Depresja poporodowa

Czy depresja poporodowa to zwykła fanaberia, czy też dość poważny problem? Postaramy się na to odpowiedzieć.

 

6cfd735d980ee06b015774416b331353.jpgKażda z nas, która spodziewała się pierwszego dziecka, pamięta te niezliczone opowieści naszych matek, ciotek, sąsiadek, jak to było, kiedy one rodziły. Pełne niepokoju, lęku przed niewiadomym słuchałyśmy w osłupieniu tych historii starając się przygotować w jakiś sposób do naszego porodu. Chwała za szkoły rodzenia!!! Oraz akcje społeczne typu „Rodzić po ludzku”.

Ile porodów, tyle historii. Fakt, że  ogromny wpływ na przebieg tego wydarzenia miały i mają warunki panujące w szpitalach jak i przekonanie społeczne o ważności  tego momentu dla poszczególnych członków rodziny. Bo tak naprawdę życie wszystkich ulega wtedy zmianie. Nie tylko z tego powodu, że przybywa nowy członek rodziny, ale zmiany dotyczą także psychiki matki, ojca, a w przypadku kolejnego dziecka, to siostry lub brata naszej pociechy, która właśnie przywitała ten świat.

Mój pierwszy poród ( rok 1997 – miałam 20 lat) to straszne przeżycie zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym. Nigdy nie zapomnę tego strachu w momencie przybycia do szpitala. Osamotnienie i zdanie tylko na siebie spotęgowane świadomością nieznanego przeżycia. Ile opowieści bym nie usłyszała wcześniej, w tym momencie na nic się zdały. W głowie ciągle miałam pytania: i co teraz będzie?, jak sobie poradzę?, czy jest ktoś, kto może mi pomóc? Miałam nadzieję, że pielęgniarki i lekarze będą moimi sprzymierzeńcami, jednak nic bardziej mylnego. Najwięcej serca okazała mi pani salowa podtrzymując mnie na duchu i zapewniając, że jak się to skończy, to nie będę pamiętać złego.  Po przyjęciu mnie na oddział położono mnie w pustej sali z instrukcją, że jak zacznie porządnie boleć, to mam dać znać. Rano badanie ktg i położna wsuwająca nade mną śniadanie -  jak w kiepskim filmie grozy. Około południa przewieziono mnie na salę porodową, gdzie dwie panie położne właśnie zaparzyły sobie kawę. W tej radosnej atmosferze poczułam parte bóle, które jednak nie bardzo odpowiadały momentowi, w którym panie wymieniały informacje na temat nowych trendów w modzie. Poród trwał chyba niedługo, tego nie potrafię określić.  Na świat przyszedł mój synek – to fantastyczna chwila.

Z jednej strony byłam szczęśliwa, a z drugiej przerażona. Patrzyłam na moje dziecko i nie mogłam sobie wyobrazić, co ja teraz zrobię, jak uda mi się zająć tym niemowlęciem. Przeraziła mnie odpowiedzialność, jaką muszę się teraz wykazać, że nie mogę teraz zasnąć ani na chwilę, bo on mnie potrzebuje i co, kiedy nie” będę na posterunku”.

Zaczęły się odwiedziny – męża, rodziców, teściowej i całej reszty. Nie potrafiłam opuścić dziecka ani na chwilę. Najbardziej spragniona byłam bliskości mojej mamy. Miałam przeczucie, że tylko ona mnie zrozumie i tylko ona może mi pomóc. A potrzebowałam pomocy natychmiast, gdyż nie mogłam pomieścić w swojej głowie, jak mam zadbać o tę kruszynę. Syn był dla mnie najważniejszy!!!

Wróciliśmy do domu. Błagałam mamę, żeby mnie nie opuszczała. Prosiłam, żeby ktoś czuwał i sprawdzał czy dziecko oddycha, kiedy musiałam się zdrzemnąć. Nie potrafiłam wybrać imienia dla mojego synka, gdyż uważałam, że to zbyt duża odpowiedzialność. Ciągle  byłam pełna niepewności, wątpliwości  i niepokoju o niego. Mąż starał się w jakiś sposób pomóc, jednak był on ostatnią osobą z którą chciałam przebywać, rozmawiać i prosić o wsparcie. Nie pozwalałam mu się przytulać, mógł dla mnie nie istnieć.

Dopiero po czasie zorientowałam się, że jest to depresja poporodowa, która przyjmuje różne postaci, ale o tym w kolejnej części artykułu.

UWAGI AUTORA

W przypadku publikacji artykułu u siebie w serwisie proszę o umieszczenie informacji o źródle: artykuł pochodzi z serwisu http://nasza-pociecha.pl

 

Źródło: http://nasza-pociecha.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=643:depresja-poporodowa&Itemid=35