Dzieci specjalnej troski

ile w tym gorzkiej kpiny i ironii.

 

0ac34b05e84ba7b2056973e053607ae6.jpg 

Dzieci specjalnej troski. Taki sobie slogan. Eufemizm. Funkcjonuje w świadomości społecznej i jak... pięknie brzmi. Ma same zalety, no i uspokaja sumienia. Jest w tym tyle gorzkiej kpiny i ironii.

Jestem taki mądrala. W moim miasteczku są dwa ośrodki dla "dzieci specjalnej troski". Jeden prowadzą siostry zakonne, drugi to DPS. Przez lata przechodziłem tysiące razy obok tych ośrodków z ledwością zauważając, że w ogóle istnieją.

Od wielu lat oddaję krew. Pierwszy raz krew oddałem w szpitalu gdzie leżał mój kolega. Dostał kilka razy nożem i był na takim "kacu", że doszedłem do wniosku, że te pół litra  powinienem mu postawić. Zrobiłby na pewno to samo. Żaden wyczyn i heroizm. Potem natrafiłem na ambulans, też oddałem, tak zostało i trwa już wiele lat. Wytoczyli ze mnie kilka razy więcej niż posiadam na stałe. Kiedyś ktoś mnie zapytał dlaczego oddaję. Nie wiem. Zastanawiałem się długo i doszedłem do wniosku, że z czystego egoizmu. Co dwa miesiące badają mi za darmo krew, bo muszą i w razie grożącego mi niebezpieczeństwa powiadomią, że coś nie tak, no bo też muszą. 

Do tego mam 7 tabliczek czekolady, których nie jem, bo nie lubię ( tylko gorzką ), małą paczkę kawy i wafelka. Kawę wypijam, a wafelek i czekolada zjadana bywała przez moich domowników. Poza tym też jestem "obiektem specjalnej troski". Podobno mogę bez kolejki do lekarza i mieć dzień wolny. U lekarza nie byłem z 10 lat, a jako swój własny szef nie widziałem powodu do dnia wolnego. No, ale mam przywileje. 

Co ma piernik do wiatraka? Dzieci i krew.

W moim przypadku ma. Kiedyś po takim "krwawym" seansie z paczką tych czekolad przechodziłem przez park. Paczka prawdę powiedziawszy mi przeszkadzała. Miałem inny bagaż i nie wracałem do domu. Ścieżką szła grupka takich dzieciaków z caritasu z opiekunami. Cichych, zgarbionych, włóczących nogami, gubiących buty, pokracznych i brzydkich. Było ich siedmioro, tyle ile tych czekolad. Rozdałem je im. Tak wiele radości nie widziałem w życiu, za tak niewiele. A ja tylko chciałem pozbyć się kłopotu.

Teraz te paczuszki noszę siostrzyczkom do caritasu. Sam nie rozdaję, wiem, że zrobią to lepiej ode mnie. Nie chcę patrzeć na tę radość.  Dla mnie jest taką " radością przez łzy ".  Nie znoszę nieokreślonych stanów emocjonalnych. To nie miłość, ale też nie do końca tylko litość i współczucie. Nie cierpię taniego sentymentalizmu.  

Moi domownicy po czekoladę mogą sobie iść do sklepu.  Niedaleko.

Zainteresowałem się tym ośrodkiem. Całodzienna stawka żywieniowa to ok. 7 złotych. Siostrzyczki hodują warzywa, czasem ktoś coś podaruje. Kombinują, kombinatorki  jak mogą. Często przechodzę tam. Zatrzymuję się obok płotu, którym są odgrodzeni. Kiwają mi, huśtają się, wołają. Niektórzy mali, a inni mają po 180 cm wzrostu. Różni.

Jedno ich łączy. Nikt  ich nie kocha i nikt ich nie chce.

Nie sądzę by mnie rozpoznawali, nie kojarzą żadnych czekoladowych zależności. Podchodzą do płotu i "rozmawiamy". Ja ich nie rozumiem, oni mnie chyba też. Nie o słowa jednak chodzi. Ich gesty są jednoznaczne. Jednoznacznie przyjazne. Tak traktują wszystkich. Większość ludzi jednak odwraca wzrok i mija to miejsce.  Nie wiem, ile to dla nich znaczy, ale robią wrażenie szczęśliwych. Mój pies też czasem przychodzi po swoją porcję czułości. Chce być pogłaskany i jest.  Ich nikt  nie głaszcze. 

Nieopodal jest przedszkole. Normalne i ładne dzieci. Tam nikt nie macha ręką i nie woła. Też robią wrażenie szczęśliwych.  

Kolega wylizał się i wyszedł ze szpitala. Jego napastnik poszedł do więzienia. Państwo " za karę " przekazało na niego 76 zł za każdą dobę jego pobytu.

Legnicki piekarz, Waldemar Gronowski dostał do zapłacenia 200 tys. zł podatku dochodowego, za to, że przez kilkanaście lat, każdego dnia rozdawał potrzebującym po kilkaset bochenków chleba, którego nie udało mu się sprzedać. Chleb otrzymywały domy dziecka, szkolne świetlice, bezdomni i bezrobotni. 

Nie jestem też pewien, czy nie jestem przestępcą, nie płacąc podatku od tej darowizny. Byłoby więcej dla więźniów. 

Jak to czytam krew mnie zalewa. Może to jest odpowiedź na pytanie dlaczego muszę oddać krew.

Dzieci specjalnej troski. Qrwa mać.

Czasem robimy coś dobrego bez zadawania zbędnych pytań jak pan Gronowski. Jednak najgorsze jest to, że przez lata nie robimy tego, co nas nic nie kosztuje, albo tak niewiele.

 

Licencja: Creative Commons - bez utworów zależnych