Dokąd jadą te staruszki?

Nieważne która jest godzina i w jakim kierunku jedziesz. Bez znaczenia czy to autobus czy tramwaj.

 

W każdą porę roku, w każdą pogodę, w autobusie jest pełno starych babet z siatami.

Niech mi nikt nie wmawia, że już nad tym nie myślał. Mamy z tym do czynienia na co dzień. Jadąc do pracy, wracając z niej, jadąc na imprezę i z powrotem. Jak to jest możliwe, że zawsze spotkamy jakąś staruszkę z siatką zakupów. Jeśli będzie tylko jedna, no to mamy szczęście.

Staruchy są plagą komunikacji i nikogo już nie zwodzi ich niedołężny wygląd. Nie raz już widziałem babcię biegnącą na autobus, nieoficjalnie bijąc przy tym rekord świata w biegu na 100 metrów. Laska, która jeszcze przed momentem służyła do podpierania, teraz jest wytrychem do autobusowych drzwi.

Stare schorowane duszyczki? Żart. Te pijawki po pierwsze nie cierpią hałasu, nie cierpią młodych a przede wszystkim – nienawidzą stać. Nie wiadomo ilu rocznie ludzi ginie z powodu nieustępowania miejsca. Tu nie ma przebacz. Zsiadasz, albo wysiadasz.

Najgorsze jest lato. Starszyzna poubierana w kożuchy, kalesony, berety i płaszcze, wyzwala typowy dla siebie swąd rozkładanego ciała. Otworzenie okna w takiej sytuacji to igranie ze śmiercią i ostracyzm społeczno-autobusowy. Pamiętaj – ich zawsze jest więcej.  No i te siaty. Wiecznie pełne siaty, lub ostatnio modne wózeczki cuchnące warzywniakiem.

Ale dokąd one kurwa jadą? Do warzywniaka? Tak, też. Do kościoła? Owszem. Ale przede wszystkim, jadą w jeszcze inne miejsce, gdzie są zawsze – do lekarza. Jadą zajmować kolejkę, często nie wiedząc w sumie po co. „Coś się słabo dzisiaj czuję” – wow, w wieku 80 lat? Niemożliwe!

Głupie to się wszystko zdaje. Ale tak naprawdę ma drugie dno. Wykończyć nas, młodych. Pozbyć się internetów, pedałów, tvnów, tusków i palikotów. Żeby potem móc wsiąść do pustego autobusu, wracającego od lekarza, jadącego do warzywniaka z przystankiem przy kościele.

 

Więcej na

http://meloniasz.pl/