Dzienniczki uczniowskie - co boli współczesnego nauczyciela.

Dzienniczek ucznia traktujemy jako źródło dopełniające wiedzę o uczniu - rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, że może on być też źródłem dopełniającym wiedzę o nauczycielu.

 

To właśnie z uwag czynionych ręką nauczyciela można odczytać jakie prezentuje on postawy, jakie uznaje wartości, jak dużo jest w jego zachowaniu dystansu, mistyfikacji, pewności siebie a jak dużo strachu i ambiwalencji. W praktyce nauczyciel nie uświadamia sobie tego, że pisząc uwagę o zachowaniu się ucznia pisze też o sobie. Poprzez pryzmat uwag wyraża siebie, swoją siłę lub słabość, z uwag można odczytać co boli współczesnego nauczyciela, jakie ma kompleksy a jakie są jego atuty.

  Uczeń twierdzi, że w przyszłości zostanie orzeszkiem ziemnym. Ma do mnie żal, że przeszkadzam mu w karierze 

Jest pewny siebie czy raczej zastraszony? Kompetentny czy też wychowawczo nieudolny? Zapisy w dzienniczkach pokazują to co jest niewidoczne podczas hospitacji, wizytacji a nawet rozmów z nauczycielami. Ukryta jest w nich czasem ta „druga twarz” o której nie chce lub boi się mówić nauczyciel.

Dzisiejsza szkoła nie daje gwarancji bezpieczeństwa nikomu ani uczniowi ani nauczycielowi. Trudno powiedzieć komu bardziej brakuje tego bezpieczeństwa, ale na pewno nigdy dotąd nie było sytuacji tak mocno zagrażających bezpieczeństwu nauczyciela. Dziś wyrasta nam spora grupa nauczycieli, którzy coraz bardziej boją się swoich uczniów, ich nieobliczalnych zachowań nie tylko zakłócających proces dydaktyczny ale zagrażających zdrowiu i życiu nauczycieli. Boją się bo uczniowie straszą, grożą, szantażują, co wyrażają właśnie w swoich uwagach w dzienniczkach uczniów.  

 

„Misza straszy mnie ruską mafią Jacek mówi mi, że jak wstawię mu jedynkę, to koledzy się ze mną porachują”

Przekazy te poruszają każdego nauczyciela bo są wyraziste, konkretne i grają na jego emocjach. Jedne wzbudzają strach umiarkowany, inne bardzo silny. Im bardziej są lękotwórcze tym strach przeżywany jest dotkliwiej. Jedni nauczyciele zastanawiają się nad swoim zachowaniem, inni uodporniają się na otrzymywane przekazy. Decydujące znaczenie ma tu poziom samooceny. Ludzie słabo przekonani o wartości własnej osoby skłonni są na silne zagrożenie reagować „chowaniem głowy w piasek” i biernością (cyt. za B. Wojciszke, 2004, s. 230). Osoby o umiarkowanej i wysokiej samoocenie podejmują refleksję nad przyczynami tego stanu rzeczy i myślą o środkach zaradczych. Niewątpliwie źródło narastającej fali zastraszania nauczycieli leży też w nich samych. Sytuacja jest przecież paradoksalna, słabsi zagrażają mocniejszym, bo okazuje się, że ci, którzy powinni być mocni są bardzo słabi w sensie charakterologicznym i niedostatecznie przygotowani w sensie zawodowym. Słabszych nie tylko częściej można zastraszyć, ale też i ośmieszyć. Kpina, drwina, obmowa, szyderstwo, poniżenie dotyka bardzo wielu nauczycieli.  To najstraszliwszy cios dla nauczyciela być ośmieszonym przez ucznia. Komunikaty ośmieszające nauczyciela mają swoją specyfikę, a płaszczyzna ośmieszania nauczyciela tak bardzo się poszerzyła, że wychodzi ona daleko poza szkołę. „Znakomitym” narzędziem służącym temu jest Internet. Tam można napisać o nauczycielu wszystko, obnażyć, ośmieszyć „bezpiecznie” bez ponoszenia konsekwencji. Potwierdza ten fakt następująca uwaga z dzienniczka ucznia «Michał założył forum internetowe na którym wyśmiewa się ze mnie». Im więcej ludzi przeczyta, tym większe upokorzenie dla nauczyciela. Ale większość czyni to w sposób bezpośredni, co pokazują następujące uwagi z dzienniczków:

Paweł śpiewa piosenki z lat 60-tych i każe mi śpiewać, bo jak twierdzi, wszystkie powinnam pamiętać z młodości.   Kiedy wykręcałam żarówkę krzyczał „No dalej maleńka, dasz radę”

W każdej z tych uwag nauczyciel wskazuje na okazaną mu drwinę, kpiarski ton i szyderstwo. Wyrażenie «no dalej maleńka, dasz radę» to już najwyższy stopień nonszalancji i braku szacunku dla nauczyciela. Dlaczego tak się dzieje? Może gdzieś po drodze nauczyciele zatracili swoje człowieczeństwo? Może pogubili się w swojej profesji, skoro tak traktują ich uczniowie? Aż nie do wiary jak bardzo zdewaluowała się relacja Mistrz – uczeń. Ocieramy się o niebezpieczną krawędź kumplostwa, a to grozi zanikiem autorytetu nauczyciela. Jeżeli czytamy w dzienniczku ucznia uwagę typu: «Maciek po każdej lekcji chce się ze mną wymieniać koszulkami jak po meczu» to czy nie mamy tu do czynienia z kumplostwem? Jeśli czytamy uwagę «uczeń po raz drugi proponuje mi randkę w parku. Mówi, że popełni samobójstwo, gdy się nie zgodzę» to czy nie mamy do czynienia z ewidentnym zużyciem się autorytetu nauczyciela?

Kumplostwo, które nie ma nic wspólnego z partnerstwem grozi zawaleniem się ładu, porządku i dyscypliny w klasie szkolnej. Nauczyciele nie radzą sobie z ową dyscypliną coraz bardziej. Jedni wybierają represjonizm, którym prowokują
uczniów do zachowań agresywnych, drudzy liberalizm a ten szybko prowadzi do samowoli uczniów. Adnotacje w dzienniczkach uczniów pokazują, że samowola ich jest coraz większa. Liberalizm nauczycieli bardzo takim zachowaniom sprzyja, robią co chcą. Zatrzymajmy się na kilku uwagach odnotowanych w dzienniczkach uczniów:

Pluje pod nogi nauczyciela. Upomniany twierdzi bezczelnie, że bada siłę grawitacji


Wkłada kapiszony do kontaktu, czym doprowadził nauczycielkę na pogotowie

Iwona przychodzi na lekcje ze świnką morską i mówi, że to dlatego, że nie stać jej na prywatne wykłady dla świnki


 Tych kilka uwag uświadamia nam fakt, jak swawolnie poczynają sobie uczniowie i jak bezsilni są nauczyciele. Najlepiej zaplanowana i ustrukturowana polityka dyscyplinarna nic nie da, jeśli nauczyciel będzie ją realizował
nieprofesjonalnie. Brakuje nauczycielom umiejętności odgadywania, jak uczeń interpretuje daną sytuację i umiejętności narzucania swojej interpretacji „bez użycia środków przymusu bezpośredniego” (J. Robertson, 1998, s. 11). Profesjonalizm zakłada dyscyplinę asertywną, którą Lee Canter opisuje następująco: „Nauczyciele asertywni przyjmują w klasie taką postawę: «Nie pozwolę nikomu przeszkadzać mi w nauczaniu. Nie pozwolę żadnemu uczniowi przeszkadzać innemu uczniowi w nauce. Nie pozwolę nikomu zachowywać się w sposób, jaki nie leży w jego najlepszym interesie i w najlepszym interesie innych uczniów. A najważniejsze, że kiedykolwiek uczeń zachowa się właściwie, dostrzegę to i wzmocnię»” (cyt. Za J. Robertson, 1998, s.178). A więc bezstronna i bezwzględna stanowczość. Tej we współczesnej szkole niestety brakuje. Zdecydowanie i konsekwencja to najbardziej poszukiwane cechy osobowości dzisiejszych nauczycieli. Gdyby można je było przywrócić mielibyśmy mniej konfliktów w relacji nauczyciel – uczeń. Problem z zaprowadzeniem ładu, porządku i dyscypliny to nie jedyna słaba strona nauczyciela XXI wieku. Choć zdawać by się mogło, że jest dobrze wyedukowany, przygotowany właściwie do pracy dydaktycznej to i w tym obszarze widoczne są niedostatki. Spójrzmy na nie przez pryzmat następujących uwag odnotowanych w dzienniczkach uczniów:  

Uczeń twierdzi, że w przyszłości zostanie orzeszkiem ziemnym. Ma do mnie żal, że przeszkadzam mu w karierze

 

Nie chce pisać kredą na tablicy, bo twierdzi, że to przestarzała metoda

 

Paweł mówi, że nie będzie przychodził na moje lekcje, bo go nudzą

 


Nieciekawy rysuje się nam z tych uwag obraz nauczyciela. Choć chcieli dać w nich wyraz swemu niezadowoleniu z zachowania się ucznia, mimochodem rzucili dużą wiązkę światła na siebie. Te uwagi niosą w sobie więcej informacji o nauczycielu, aniżeli o uczniu. Wynika z nich bowiem, że mamy do czynienia z nauczycielami, którzy są niekompetentni, odtwórczy, hołdują tradycyjnym metodom nauczania, nie rozbudzają twórczej wyobraźni, nie motywują do twórczego działania, jednym słowem są statyczni i zamknięci w określonych schematach. W społeczności nauczycieli znajdujemy też osoby znużone i domagające się świętego spokoju o czym świadczy uwaga typu: «dręczy nauczyciela, pytając, czy może zrobić referat o bitwie pod Waterloo». Aż dziw bierze, że to co powinno budzić podziw nauczyciela jest odczytane w kategoriach zła. Aktywna postawa ucznia, chęć wykonania pracy, która z pewnością leżała w sferze jego zainteresowań, okazuje się być udręką dla nauczyciela. Jakże nieodpowiedzialna to postawa. Przy okazji mamy tu do czynienia z błędem wychowawczym jakim jest hamowanie aktywności ucznia. Jakaś irracjonalna sytuacja, nauczyciel popełnia błąd, winę przenosi na ucznia i zawiadamia o tym jeszcze rodziców. Kompromitującą jest też uwaga typu: «zadaje pytania na które nie znam odpowiedzi». Trudno zrozumieć dlaczego takie stwierdzenie jest uwagą, bo przecież nie ma tu nic niewłaściwego w zachowaniu się ucznia. To raczej zachowanie nauczyciela jest niewłaściwe. Uczeń ma prawo pytać, uczyciel ma obowiązek odpowiadać. Ale to, że jest nauczycielem nie oznacza, że ma znać odpowiedź na wszystkie pytania. Są pytania trudne – pisał J. Korczak – na które lepiej nie odpowiadać, niż zbyć powierzchownym, niezrozumiałym wyjaśnieniem (J. Korczak, 1978, t. I, s.228). Ale trzeba rozmyślać nad nimi, poszukiwać, wypytywać dzieci, by w końcu znaleźć mniej lub bardziej udaną odpowiedź i w stosownym czasie wrócić do postawionego przez ucznia pytania. Cieszmy się, gdy uczniowie pytają, to ich naturalne prawo, forma egzystencji. Nonsensem jest więc wpisanie uczniowi uwagi, że zadaje pytania na które nauczyciel niezna odpowiedzi. Można to odczytać jako prośbę do rodziców, by ci pohamowali swoje dziecko w zadawaniu mu pytań, pohamowali go w jego ciekawości intelektualnej. Nie wolno strofować za to, że uczeń pyta lub za dużo pyta. Jeżeli kwestionować będziemy prawo ucznia do postawienia pytania to uczeń też nie będzie skory do odpowiedzi na nasze pytania. Bardzo wielu uczniów ignoruje nauczycielskie pytania i zachowuje się w sposób arogancki. Oto w jednym z dzienniczków czytamy: «Filip wyrwany do odpowiedzi mówi, że nie będzie zeznawał bez adwokata». Prosta zależność: nauczyciel unika odpowiedzi na pytania uczniów, uczeń nie odpowiada na pytania nauczyciela. Ale to nie jedyna przyczyna przyjęcia przez ucznia takiej postawy. Wiele zależy od tego jak sformułowane są przez nauczyciela pytania. Niektórzy nauczyciele formułują je w taki sposób, by udowodnić uczniom, że nic nie umieją, że się przygotowali w sposób nie zadawalający ich. Są bardziej nastawieni na to by dociec, czego uczeń nie wie, aniżeli na poznanie tego co wie (M. Janukowicz, 1999, s. 37). Takie zachowanie nauczyciela często uruchamia postawę buntu, cynizmu i arogancji u ucznia. Jeden z nauczycieli napisał, że «na każde pytanie nauczyciela uczeń odpowiada: „O Jezus Maria”». Ileż niechęci jest dla nauczycielskich pytań. Może są mętne, nieprecyzyjne, nielogiczne? A może ta niechęć ma inne podłoże, bardziej osobowościowe, wynika z braku akceptacji osoby nauczyciela. Mamy wiele uwag w dzienniczkach uczniów, które wskazują nawet na przejawy nienawiści wobec nich:   Przyniósł do szkoły trutkę na szczury z zamiarem wypróbowania jej na wychowawcy

Paweł wysmarował mi biurko pastą do podłogi, nie mogłam w ogóle z niego korzystać

 

Szymon nakłuł mi krzesło do siedzenia siatką szpilek 


Dlaczego uczniowie tak nie lubią nauczycieli, są wobec nich brutalni, agresywni, chamscy? W dużej mierze odpowiedzialność za to ponoszą nauczyciele. Relację Mistrz – uczeń zastąpiła relacja kumpel – kumpel, a to źle wróży dla tego zawodu. Wkradł się daleko posunięty liberalizm, nauczycielom brakuje stanowczości, konsekwencji, nie mają jasno określonych pryncypiów postępowania. Sfrustrowani szybko popadają w bylejakość. Ich warsztaty dydaktyczne wciąż przypominają atmosferę z przeszłości. Brakuje świeżości na którą tak bardzo czekają uczniowie. Świeżość w podejściu do ucznia, świeżość w metodach i formach pracy jest czymś co mogłoby przywrócić właściwą rangę nauczycielowi. A jeśli nie chcą być ośmieszani, poniżani, ignorowani to muszą się przede wszystkim odrodzić moralnie. Nie mogą przybierać masek i póz, bo nie będą autentyczni. Żeby „porwać” uczniów trzeba być „kimś”, budować swoją profesję na głębokim wewnętrznym spokoju, solidnych zasadach moralnych i szerokim horyzoncie wiedzy. Niezwykle ważnym elementem warsztatu pracy nauczyciela jest język jakim się posługuje. Współcześnie uległ on wyraźnemu spodrzędnieniu.

Na 100 analizowanych przez autorkę uwag aż 69 jest sformułowanych w formie bezosobowej. Dla większości nauczycieli uczeń pozostaje bezimienny, opatrzony kolejnym numerem z dziennika. Rzadko kiedy nauczyciele rozpoczynają uwagę od imienia ucznia. Formułowane przez nauczycieli uwagi dostarczają nam też licznych dowodów na to, że pozbawione są one jasności, zwięzłości, obrazowości i konkretności w wyrażaniu myśli. Jedne można by uznać za nonsensowne, inne absurdalne a jeszcze inne po prostu za niedorzeczne i głupie. No bo cóż można powiedzieć np. o uwadze typu: «Amadeusz robi coś, ale nie wiem, jak to nazwać». Bez najmniejszego skrępowania można powiedzieć, że mamy do czynienia z uwaga nonsensowną, która nigdy nie powinna znaleźć się w dzienniczku ucznia. Nauczyciel nie potrafi określić zachowania ucznia, nazwać go i zawiadamia o tym rodziców. Uwaga to przecież trafne spostrzeżenie, tu go nie ma więc o czym zawiadamia rodziców, raczej o swojej niekompetencji, o wychowawczej nieudolności.

Niektóre z uwag są tworami językowymi naznaczonymi takim piętnem błędów, że zaciemniają całkowicie ich treść i powodują nieporozumienia z racji ich dwuznaczności. Taką jest np. uwaga «siedząc w pierwszej ławce, próbuje mnie posuwać». Ta stylistyczna niezgrabność, delikatnie mówiąc, rodzi różne skojarzenia. Słowo «posuwać» oznacza zawsze ruch czegoś z miejsca, można posunąć do przodu krzesło, biurko, wskazówki zegara, posunąć sprawę do przodu. Jeśli natomiast pisze się, że uczeń siedząc próbuje posuwać nauczyciela to całą tą wypowiedź można równie dobrze osadzić w kontekście seksualnym. Intencja nauczyciela z pewnością była inna, ale nieprecyzyjne słownictwo czyni ją niepoprawną. Zbyt dużo jest w uwagach języka potocznego, młodzieżowego slangu, słów których nigdy nauczyciel nie powinien użyć. Jeśli w dzienniczku ucznia pisze on «Marek szpanuje nowym telefonem» to daje świadectwo własnej niepochlebnej kulturze językowej. Użycie słowa «szpanuje» daleko odbiega od zasad poprawnej polszczyzny. Żaden ze słowników języka polskiego nie posiada w swoich zasobach takiego słowa. Gdzie mają szukać uczniowie wzorów poprawnego wyrażania myśli, skoro nauczyciele ich nie dają? Użycie przez nauczyciela słowa «szpanuje» jest przyzwoleniem na posługiwanie się nim przez ucznia. Skoro wolno tak mówić nauczycielowi to tym bardziej wolno uczniowi. Niebezpiecznie będzie jeśli nauczyciele zaczną mówić językiem uczniów, bo gdzie jak gdzie, ale w szkole słowo powinno być otoczone kultem. O spodrzędnieniu języka świadczy też i druga uwaga «Paweł ciągle rży i puka w ławkę, bo, jak mówi, chce być muzykiem». Słowo «rży» nie jest tutaj najlepiej dobrane i zdecydowanie bardziej pasuje do końskiej stajni jak do ucznia. Lepiej byłoby mówić o głośnym, hałaśliwym śmianiu się, czy nawet rechotaniu. Zastrzeżenie budzi też i ta uwaga «Kowalski w trakcie lekcji uprawiał ziemię cyrklem w doniczce». Po pierwsze uczeń został wskazany przez nauczyciela z nazwiska a po drugie to czy można ziemię uprawiać w doniczce cyrklem? Słowo «uprawiać» nie ma tu właściwego osadzenia bardziej przystaje do siania, sadzenia, hodowania. W przypadku sytuacji jakie mają miejsce w klasie szkolnej ta uwaga powinna mieć bardziej wyrazisty wymiar, artykułujący w pedagogiczny sposób niewłaściwe zachowanie się ucznia z zachowaniem standardów językowych.

Język jakim posługuje się nauczyciel to potężna broń, ale tą bronią trzeba umieć się posługiwać. W procesie dydaktyczno- wychowawczym słowo jest czymś najważniejszym. Ma moc kreacyjną. Przy pomocy słowa odbywa się kształtowanie osoby ucznia, formowanie jego duchowego kształtu i realizacja osoby we wszystkich jej wymiarach. Dlatego musi być ono najstaranniej dobrane, najpiękniej wypowiedziane, prosto, jasno i z pełną odpowiedzialnością.

Dr Maria Janukowicz
Wydział Pedagogiczny AJD w Częstochowie
Zakład Historii i Teorii Wychowania

 

Źródło: http://www.eid.edu.pl/archiwum/2008,1/maj,42/klucz_do_oswiaty,45/dzienniczki_uczniowskie,161.html