłonił nam całego kociego, pełnego wdzięku i nieznośnych figli świata, ale wkradł się do wielu serc i omotał nas ten przechera, stając się naszym ulubionym eiobowym kotem. Kogóż to jeszcze widzę, aż mi trudno uwierzyć. Młody, bosy zakonnik z rudymi warkoczami, odpierzający przepiórki. Pobudziła się znacznie moja kobieca wyobraźnia, więc ją do porządku przywołuję. No, no taki zakonnik...

Już mi myśl popłynęła do mojego ( o nie ma tak dobrze), więc do naszego rycerza. Często mimo woli próbowałam sobie wyobrazić jego husarski pancerz, którego starannie strzeże, ale któregoś dnia oprzytomniałam. Przecież ten rycerz z indiańską duszą wspaniale się prezentuje bez pancerza. Dzięki niemu zaczęłam czytać makabreski, w których krew się leje spod klawiatury komputera, ale nie trudno się przekonać, że jest to krew utoczona z palca serdecznego. Nie da się ukryć płakałam nad losem fok i wzruszałam się wspomnieniami z przedwojnia, ale już taki kapitan Kavior ze swoją brawurową nonszalancją i dwoma tuzinami adiutantek, wprowadził mnie w osłupienie i podziw. Cóż za wyobraźnia autora, cóż on z nami robi – wiernymi czytelnikami.

O tak podziw jest mi częstym towarzyszem tu na tym portalu. Przepiękna Kanada odsłoniła swoje oblicze z rezerwatami przyrody, ze zwyczajami tamtejszych Indian i towarzyszącymi tej odsłonie emocjami, dojrzewającej tam i zdobywającej poetyckie szlify Kasi. Wzruszenie, wzruszenie, gdy cudownie przygotowywała się do powitania synka...

Pełna werwy, niezawodna, nadzwyczaj rozsądna, ale i z wielkim poczuciem humoru Nokiaasia, rozbawia mnie fraszkami. Nie tylko rozbawia, ale i poucza, bo czyż nie taka jest rola fraszek. Przyznam się też do kobiecej ciekawości. Nurtuje mnie, bowiem jak wygląda Gamka, no jak. Rozglądam się bezradnie po naszym uroczym mieście, chciałabym jej pomachać. Nic z tego. Zraszam się, więc intensywnie gejzerami życzliwości, radości i humoru, tryskającymi z jej artykułów. Jej słowa ogrzewają nie tylko moje serce, a tu moja nieustępliwa ciekawość ciągle o sobie przypomina. Gamko geniuszu serdeczności, temperamentna istoto uchyl rąbka tajemnicy i powiedz jak wyglądasz. Uprzedzę Cię, ja jestem wysoka, przeważnie w ciemnych okularach i z lekkim uśmiechem na twarzy, na pewno mnie poznasz. Chciałam chwilę odetchnąć, ale doszedł do mnie czarowny zapach ziół i niedościgłych ogórków kiszonych, to ulmed. Kochana, mądra ulmed. Myśli ciągle pędzą i nie dają odpocząć i staram się nie zauważać zaniepokojonych spojrzeń domowników. Moja młodsza córka wpadła na pomysł jak mnie oderwać od klawiatury, pytając mnie, co ciekawego na Eioba. Uśmiecham się, ale tak naprawdę nie przestaję się uśmiechać. Chociaż zagadnienie, czy Andżelika ma stalowe spojrzenie, błyszczące zimno niczym kolekcja jej noży, nie było wcale zabawne. Czy Andżelika mająca kłopoty z Emiliarem, pełnym pomysłów nie z tej ziemi, musi wszakże tak bezpardonowo go opracowywać?

Chyba potrzebna mi chwila wytchnienia. Nic z tego, bo zastanawiam się gdzie jest świstak i Janusz Dąbrowski stanowczo za rzadko tu do nas zagląda. Jak duża jest kolekcja przecudnych zdjęć Marcina Sznajdera, który prowadzi nas z zapałem i wrażliwością ku nowym dniom.

Kiwam głową nad Dalbertem, który swój awatar, w postaci sprytnego smerfa umieścił na ponętnych wzgórzach. Ten to się urządził. No, moje uznanie Dalbercie, moje szczere uznanie.

Wiruje mi w głowie, ale wirtualny świat pochłonął mnie zupełnie. Naraz stałam się ostrożna, bo darkwater czuwa, każdy błąd formalny wychwyci, nieścisłości wytknie niewiedzę napiętnuje. Strzeż się darkwatera jak lorda Vadera. Nawet ta melodyjka z „Gwiezdnych Wojen” mi się przypomina i zaczynam ją nucić. Przycichłam, rozglądam się czy jest jeszcze, czy kogoś innego tłucze? Kiedyś mi się dobierze do skóry, ja to wiem. A to był żart, bo cenię Piotra.

A teraz moją uwagę przykuwa Grzegorz, co zwał się Mniejszym. Grzesiu, na usta mi się cisną słowa – „..ty jesteś jak zdrowie, ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie...” Ale już Grześ piórem wirtualnym zamachał, wspomnienia młodzieńcze opisał, na nadzwyczaj ciekawą wycieczkę na Szetlandy zabrał i humorem uwiódł i z przekąsem przedstawia ten świat i jego zawiłości, wspaniały. Potrafi rozbawić, wzruszyć, zaskoczyć. Czarodziej po prostu czarodziej.

Nagle słyszę czarowną muzykę, piękną, tęskną i czystą. To Anioł pod postacią Noemi zawitał i opowiada o wędrówkach, odsłaniając przepiękne oblicze przyrody, pochylając się nad losem zwierząt i odkrywając duchowe ścieżki, którymi podąża. Wzdycham, więc Noemi ach Noemi.

A tu ktoś z domowników pyta, czy może mi jest potrzebny okład zimny na głowę. Nie, nie – odpowiadam – no, skądże. Lecz po chwili dorzucam – a może i tak. Oczy bolą, w głowie huczy, a ja nie odchodzę od monitora. Może coś ciekawego będzie się działo. Mam opuścić Eiobę i nie być na bieżąco, nie to niemożliwe. Zaraz, jeszcze Hamilton Starszy opowiedział o tym, o czym ogół obywateli naszego kraju nie wie, a ja nie mogę być niedoinformowana, choć wiedza o absurdalnych przepisach nie jest budująca. Zamyśliłam się nad losem polskiego Billa Gatesa, jak można było tak postępować z technicznym geniuszem. Tak lubię czytać artykuły barkarza o pięknych i ciekawych miejscach naszego kraju, oglądać interesujące zdjęcia. Chociaż unikam polityki to z magiczną siłą przyciąga mnie publicystyka lexusa. Wnikliwa obserwacja życia publicznego połączona z kąśliwym humorem, obnaża wszelkie niedoskonałości i zafałszowanie tego świata. Mistrzu lexusie uchylam swego damskiego kapelusza.

Rodzina widząc moje zaczerwienione oczy i wciąż opadającą głowę, postanowiła wyłączyć prąd, żeby wreszcie skłonić mnie do wypoczynku. Ależ kochani już się kładę, mam przecież Internet w komórce. Na szczęście sen mnie zmorzył, ale eiobowy galimatias w mojej głowie trwał i wzdychałam przez sen – no a Elba, lilith, violetButterfly i wzruszająca Sonia i jeszcze inni.

Chciałabym Wam wszystkim kochani podziękować, jeżeli kogoś pominęłam to przepraszam. Doznałam, dzięki Wam wielu wzruszeń, tylu nowych rzeczy się dowiedziałam i po raz pierwszy mogłam szerszemu ogółowi przedstawić swoją twórczość. Niech ta przygoda nadal trwa, oby z pożytkiem dla wszystkich.