Dusza

Dość długi artykuł o duszy człowieka w odniesieniu do wielu różnych aspektów. Myślę że wart przeczytania.

 

Dusza... dusza... Czymże jest dusza?

Jeśli zapytacie poetę, dowiecie się że jest ona pięknem w człowieku, które nadaje mu znaczenie...

Od katolika z kolei otrzymacie informację, że dusza jest jak akta personalne - tak zapisywane są wszelkie przewinienia i uczynki, jakie popełniamy w ciągu życia, żeby Bogu było łatwiej nas osądzić. Ale i tak wszyscy będziemy ssać pytę szatana w piekle, więc to żadna różnica ;-)

A co się dowiemy od naukowca? Nic.

Z naukowego punktu widzenia, człowiek składa się z mięsa, kości, mózgu i skóry. Dusza jest wyobrażeniem człowieka w jego metafizycznej formie, jest wręcz metaforą dla umysłu.

Generalnie więc uznaje się, że nie ma czegoś takiego jak dusza. Dawkins uważa, że jest ona wynikiem kroku ewolucyjnego, który zrobiliśmy jak uzyskaliśmy świadomość.

Ale ja zadam pytanie, dlaczego?

Można żyć w poglądzie, że nie ma czegoś takiego. Że nasze życie to pusta, marna egzystencja, a po śmierci po prostu znikniemy. Jednak... kłóci się to z moją (a zapewne nie jestem jedyny który na to wpadł) zasadą cykliczności. Bierze się ona z obserwacji świata i trochę przypomina złoty podział. Polega na tym, że wszystko we wszechświecie dzieje się w cyklach, począwszy od samego wszechświata. Moim zdaniem dzięki temu prawu mamy wręcz szansę zrozumienia wszechświata, a także nas samych (achhh skakanie z wielkiego wszechświata na malutkiego człowieka jest takie... relaksujące).

Tak więc wszystkie zjawiska obserwowane, zachodzą cyklicznie. Dzień powtarza się po dniu, obrót ziemi... banały. O wiele ważniejsze jest, że cyklicznie na ziemi występuje życie - od powstania, do zniszczenia go i z powrotem, cyklicznie istnieje ziemia - elementy ze zniszczonych układów słonecznych tworzą kolejne układy, cyklicznie w końcu istnieje wszechświat - od jednego wielkiego wybuchu do drugiego. Dzięki temu można zrozumieć, że początek wszechświata nie wyglądał tak, jak to pewien demotywator opisuje: "Na początku było nic. Potem wybuchło". Jak więc lepiej to wyjaśnić? Wyobraźcie więc sobie balon. Taki długi, parówkowy balon, z jakiego się robi zwykle pieski, a Jim Carrey zrobił z niego Tommy Guna w Masce. Dla ułatwienia wyobraźcie sobie że jest niebieski. Więc w połowie go skręćcie tak, żeby wyglądał jak sznur dwóch parówek. Potem każdą połówkę na pół. Tyle wystarczy, mamy 4 cykle wszechświata. Tak więc na końcu każdego cyklu wszechświat się zapada, a następnie "wywija" na drugą stronę, co nazywamy Wielkim Wybuchem. Bum. Zrobiliście 4 wszechświaty. Gratuluję. Tak więc, życie wszechświata wygląda właśnie jak taki nieskończenie dlugi, skręcany balon. Trwa... zaczyna się kurczyć... wybucha i trwa od nowa.

Życie człowieka też. Żyjemy tu i teraz, ale jednak miewamy czasem pytania egzystencjalne. Skąd pochodzę? Skąd się wziąłem na ziemi? Co się stanie po śmierci? Gdzie byłem przed narodzeniem? Ciekawe, co dzisiaj na obiad? Tak więc jeśli zasadę cykliczności przyjmiemy w stosunku do człowieka, odpowiedzi na prawie wszystkie te pytania mamy jak na dłoni. Pochodzę z poprzedniego życia, skończę w następnym. Śmierć będzie jedynie skręceniem mojego życia, a kolejne narodzenie jego odrodzeniem. Brzmi logicznie? Aż za nadto. Wydaje się to wręcz zbyt proste, by na tej zasadzie wszystko funkcjonowało, a także rodzą się pytania: jakim cudem z Maxa Kinga, urodzonego w Polsce z plemnika mojego taty, stanę się Jakimśtam Kimśtam, zrodzonego z plemnika jego taty? W sumie to mojego taty. Tylko innego... Tak więc odpowiedzią jest tutaj dusza. Ona nie tylko nadaje sens istnieniu, ale także w logiczny (do tego przejdę potem) sposób wyjaśnia, skąd się bierzemy.

Jak to działa? W momencie urodzenia dusza zagnieżdża się w ciele, a w momencie śmierci je opuszcza, i szuka jakiejś pary uprawiającej seks. Jeśli trafi na taką, zagnieżdża się w nowo narodzonym ciele i BACH! Mamy nowego człowieka, nowego "siebie". Jeśli z kolei popieramy aborcję, dusza leci na pierwszą lepszą porodówkę i tam wchodzi do ciała dziecka. Proste że szok ^^

Pozostaje pytanie, co się stanie, jeśli na świecie zbytnio zmniejszy się liczba ludzkości? Także i na to pytanie znajdzie się odpowiedź. Ale o tym potem.

Teraz powiem o czymś, co pozornie nie jest związane z tematem, będzie jednak dość ważne w przyszłości (tego artykułu, oczywiście). Jak sie nazywa najstarszy typ naukowca? Wiecie, jak mamy na przykład biologów, astronomów, teologów jego mać, fizyków czy innych chemików... którzy byli pierwsi?

Nekromaci.

Kim są? Nie, to nie są wielcy magowie wzywający hordy nieumarłych by zniszczyły przeciwników. Gdyby tak było, to oni rządziliby światem.

Nekromanci to ludzie, którzy życie poświęcili właśnie nauce...

I teraz krótka dygresja, która w istocie miała być clue tego artykułu.

Dlaczego naukowcy nie traktują duszy jako pola badań? Bo duszy nie ma? Taka logiczna odpowiedź sama się nasuwa. Ale ja się tej odpowiedzi przeciwstawię. Dusza jest. I to jak najbardziej prawdziwa.

Popatrzmy na to z innej strony. Czy jeśli czegoś nie widzimy, to znaczy że tego nie ma? Nie. Nie widzimy w końcu powietrza. Ale powietrze czujemy. Powietrze nas otacza. Więc powietrze istnieje, chociaż go nie widzimy. Ale mniejsza o powietrze. Przenieśmy się 500 lat wstecz. Znajdźmy największego uczonego i spytajmy go, czym jest prąd? Brzmi absurdalnie? Oczywiście. Ów uczony nie będzie miał pojęcia o czym mówimy. Powiemy mu więc, że w przyszłości wszyscy ludzie będą tego używać, będą się przemieszczać, że jest to siła która pozwoli nam nawet latać w powietrzu! Jaka będzie jego reakcja? Pomyśli, że w przyszłości kontakty z Bogiem są codziennością. Ale my wiemy, że prąd to nie działalność boska. Prąd to siła, którą możemy zmierzyć i tak dalej. Wiemy jak działa, mimo że nie możemy jej (na codzień) zobaczyć.

Jednak 500 lat temu też nikt nie mógł zobaczyć prądu. Wtedy nie było czegoś takiego, a opowieści o silnikach wzbudzałyby śmiech, albo przerażenie.

Zaraz zaraz... jak to nie było? A błyskawice? Co wtedy wierzono? Jak je tłumaczono? Naukowo - że są dziełem Boga, który je zsyła zabijając złych ludzi. Tylko czasem pudłuje... Ale wtedy to była metoda naukowa. A dzisiaj? Czy są jakieś pioruny duszy? Czy są jakieś dowody na jej istnienie? Cokolwiek?

Tak. Jest coś takiego. Oczywiście my to wyjaśniamy naukowo. Że to projekcje umysłu. Że to wyobraźnia... Niektórzy zgadli o czym mówię. OOBE. Nie chcę się tu rozwodzić ani próbować podważać krytykę - niech naukowcy wierzą w co chcą. Nauka to wiara poparta dowodami. Dawniej pioruny były dowodami na istnienie Boga, teraz OOBE jest... hmm... no właśnie. Dla naukowców jest inną wersją snu. Dla niektórych... dowodem istnienia duszy.

Jak więc na to patrzę? Moim zdaniem człowiek posiada duszę. Posiada też zdolności manipulacji nią. Niestety, dusza jest dla nas iluzją, wyobrażeniem... oficjalnie nie ma czegoś takiego, bo i gdzie? A gdzie jest prąd? W baterii? No właśnie... W Baterii. Człowiek jest nośnikiem duszy, jednak nie ma elektrod, pozwalających jej wydostać się. Kto wie, może OOBE jest metodą uwolnienia tymczasowo tej duszy?

Tak. I dlatego uważam, że duszologia powinna być nauką o duszy. Gdyż dusza, świat niematerialny istnieją. Istnieją, i rządzą się swoimi prawami, ale człowiek jest istotą zbyt prymitywną by je poznać. Ewolucja człowieka jak do tej pory miała dwa stadia: fizyczne, kiedy głównie pracowaliśmy fizycznie, i intelektualne, gdy będziemy na tak wysokim poziomie, że nie będziemy potrzebowali pomocy rąk. Dlatego też będziemy mogli się skupić na poznawaniu świata. Ale ja dopiszę jeszcze trzecie stadium: duchowe. Na tym stadium będziemy w stanie kontrolować właśnie naszą duszę. Nie będziemy mogli dalej poznawać świata, bo już cały poznamy. Co wtedy? Śmierć? Nie. Poznanie siebie. Człowieka. Od środka.

Na wyższym stadium rozwoju, człowiek w końcu przestanie rozwijać się w ten prymitywny, inteligentny sposób, i osiągniemy kolejne stadium. W umyśle może znajdziemy odpowiedzi na pytania, które trapią najtęższe umysły tego świata, znajdziemy rozwiązania problemów, które wykraczają poza granice umysłu...

Przykład? Proszę bardzo: rak. Będziemy w stanie wyleczyć raka poprzez samo skupianie się na nim i niszczenie go siłą duchową. Dalej? Okej: będziemy w stanie przemieszczać się bez ciał. Kto wie, może w przyszłości nasz wygląd będzie miał dla nas kwestię kompletnie marginalną? Będziemy zmieniać ciała jak teraz zmieniamy ubrania (pamiętajmy że w średniowieczu na przykład ubrania szyto na ciałach i prawie nie zmieniano...). Kto wie, może w przyszłości będziemy podróżować pomiędzy ciałami, skacząc z miejsca na miejsce? Chcesz odwiedzić Japonię, proszę bardzo: wejdź w trans, OOBE, opuść ciało, lecisz do Japonii, wlatujesz do wypożyczalni ciał i masz już nowiutkie! Cuda? Czysta nauka, ale poziomu o wiele wyższego niż ten teraz.

Dawniej uważano za szalony pomysł, by wóz poruszał się bez konia. Jak by to mogło być możliwe? Bez pracy mięśni nic nie może się ruszyć. Ale jednak wymyślono mechaniczne mięśnie. I mozemy dostać się na księżyc. Stworzyliśmy tak wiele, że ludzie zadają sobie pytanie, co będzie następne? A ja odpowiadam prosto i logicznie: DUSZA!

I teraz, gdy rozwialiśmy trochę wątpliwości, wracamy do pewnego pytania: Co się stanie, jeśli na świecie zbytnio zmniejszy się liczba ludzkości? Mamy teraz dwie opcje: fantazyjną, i naukową. Naukowa zakłada, że dusze podróżują po świecie szukając ciała w nieskońćzoność. Po prostu cały czas będziemy niczym te duchy, wałęsać się po świecie, aż trafimy na coś kościstego i mięsnego, w co będziemy mogli spokojnie wejść i BACH! Mamy nowego człowieka, nowego "siebie". Fantazyjna zakłada istnienie zaświatów. I na zaświatach opiera się wspomniana nauka oraz naukowcy: nekromancja oraz nekromanci.

Teraz, gdy wiele wątpliwości rozwiałem i wyjaśniłem większość swoich teorii, wracamy do najstarszych naukowców na świecie. Dlaczego o nich wspomniałem? I dlaczego najstarsi? Najstarsi dlatego, że pierwsze obrzędy nekromantyczne odbywały się w czasach egipskich. Nekromancja nie jest wymysłem, bo zgodnie z moimi teoriami jest całkiem logiczna. Nie jest to też religia, bo tu się w nic nie wierzy, tutaj się bazuje na doświadczeniu, nauce oraz praktyce. Nauce o duszy, praktyce w odbywaniu się do zaświatów. Wszystko to jest kolejnym dowodem, że nauka o duszy to nie jakiś tam głupi wymysł, a coś konkretnego, niemal namacalnego. Dzięki niej właśnie będzie możliwy rozwój świata.

Są jednak dwa problemy. Pierwszy z nich, to rozwój cywilizacyjny. Postęp naukowy jest niezwykle zacofany, przez wielką dziurę jaką mamy w średniowieczu. Dzięki rządom kościołów, nauka stanęła na kilkaset lat, i do tej pory musimy się zmagać z tą bandą pier**lonych sku**ysynów w czarnych spódnicach. Mam już tego serdecznie dość, bo gdy pomyślę co moglibyśmy osiągnąć gdyby nie te ch**e nieobciągnięte to aż mnie szlag trafia. Poważnie, ile jeszcze lat będziemy się na to zgadzać?

Wybaczcie końcówkę powyższego akapitu. Już wracam do normalnego tonu. Tak więc kolejnym elementem układanki pasującym do reszty, są dzieci indygo. Jedna z moich teorii odbiega nieco od wierzeń New Age. Moim zdaniem dzieci indygo są wybitnie wykształcone z predyspozycjami właśnie w tym kierunku. To one powinny być naukowcami w czasach, gdy człowiek będzie się skupiał na nauce o duszy. Niestety, przez tą dziurę średniowieczną jesteśmy setki lat zacofani. Teraz moglibyśmy zaczynać się uczyć o prawdziwej potędze energoterapii i robić różne fajne rzeczy, ale  niestety musimy się teraz pier**ielić z tymi obrońcami pieprzonej moralności, że in vitro jest złe, aborcja jest zła, do tego dochodzą ci szurnięci ekolodzy którym ciągle coś nie pasuje... i jak mamy się rozwijać, gdy takie debilizmy nas otaczają, przenikają i spajają galaktykę?

Co więcej, w tym wszystkim są jeszcze swa problemy, o którym nie wspomniałem. Jeśli OOBE jest tym, za co je uważam, to nie ma szans na latanie między ciałami, gdyż:
1. Duszę i żyjące ciało łączy nić astralna, dzięki czemu zawsze wraca na swoje miejsce
2. Dusza po śmierci ciała traci wszystkie wspomnienia i w ogóle wszystko co pamiętała

No ale mimo wszystko uważam, że jesteśmy zacofani i musimy coś zrobić,żeby odbić od dna religii, osiągnąć poziom technologiczny który umożliwi nam wejście na kolejne stadium ewolucyjne, i wtedy będziemy mieli szansę, na korzystanie z dobrodziejstw duszy. Bo to tylko kwestia czasu, a im dłużej czekamy tym gorzej dla nas.

I jeszcze jedno... Wiele zjawisk tłumaczono obecnością Boga. Teraz wiemy, że większość z nich to zwykłe zjawiska np atmosferyczne. Są jeszcze cuda, ktorych wyjaśnić nie umiemy. Czym są więc spowodowane? hehe... No właśnie... i tutaj "umiera" teoria istnienia Boga, tutaj możemy z całą pewnością stwierdzic, że Boga nie ma, a wszystkie niewytłumaczalne zjawiska pochodzą od naszej duszy...

Dziękuję za uwagę. Komentarze więcej niż mile widziane.