"Droga życia"

To nie droga jest trudnością, to trudności są drogą.

 

7d27896ce8384902224c9c535f157c64.jpg

Amerykański lekarz okulista Tom Avery (Martin Sheen) zostaje telefonicznie poinformowany, że jego syn Daniel (Emilio Estevez, prywatnie syn Sheena) zginął w Pirenejach.

Ojciec jedzie po ciało syna, ale decyduje, że zostanie ono skremowane, a on pójdzie na pielgrzymkę do Santiago de Compostela, Drogą świętego Jakuba, której nie zdążył odbyć Daniel.

Z plecakiem i prochami wyrusza. Na muszelkowym szlaku co jakiś czas zostawia garstkę popiołu. I czasem widzi swojego syna – na drodze, wśród pielgrzymów przy posiłku i w scenie końcowej.

Nie chce żadnego towarzystwa i niechętny jest obecności Joosta (Yorich van Wageningen) grubego Holendra z kieszeniami pełnymi nie tylko trawki. Nie polubi też Sary – Kanadyjki złej na wszystko i wszystkich, która nieustannie pali papierosy, bo postanowiła rzucić ten nałóg. W trakcie odpoczynku na polu spotykają Jacka (James Nessbitt) irlandzkiego pisarza bez natchnienia z pretensjami do rodzimego Kościoła i notesem, w którym zapisuje co ciekawsze wydarzenia na trasie, aby wykorzystać je w książce.

Każdy z nich jest inny i niesie ze sobą spory bagaż – nie tylko dosłownie ale i w przenośni. Spotykają ich także złe przygody, z którymi, jak to w życiu, różnie sobie radzą.

Razem idą, śpią w schroniskach, z jednego nawet uciekają, jedzą i piją. Poznają radość wspólnego podróżowania, pokonywania trudów i własne ograniczenia.

Czy ta pielgrzymka coś zmieni w ich życiu – nie wiadomo. Może nabiorą dystansu do swoich problemów, może zaczną pomagać innym, a może tylko powstanie książka, na podstawie której Emilio Estevez napisze scenariusz i wyreżyseruje ten film poświęcając go zmarłemu krewnemu.

To nie jest film religijny ale na pewno wart obejrzenia, choć reżyser nie ustrzegł się hollywoodzkich uproszczeń.