Kreator

Symfonia Życia

 

 

ea24915122518eab2b05d447151c1d98.jpg

 

Leż nieruchomo w zupełnej ciszy i w milczeniu. Tworzył. Tworzył najważniejsze swoje dzieł Symfonię Pochwalną  Życia. Z wielką starannością przywoływał z pamięci wczesny świt nad jeziorem, kiedy gęsty, szary opar wisi nisko nad wodą, kryjąc jej powierzchnię i tłumiąc odgłosy ptactwa. Kiedy popielate niebo powoli błękitnieje, odsłaniając swoją głębię. Kiedy ciemny cień lasu odsłania swoje kształty i barwy, a pierwszy promieńca przeszywa powietrze złotym światłem zza poróżowionego horyzontu. Kiedy wszelkie stworzenia od najdrobniejszego, które mó zobaczyć po niego samego współuczestnicząc w tej wielkiej tajemnicy istnienia witały narodziny nowego dnia.

Opisywał to w wielkim skupieniu muzyką. Do każdego zjawiska, któremu się przyglądał od poszarpanej i falującej powierzchni porannej mgły, zielonej rzeźbionej wypukłymi pniami ściany lasu po poranne niebo nasycone już czystym błękitem, ale z jeszcze gdzie nie gdzie drobnymi zabarwionymi amarantem i fioletem nielicznymi obłoczkami wszystkiemu temu, przypisywał więki, płynące wprost z serca, niosące w sobie zachwyt i wdzięczność.

Ulotność życia, o której starał się pamiętać każdego dnia powodowała, że z ogromną ciekawością chłonął to, co widział i przetwarzał swoje wrażenia na muzykę. Miał świadomość, że uczestniczy w niezwykłym spektaklu, wielkiej tajemnicy powoli odsłaniającej się jak błękit nieba o świcie, ale całkowicie nie do ogarnięcia przez człowieka. Próbował odszukać, odgadnąć najważniejszą prawdę, zasadę życia, która nadaje sens krótkiemu ludzkiemu istnieniu, która jest najprosts drogą od człowieka do Boga.

Przyglądał się przyrodzie i porządkowi w niej panującemu i myślał sobie jakiż sens miałaby materia w całym swym bogactwie, jeżeli nie byłaby opisana czymś więcej. Jako muzyk nazwał uniwersalną zasadę, wszelkim początkiem i przyczyną Uniwersum, którego przecież był częścią Symfonią Bożej Miłci. Starał się teraz ze swoją muzyką dopasować do Tej Symfonii, stworzyć idealną harmonię z wszelkimi odczuciami, swoją wiedzą, poszukiwaniami, każdym drgnieniem serca wnieść swój udział do niezmierzonej zalewającej świat muzyki.

Otworzywszy swoje serce na Bożą Obecność zrozumiał, że poprzez swoje istnienie w materialnym świecie, gdzie niedoskonały pogrążony w ciemności umysł próbuje zrozumieć sam siebie jest nerwem Bożym, przekaźnikiem od świata materialnego po duchowy. Każdej jego myśli towarzyszyły dźwięki, a on płynąc za nimi, pytał. Czy odczuwasz przeze mnie Boże i całe bogactwo ludzkich odczuć i myśli, czy prześwietlasz to wszystko? Czy czujesz tę łyną po moim policzku i jej ony smak, kiedy dotrze do ust? Pytał muzyką, opisywał to widział i czuł muzyką. W niej starał się zawrzeć różnorodność swoich odczuć, towarzyszących jego poszukiwaniom, ludzkim odwiecznym wahaniom od nadziei po zwątpienie.

Wiem - myślał, teraz mam ciało, poddane tylu ograniczeniom, bęce moim domem w świecie, skomplikowanym mechanizmem, w którym dane mi było zamieszkać. To materialna powłoka, żyjącej istoty, która musi oddychać, jeść, spać, wydalać jak zwierzęta, ale myśli nad sobą i poszukuje, przetwarzając materię w dogodny dla siebie sposób, aby c przeż i doznać jak najwięcej. Pozwól prosił, pozwól Boże zrozumieć ludziom, kim naprawdę, żeby wiedzieli, co mają czynić. Tu w tym świecie ludzkie poznanie waha się od skrajności po skrajność, gdzie żeby poznać dobro, trzeba zaznaća, gdzie gromadząc bogactwo, czujemy pustkę wewnętrzną, gdzie próbując się porozumiećywamy tylu słów a wystarczy uśmiech.

A muzyka? Nawet najpiękniejsza, najsubtelniejsza, najczarowniejsza jest tylko cieniem Bożej Symfonii Miłci. A muzyka? Ona pozwala nam się zatrzymać, otworzyć na coś większego od nas, co zostawiło w nas ślad. Pozwala odkryć w nas samych Bożą Pieczęć, echo innych, lepszych światów, przybliż nas ludzi do tej najwłciwszej, najpierwszej zasady, która legła u podstawy Stworzenia. Muzyka pozwala dostroić rytm naszych myśli do rytmu naszego serca, pozwala współbrzmieć z Symfonią Bożej Miłci.

Takąnie Symfonię tworzył, najważniejszą kompozycję swojego życia, dedykując ją i Bogu i ludziom. To nie ważne, że leż nieruchomo na szpitalnym łóżku. To dzieło swojego życia, w którym zawarł całego siebie, pozwoliło mu spokojnie i z godnością żegnać się z gasnącym życiem. Nie mogąc się poruszyć ani wyrzec żadnego słowa, myślami żegnał się z siedzącą przy nim i zastygłą w żalu matką. Prosił Boga, by usłyszała