JustPaste.it

Konkurs Faunlora

 

W słoneczny dzień na spacer się udaliśmy,

Uwierzyć nie mogliśmy w to, co tam zobaczyliśmy.

Wpierw się zaczęło na szkolnych błoniach,

Z liścia oberwać za nic można było,

Chyba że się dość szybkim było - a drzewo chybiło.

Co do prędkości, to jakiś bąk też tam zagościł.

Tak szybko nas omijał, aż rozbolała mnie szyja!

Tylko niebieską smugę widziałam,

Iść dalej jednak chciałam.

Kawałek dalej Kazbiel by glębę zaliczył,

Bo ktoś zapasy z pieńkiem tam ćwiczył!

Oczywiście wydostać się pomogliśmy,

Wtem coś fuknęło na nas ze sterty liści.

Jeże na błoniach spotykane?

Toż to niesłychane!

Tuptając dalej w te dzikie knieje,

Ktoś krzyknął „Co się dzieje?!”

Pobiegliśmy czym prędzej obczaić sytuację,

Coś podjadało uczniom z owoców kolację!

Same ogryzki tylko zostawały,

Może jakieś stworzenia się chowały?

Niewidzialne złodzieje na błoniach grasują!

Ciekawe co jeszcze knują?!

Tuptając tak, dotarliśmy do łąki przy cieplarni rosnącej,

A tam kwiatki jakże pachnące, storczyki przypominające!

Zerwałam kilka, tak w razie potrzeby,

Gdyby ktoś znów nie zaliczył gleby.

Niewiele się myliłam, bo chwil parę później…

Zrobiło się trudniej!

Zza drzwi cieplarni słychać było rumor,

Znów pierwszaczki popsują nam humor?!

Otwieramy drzwi, a tu nagle bum!

Coś wpadło w nasz podwójny „tłum”.

Leżę jak długa z obtartym kolanem,

A Kaz podchodzi z kwiatkiem leczyć ranę.

Już myślałam, że wzrok postradałam,

Bowiem podwójnie ogon stworzenia widziałam.

Szybko się otrzepałam z tej ziemi,

Weszliśmy do środka i żeśmy oniemieli.

Doniczki poprzewracane!

Roślinki połamane!

Ale, ale! Krzyku słychać nie było,

To tak jakoś lżej nam się na sercu zrobiło.

Nikt przytomności nie straci,

Lecz kilka roślinek jest w dziwnej mazi…

Rękawiczki od razu ubrałam,

Ran już na dzisiaj dosyć miałam.

Kazbiel porównał to tylko do sieci rozszarpanych,

Widząc kilka roślinek połamanych.

Kolcami zamiast łusek szkód można zrobić wiele,

Tak się kończą opiekuńczo-zielarskie przygody, przyjaciele!