Dlaczego ludzie biegają?

Nie zadajecie sobie czasem tego pytania, kiedy patrzycie na zlane potem postaci na Waszej drodze?

 

Kiedy czytacie przypadkiem, jak ludzie pieklą się na forach o drobne problemy? Ostatnio znalazłam wielki spór na portalu biegowym o to, że redaktorzy zamieścili tam krótki tekst, w którym autor opisał swoje doświadczenie biegania (a kochał biegać) z użyciem wulgaryzmów. Dla części użytkowników portalu to było szok: opisać ich świętość, używając mocnych słów? Nie chcemy w naszej wspólnocie biegaczy takiego chamstwa! Co dalej, może jeszcze plucie na chodniki? Drudzy żywiołowo oponowali: przecież my też tak mamy, treningi są ciężkie, człowiek przeklina w myślach, a ile razy musi samego siebie opieprzyć solidnie, żeby się zmotywować do wyjścia z domu? Z zewnątrz patrząc, można powiedzieć, że kłótnia jest niewarta świeczki: co to za nieistotna kwestia! Kim trzeba być, żeby się emocjonować takimi sprawami! Pewnie jednym z tych ludzi, którzy kompletnie nie mają życia, zajmują się bieganiem i próbują na siłę zainteresować tym wszystkich dookoła. To tylko bieganie. Trochę potu i tyle.

Jeśli zgadzacie się z powyższym tokiem rozumowania (czyli: bieganie to bieganie, ubierasz byle co i lecisz, nie ma się nad czym rozwodzić, sport jak sport), to znaczy, że pewnie nie biegasz i jest Ci obce najbardziej fundamentalne doświadczenie wszystkich biegaczy, kiedy czujesz, jak Twoje ciało zaczyna działać zupełnie inaczej.

Piętnasty kilometr: jak to brzmi? Ciało powinno już nie móc, zresztą, nigdy przedtem nie biegło tak długo. Minęła godzina dwadzieścia. Od połączenia słońca, które właśnie zaczęło prażyć, i potu, który obficie rosi skórę, zaczynasz mieć podrażnienia. Jakim cudem wciąż biegniesz?

Pada deszcz; spodenki przemakają, w kurtce robi się za gorąco, strugi wody zmywają pot z twarzy do oczu i ust. Nagle to przestaje mieć znaczenie,  nie czujesz dyskomfortu, pieczenia, złości;  istnieją tylko Twoje nogi i trasa przed Tobą, możesz biec w nieskończoność.

Ta euforia przechodzi za jakiś czas, mięśnie, ścięgna, stopy, skóra – wszystko to zacznie niedługo się nie tyle nieśmiało odzywać, co wprost krzyczeć: już!

Ale ten jeden moment, kiedy czujesz, że możesz wszystko, jest wart całego wysiłku i wszystkich niedogodności. Opowiada o tym bohater Trzydziestego kilometraf0665d0f2865b4f4a411f4ee4c564c20.jpg: o momencie, kiedy wydaje się, że już dłużej nie można. Że się nie wytrzyma. Ale jednak, nagle, wbrew wszystkiemu znajdujesz siłę, która gna Cię nie wiadomo czemu do przodu, dalej, niż kiedykolwiek dotarłbyś z własnej woli. Cóż, bieganie jest rewelacyjną metaforą życia, to raz, ale po drugie i ważniejsze, uczy Cię, że cokolwiek by się nie działo, jakiego bólu byś nie doznawał/a, zawsze możesz więcej i za ten wysiłek czeka Cię nagroda: to wspaniałe uczucie, które trwa momentalnie, ale daje energię na całe tygodnie: że nic Cię nie może zatrzymać.