JustPaste.it

443611e89cab7436529a0381297f0264.png      4c6ecbb8fdc931c22e1d97542bb5d03f.png      c199767ad269f1087c7b49c5777e309a.png

───────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────

Spokój Jane ją odrobinę... zaniepokoił. Spodziewała się zgoła innej reakcji, choć sama nie do końca wiedziała jakiej. Chwilę po odejściu kelnerki zastanawiała się nawet, czy aby na pewno wytłumaczyła wszystko jak należy, bo istniało przecież prawdopodobieństwo, że dziewczyna jej zwyczajnie nie zrozumiała. Albo gorzej nawet, wzięła ją za wariatkę. Ludzie uśmiechali się tak przecież do wariatów, byleby tylko ich nie zdenerwować. Spodziewała się już, że zaraz, zamiast dostać zamówione naleśniki, zostanie wyproszona przez kierownika, stąd też na widok powracającej Jane nieco się zdziwiła. Szybko zapanowała nad wyrazem twarzy, starając się sprawiać wrażenie spokojnej i pewnej tego, co robi. Nie była jednak ani spokojna, ani tym bardziej pewna tego, co robi, bo przede wszystkim nie miała pojęcia, co właściwie robi. To był impuls. Dowiedziała się - czy raczej podsłuchała rozmowę sąsiadek, która zdecydowanie nie była przeznaczona dla jej uszu - że w mieście żyje ktoś taki jak Jane i najzwyczajniej w świecie stwierdziła, że musi z nią porozmawiać. W ten oto sposób Jane siedziała teraz naprzeciw niej i uśmiechała się wyczekująco, a Lisa, by zyskać na czasie, przyssała się do słomki wystającej ze szklanki z lemoniadą. 

- Lisa - odpowiedziała, wyciągając do niej rękę ponad stołem, gdy oderwała się wreszcie od napoju. - Szczerze mówiąc, jestem zaskoczona. Nie spodziewałam się, że będziesz taka... normalna - podjęła ostrożnie. Normalność była pojęciem względnym, zwłaszcza w mieście takim jak Alpen Claire. Mimo to Club Diner sprawiało wrażenie ostoi normalności; miejsce takie jak to można było znaleźć w każdym innym zakątku świata. I w tym wszystkim Jane, idealnie wpasowująca się w tę ciepłą, domową atmosferę. Na pierwszy rzut oka ani trochę nie pasowała do ponurych i zrzędliwych mieszkańców miasteczka, ale jeśli Lisa zdążyła się tutaj czegoś jak dotąd nauczyć, to właśnie tego, by nie oceniać po pozorach. Stąd też na werbalnym stwierdzeniu normalności kelnerki poprzestała, resztę przemyśleń zachowując dla siebie. Do późniejszej weryfikacji. 

- Nie wiem, od czego zacząć. Właściwie nie przygotowałam się do tej rozmowy. Pewnie teraz myślisz, że marnuję twój czas i chyba masz rację. - Ktoś inny poczułby się pewnie nieswojo i choćby z uprzejmości zacząłby udawać, że zbiera się do wyjścia, ale Lisa nawet nie ruszyła się z miejsca. Skoro już tu przyszła i dostała te piętnaście minut, to zamierzała je do granic możliwości wykorzystać. - Jak ty sobie z tym poradziłaś? - zapytała w końcu nieco ciszej, nachylając się nad stolikiem. - Jak udaje ci się zachować taki spokój? Gdybym nie wiedziała, że nie pochodzisz stąd, nigdy bym się nie domyśliła. Ja ciągle jeszcze próbuję jakoś sobie to poukładać. Nie chodzi o to, że zupełnie sobie nie radzę, bo fakt, że jeszcze się nie powiesiłam, świadczy chyba o tym, że jest całkiem nieźle. Nie, mam na myśli raczej to, że nie mogę sobie znaleźć miejsca. Wszyscy ci ludzie patrzą na mnie krzywo, ani oni mnie nie lubią, ani ja ich nie lubię. To miejsce - tutaj ruchem dłoni wskazała, że chodzi jej właśnie o Club Diner - mnie przeraża, bo tu czuję się jeszcze bardziej obco, a ty tak po prostu tutaj pracujesz. I jeszcze jesteś w stanie się uśmiechać. Jak? Jak to możliwe? - zapytała wręcz natarczywym tonem, ale jednocześnie zerknęła na talerz z naleśnikami. Tak pięknie pachniały, a ona była już głodna. Przymykając oko na fakt, że to poważna rozmowa na tematy bądź co bądź egzystencjalne, sięgnęła po widelec i zabrała się za jedzenie. - Tylko błagam, oszczędź mi duchowych mądrości, tego mam już pod dostatkiem. Potrzebuję prostej recepty na to, jak się zaaklimatyzować i przy okazji nie zwariować - dodała, lekko gestykulując dłonią, w której trzymała widelec. - Te naleśniki są naprawdę dobre. 

Była trochę zestresowana. Gdyby czuła się swobodnie, mogłaby się podzielić kolejnymi obawami i wątpliwościami, których miała ostatnio pod dostatkiem, ale uznała, że tyle na razie wystarczy. To był w zasadzie sam wierzchołek góry lodowej, ale nie znała Jane i nie wiedziała, na ile może jej zaufać. Czy w ogóle może jej zaufać. Niemądrze byłoby się zwierzać obcej osobie ze swoich lęków - zwłaszcza osobie, która swoją postawą i wzbudzającym zaufanie uśmiechem aż się o to prosiła. Być może Jane była w porządku, a być może nie. Dopóki Lisa nie miała pewności, zamierzała zachować rozsądny dystans. To i tak było znacznie więcej niż w przypadku innych mieszkańców, do których żywiła otwartą niechęć i nie zdradziłaby im nawet swojego ulubionego koloru, a co dopiero tak osobiste przemyślenia. 

- Pamiętasz, kim byłaś wcześniej? Zanim tu trafiłaś? - odważyła się w końcu zapytać. Była to kolejna kwestia, która niesamowicie ją ostatnimi czasy nurtowała, zwłaszcza że sama jeszcze nie odzyskała pamięci, a już nie mogła się tego doczekać. 

───────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────────