Eckharta Tolle'a destrukcja czasu!

W książce Eckharta Tolle'a "Potęga teraźniejszości" pojawia się jedna kwestia warta rozważenia - negacja czasu. Czas jest złudzeniem naszego umysłu będącego tego rodzaju władzą, która nie jest w stanie zakotwiczyć w teraźniejszości. Umysł człowieka - według autora - rozciąga władzę nad przeszłością i przyszłością, ale "tu i teraz" zawładnąć nie może. W związku z tym działa on w taki sposób, żeby podmiot działania żył tym, czego nie ma, co jest tylko iluzją. W ten sposób to nie człowiek panuje nad własnym umysłem, ale umysł nad człowiekiem. Autor pisze:

Dlaczego umysł ma zwyczaj zaprzeczać teraźniejszości; i wzbraniać się przed nią? Otóż dlatego, że nie może funkcjonować po swojemu ani sprawować władzy, gdy nie istnieje czas - czyli przeszłość i przyszłość; niepoddane czasowi Teraz wydaje mu się więc groźne. Czas i umysł stanowią w gruncie rzeczy niepodzielną całość.

 

fot. Joanna Czogała, źródło: www.joannaczogala.com

To, moim zdaniem, dwa najważniejsze zdania omawianej książki. W filozofii europejskiej wskazywano, co prawda, związki między umysłem a czasem (tak jest choćby w "Krytyce czystego rozumu" Kanta, który czas nazywał "czystą formą naoczności"), ale utożsamianie ze sobą obu pojęć jest absolutną nowością. Czas jest umysłem, umysł jest czasem. Bez umysłu nie byłoby czasu, bez czasu nie byłoby umysłu. Jeszcze raz oddajmy głos autorowi:

Wyobraź sobie ziemię bez ludzi, zamieszkaną wyłącznie przez rośliny i zwierzęta. Czy na takiej planecie nadal istniałaby przeszłość i przyszłość? Czy można by na niej w jakikolwiek sensowny sposób mówić o czasie?


Trwanie, podobnie jak wieczność, jest zaprzeczeniem czasu. Dąb trwa, znajduje się zatem poza obrębem czasu. Zanurzony jest w żywiole teraźniejszości. W formułach językowych należałoby używać wyłącznie czasownika "jest". "Jestem" tylko wtedy, kiedy afirmuję świat taki, jakim jest. Harmonia i pogoda ducha rodzi się w wyniku zgody na rzeczywistość i zatopienia się w jej wiecznym momencie. Uważne skupienie na chwili, na tym jednym momencie, który został mi dany, jest rodzajem Heideggerowskiej ek-stazy. Jestem jednocześnie we mnie i poza mną. Jestem sobą, ale jednocześnie dębem, na który patrzę i na którym dostrzegam różowawe odblaski czerwcowego zachodzącego słońca. Nie wiem czy do końca dobrze rozumiem Tolle'a, lecz spełnienie jego postulatu życia w teraźniejszości przypominałoby stany mistyczne opisane przez św. Teresę z Avila czy Jana od Krzyża.

Jak jednak uwolnić się od czasu? Tolle tak odpowiada:

Głęboko sobie uświadom, że obecna chwila jest wszystkim, co kiedykolwiek będzie ci dane. Skup całe swoje życie na teraźniejszości. Byłeś dotąd mieszkańcem czasu i składałeś w niej tylko przelotne wizyty, ale od dzisiaj zamieszkaj w niej na stałe (...) Zawsze mów "tak" bieżącej chwili. Cóż może być bardziej daremne, bardziej szalone niż stwarzanie w sobie wewnętrznego oporu wobec czegoś, co i tak już jest? Czyż może istnieć gorszy obłęd niż przeciwstawianie się samemu życiu, które teraz i zawsze trwa teraz? Poddaj się temu, co jest. Powiedz życiu "tak" - a zobaczysz, że zacznie ono działać na twoją korzyść, zamiast przeciwko tobie.

Pomijając misjonarski ton, trzeba uświadomić sobie rangę problemu, jaki podejmuje autor. Tylko zgoda na świat i zgoda ze światem warunkuje poczucie sensu i harmonię istnienia. Bunt wyklucza z trwania bytu i plasuje świadomą jednostkę w przestrzeni czasu, czyli bytowego złudzenia.

Żyć przeszłością to znaczy żyć w przeszłości. Czasowe złogi, których nie potrafimy się pozbyć, tworzą korpus somatyczny nazywany przez Tolle'a bolesnym ciałem. Ból, lęk, niepokój, cierpienie nie mają, w związku z tym, aspektu bytowego, zatem łatwo się ich pozbyć, stosując różne techniki psychosomatyczne podpowiadane przez autora. Złogi czasowe to wyłącznie chimery, ale skutki egzystencjalne, które powoduję, są naprawdę groźne i jak najbardziej realne. Co uruchamia owe skorupy czasowe? Według Tolle'a, jest to umysł, bo jak to już zostało powiedziane, jest tożsamy z czasem.

Warto przytoczyć słowa Marka Aureliusza, które potwierdzają, iż problem teraźniejszości bywał przedmiotem refleksji myślicieli starożytnych:

Najdłuższe życie równa się najkrótszemu. Teraźniejszość bowiem jest równa u wszystkich, a więc i to, co się traci, jest równe. Tak więc to, co się traci, przedstawia się jako krótkie teraz. Nikt bowiem nie może stracić tego, co już przeszło lub co przyjdzie (podkreślenie moje - J. S.). Jakże bowiem można być pozbawionym tego, czego się nie ma (Marek Aureliusz "Rozmyślania").

Najsłabszym punktem koncepcji Tolle'a jest, moim zdaniem, rozdzielenie czasu od świadomości. W tej kwestii trudno mi jest zgodzić się z autorem "Potęgi teraźniejszości". Świadomość nie istnieje bez czasu. To on ją konstytuuje! Świadomość ma charakter czasowy albo nie ma jej wcale. Co więcej, projekt Tolle'a wydaje się nierealistyczny, jeśli odetniemy od teraźniejszości oba skrzydła, które generują jej sens. Te dwa skrzydła to pamięć i nadzieja.

W jednym ze swoich tekstów pisałem:

"Układem odniesienia dla ruchu świadomości miała stać się wyłącznie przeszłość. Jej demiurgiczna aktywność przynosiła miejscami niezwykłe, miejscami niespodziewane efekty. Widzieć jasno w zachwyceniu to ujmować dane „wydarzenie”nie tyle w jego ontologicznym jestestwie, co w jego transcendentalnym sensie. Świadomość, odnajdując jakiś konkretny punkt, np. smak magdalenki, otwiera magiczne wrota do poznania wyższego wymiaru własnej, indywidualnej przeszłości. Wszystko wtedy zaczyna być inne, widziane w innym świetle. Tkanka przeszłości pulsuje rytmem wcześniej nieznanym." (Psychologiczne tajemnice czasu).

Tolle, wykluczając przeszłość i przyszłość, odcina oba skrzydła

autor - Jan Stasica