Diabeł z Berezy

f4dc68bdbe1899296797a753adc6de15.jpg761f6b30128ef597ac9d1e704d8390ee.jpg Propaganda komunistyczna uczyniła z Kostka-Biernackiego krwawego komendanta twierdzy brzeskiej, a przede wszystkim oprawcę obozu w Berezie Kartuskiej. Te mity funkcjonują do dziś, podobnie jak Bereza "wzorowana na hitlerowskich obozach koncentracyjnych". W powojennej Polsce - podstępem aresztowany przez UB, trzymany przez wiele lat w więzieniu jako zdrajca Narodu Polskiego, w 1953 r. skazany na karę śmierci za faszyzowanie kraju.

"Normalny człowiek zawsze tęskni za mordem, choćby w najgorszym razie za mordem owadów. Jest to najstarsza i najszacowniejsza tęsknota ludzka" - pisał Wacław Kostek-Biernacki w 1931 r. w powieści "Diabeł zwycięzca". Jeżeli Kostek ulegał tej "ludzkiej tęsknocie", to przede wszystkim z wierności Marszałkowi.
- Piłsudski był dla Koska świętością - wspominała Janina Otto, jego kuzynka.
Jeżeli był ślepym wykonawcą nie zawsze praworządnych rozkazów swojego ukochanego dowódcy, to również sprawnym administratorem i utalentowanym pisarzem. Jeżeli potrafił być bezwzględny, to także w kwestii wierności ideałom. Dobrego imienia towarzysza z PPS, Komendanta, a potem Marszałka bronił nawet w ubeckich kazamatach.

Towarzysz z Parasola


Wacław Biernacki ma 11 lat, kiedy po raz pierwszy trafia do więzienia za rozpowszechnianie ulotek Polskiej Partii Socjalistycznej. Jest rok 1895. Siedem lat później po uczniowskiej demonstracji w Lublinie przeciwko carowi otrzymuje wilczy bilet szkolny: musi opuścić Kongresówkę. Przedostaje się do Lwowa, tu zdaje maturę i przez dwa lata (1903 - 1905) studiuje medycynę.
W 1905 r. poznaje Józefa Piłsudskiego. Towarzysz "Ziuk" osobiście przyjmuje Biernackiego w szeregi PPS. "O ile ujęty byłem bardzo osobą Komendanta, o tyle mocno ochłodziły mnie jego słowa: »Wy pewnie myślicie, że teraz idzie się ze strzelbą do lasu, ale tak nie jest. Teraz idzie się na ulicę« (...) Jestem pewien, że gdyby nie dziwny osobisty wpływ, jaki »towarzysz Ziuk« wywierał na otoczenie, nie zgodziłbym się na pracę tak różną od ówczesnych pojęć moich o walce zbrojnej o niepodległość. Po parogodzinnej rozmowie »towarzysz Ziuk« wybrał dla mnie pseudonim partyjny - Konstanty, w skrócie Kostek. I od tej chwili jestem »Kostkiem«" - wspominał Biernacki w 1932 r.
Oczarowany Piłsudskim, Kostek wkrótce otrzymuje pierwszą funkcję partyjną: wydział bojowy Centralnego Komitetu Robotniczego PPS w Warszawie mianuje go okręgowcem na Płock i Włocławek. Kostek ma 21 lat.
Za działalność w PPS kilka razy trafia za kraty. W 1907 r. osadzony na zamku w Lublinie, organizuje ucieczkę 20 więźniów. Przekopem, który dwa miesiące drążą, przedostają się do lochów, stamtąd kanałami pod Starym Miastem wydostają się na wolność.
Biernacki wraca do Warszawy. Jest znów wśród bojowników PPS. Bierze udział w głośnej likwidacji zdrajców, którzy wydali carskiej Ochranie czołowych pepeesowców. Rosyjska policja rozsyła za Kostkiem listy gończe. Ucieka przed nią do Afryki, zgodnie z zaleceniami Piłsudskiego. Legia Cudzoziemska przyjmowała każdego, a PPS chciała mieć kadrę wojskową. Biernacki prawie przez rok służy w 1 pułku Legii niedaleko Oranu.
W 1910 r. uczęszcza na wyższy kurs oficerów sztabowych we Lwowie. Egzaminatorem jest Józef Piłsudski. Wśród 65 absolwentów są ludzie też bezwzględnie oddani Komendantowi: Marian Kukiel, Edward Śmigły-Rydz, Kazimierz Sosnkowski i najwierniejszy z wiernych - Kostek-Biernacki. Na zakończenie kursu wszyscy otrzymali wyróżniającą odznakę "Parasola".
Juliusz Kaden-Bandrowski w powieści "Generał Barcz", opisującej czasy już po odzyskaniu niepodległości, tak charakteryzował bohatera-piłsudczyka: "I tak noc w noc ze służby Ojczyźnie wracał Barcz późno, wyczerpany. (…) Barcz nie wiedział kiedy śpi, je, ani ile już minęło dni. Stracił najzupełniej poczucie swego osobistego życia".

„A gówno dla ojczyzny wozić, to nie łaska?”


W marcu 1914 r. departament policji w Petersburgu uprzedził o przyjeździe z Paryża "wybitnych działaczy PPS". Na pierwszym miejscu wymienił nazwisko Piłsudskiego, na trzecim Kostka-Biernackiego.
W sierpniu 1914 r. Piłsudski wyznacza Biernackiemu odpowiedzialne zadanie: mianuje go szefem żandarmerii polowej I Brygady Legionów.
Żandarmeria była tylną strażą Legionów. Wydawała wyroki na podejrzanych o zdradę, szpiegostwo lub prowokację. Kostek "kiedyś opowiadał mi, jak Komendant polecił mu zlikwidować jakiegoś szpiega, który dostał się w ręce pierwszej brygady. Kostek poprosił go o zwolnienie z tego polecenia, gdyż nie odpowiadało to jego powołaniu żołnierskiemu. Piłsudski odpowiedział: »A gówno dla ojczyzny wozić, to nie łaska?«" - pisze w pamiętnikach Michał Browiński, poseł na Sejm II RP, który zetknął się z Kostkiem podczas wojny w Rumunii.
Biernacki dowodził żandarmerią ledwie trzy miesiące, a zdążyło przylgnąć do niego miano Kostka-Wieszatiela. Tak nazywali go koledzy legionowi, parafrazując przydomek wileńskiego gubernatora Murawiewa. Przez następne dwa lata wojny (do końca 1916 r.) pozostawał w sztabie Legionów, tuż przy Komendancie.
W lipcu 1917 r. Kostek jest internowany w obozie dla oficerów legionowych, którzy wymówili posłuszeństwo Austrii, w Beniaminowie nad Narwią. Tak chciał Marszałek: "Szliście na pole bitew umierać za ojczyznę, teraz idźcie za nią do więzienia". W obozie Kostek wydaje gazetkę satyryczną pod tytułem "Sprzymierzeniec". Pisze i wystawia popularną wśród oficerów "Szopkę beniaminowską", prześmiewa w niej życie obozowe i CK Austrię. Po odzyskaniu niepodległości wydaje ją z dedykacją "Ukochanemu Komendantowi".
- Talenty literackie Kostka objawiły się również w domu, wystawiał rodzinne szopki - zapamiętała Janina Otto.
W dwudziestoleciu opublikował kilka powieści osnutych na wątkach autobiograficznych. - Pisał piękną polszczyzną, co nieczęsto zdarzało się wojskowym - twierdził Ludwik Bogdan Grzeniewski, krytyk literacki.
U progu niepodległości Biernacki walczy z Ukraińcami o Lwów. Od stycznia 1919 r. jest w Siedlcach jako dowódca batalionu zapasowego przy 22 pp i komendant garnizonu, któremu podlegały sądy doraźne dla ścigania nadużyć skarbowych.
Awansuje. Wkrótce jest zastępcą dowódcy 43 pp w Hoszczy nad Horyniem. Marian Romeyko, pułkownik Sztabu Generalnego w II RP, zapamiętał pobyt Kostka w Dubnie: "W przeddzień imienin Piłsudskiego, 18 marca 1921 roku, Kostek zarządził »procesję« pułku po mieście. Na nosidłach, jak na Boże Ciało, niesiono portret Piłsudskiego, a za nim kroczyli oficerowie i szeregowi".

Rozpędzić parlament


Niektórzy historycy twierdzą, że w listopadzie 1923 r. Kostek za namową Marszałka jedzie z poufną misją do Krakowa. Ma wykorzystać antyrządową manifestację PPS dla zdobycia władzy dla Piłsudskiego. Doszło do starć - z jednej strony tłum robotników, z drugiej kompania piechoty pod dowództwem Kostka-Biernackiego. Z Warszawy, z MSW, nadchodzi rozkaz otwarcia ognia do manifestantów. Kostek odmawia wykonania go.
Witos pisze we wspomnieniach, że socjalista Mieczysław Mastek "twierdził z całą stanowczością, że zamiarem Kostka-Biernackiego było objęcie rządów w Krakowie i urządzenie stamtąd marszu na Warszawę".
Biernacki zostaje zawieszony w wojsku, staje przed sądem w tzw. procesie krakowskim (kwiecień 1925). Z braku dowodów zostaje uniewinniony. Wraca do wojska i wkrótce jest już podpułkownikiem.
Nie bierze udziału w zamachu majowym - służy wówczas w 78 pp w Bronowicach. Mogłoby się nawet wydawać, że Piłsudski zapomniał o wiernym żołnierzu spod "Parasola". Ale tak nie jest - w 1929 r. wyznacza Kostkowi nowe zadanie: rozpędzenie parlamentu. Kostek dowodzi jedną z uzbrojonych grup, które mają zakłócić obrady Sejmu. Marszałek Sejmu, przywódca socjalistów Ignacy Daszyński odmawia otwarcia sesji "pod bagnetami, karabinami i szablami". Sejm powołuje specjalną komisję do zbadania incydentu. Kostek znowu ma być sądzony za działania, za którymi stoi Piłsudski. Prac komisji nigdy nie doprowadzono do końca.

„Wygłupia się, żeby nas nastraszyć”


Kostek pomaga Marszałkowi w rozprawie z opozycją sejmową. Piłsudski mianuje go w 1930 r. komendantem twierdzy w Brześciu nad Bugiem. Sam zielonym ołówkiem zaznacza na liście przedstawionej przez ministra spraw wewnętrznych Felicjana Sławoj-Składkowskiego nazwiska opornych posłów, których należy osadzić w Brześciu. Kostek otrzymuje polecenie: "mają poczuć, iż są w więzieniu, że nie mogą czuć się w Brześciu jak bohaterowie".
Historyk Władysław Pobóg-Malinowski: "Piłsudski, dźwigający samotnie olbrzymi ciężar przyszłości państwa, w imieniu tej przyszłości dusił przejawy anachronicznego już warcholstwa". Inny wpływowy piłsudczyk, Wacław Jędrzejewicz, twierdził, że aresztowania posłów były dowodem odpowiedzialności Marszałka, który uzdrowił w ten sposób parlamentaryzm.
Brzeskie więzienie do lekkich nie należało, obowiązywał w nim surowy wojskowy regulamin. "Kostek-Biernacki miał nie tylko decydujący wpływ na dobór współpracowników, ale »program« zajęć i udręczeń, jakim byli poddawani więźniowie, był w znacznym, jeżeli nie w wyłącznym stopniu jego dziełem" - opowiadał chrześcijańsko-demokratyczny poseł Karol Popiel w komunistycznym sądzie na procesie Kostka.
Nie natknąłem się jednak na żądną wzmiankę, by Biernacki osobiście znęcał się nad uwięzionymi. Wincenty Witos pisze, że go w Brześciu "nie bito, nie przeklinano, nie lżono, nie pchano do ciemnicy i nie zadawano żadnych specjalnych tortur". Kostek "rewizje odbywał zawsze w nocy, gdy już więźniowie zasnęli. Komiczne było świecenie przez niego latarką pod łóżko, na okno, próbowanie krat, oświecanie kubła". Witos przytacza również zasłyszaną wypowiedź Kostka o sobie. Miał powiedzieć o byłym premierze: "Wzięliśmy chama za mordę i jest spokój". Działacz PPS Adam Pragier tak charakteryzował Biernackiego: "Jako nasz gospodarz w więzieniu brzeskim jest jednym z rzadkich w Polsce przykładów właściwego człowieka na właściwym miejscu. Przy czym wcale nie jest głupi. Kostek po prostu wygłupia się, żeby nas nastraszyć".
Piłsudczycy chętnie obciążali winą za Brześć wyłącznie Kostka, choć sam Piłsudski, przemawiając na posiedzeniu Rady Ministrów we wrześniu 1930 r. przyznał: "Co do mnie, to też przygotowałem część tej pracy, bo chcę, by byli karani". I gromił: "Ta bezkarność tego bydła przeklętego psuje całe państwo. Zastrzelę ich jak psów, gdy sądy nie osądzą". Kostka zaczęto nawet bojkotować towarzysko. Podobno na jednej z herbatek w Belwederze w 1931 r. Piłsudski witał gości ustawiwszy obok siebie Kostka i pilnował, by wszyscy goście przywitali się z nim. Ujął się za Kostkiem również Walery Sławek, prawa ręka Piłsudskiego: "Zbadałem sprawę i stwierdzam, że sadyzmu i znęcania nie było. Próbujecie oczernić oficerów, którzy chwalebniejszą niż wy mają przeszłość" - mówił w Sejmie.

W chłopskim przebraniu


W sierpniu 1931 r. premier Aleksander Prystor - na polecenie Piłsudskiego - powierzył Biernackiemu stanowisko wojewody nowogródzkiego. Po roku Kostek jest znowu w Brześciu, tym razem jako wojewoda poleski. Pozostaje nim do wybuchu wojny w 1939 r.
"Jako wojewoda nowogródzki, potem poleski był nie tylko sprężysty, ale i sprawiedliwy dla ludności w tym sensie, że pilnował, aby urzędnicy nie krzywdzili ludności na własną rękę" - przyznaje, podkreślić trzeba na ogół krytyczny wobec Kostka konserwatywny publicysta Stanisław Cat-Mackiewicz.
Wojewoda Biernacki lubi incognito odwiedzać starostwa, zaglądać na targi, wizytować gospodarstwa. Zapisał: "Przebierałem się po chłopsku i rozmawiałem szczerze z chłopami. Gdy przyjeżdżałem do wsi jako wojewoda, ustosunkowywano się do mnie wrogo lub uniżenie. Moją największą troską było zbliżenie ludności do Polski". Nie wyzbył się jednak policyjnych przyzwyczajeń: lubił niespodziewanie przeprowadzać inspekcje i kontrole urzędów. Tępił złodziei, aferzystów i komunistów. Było to zawsze zgodne z politycznymi koncepcjami Piłsudskiego.

KL Bereza


W 1934 r. otworzono słynny obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej. Stanisław Cat-Mackiewicz zachowanie Kostka w Berezie nazywa sadystycznym: "W oddanym mu pod opiekę obozie koncentracyjnym z lubością wymyślał tortury, z prawdziwie degeneracką lubością nazywając je pieszczotliwymi nazwami: »gimnastyką«, »regulaminem«". Mackiewicz nie jest obiektywny - sam spędził w obozie trzy tygodnie i już ten fakt sprawiał, że za sanacją przepadać nie mógł. Tym razem ten wybitny publicysta wpisał się jednak (wydaje się, że nieświadomie) w załganą propagandę komunistyczną. To ona uczyniła z Kostka-Biernackiego oprawcą obozu w Berezie Kartuskiej. Ten mit funkcjonuje do dziś, podobnie jak Bereza "wzorowana na hitlerowskich obozach koncentracyjnych".
- Bereza jest czarną plamą w historii II RP, ale porównanie z obozami niemieckimi czy sowieckimi nie ma sensu - ucina spekulacje historyk Paweł Wieczorkiewicz. - W Berezie z kilkuset komunistów umarło zaledwie kilku, w sowieckich łagrach z kilku tysięcy polskich komunistów przeżyło kilkudziesięciu. Każdy system ma podobne więzienia, Francja - Diabelską Wyspę, Anglia - Dartmoor. Żadnego ludobójstwa w Berezie nie było, była - często twarda - resocjalizacja.
Ponadto, Kostek nigdy nie był komendantem obozu, jak często - całkowicie fałszywie - się go tytułuje. Jego "opieka" nad tym miejscem odosobnienia była jedynie tytularna - Bereza po prostu znajdowała się na terenie administrowanego przez niego województwa poleskiego. Nie był nawet inicjatorem umieszczenia w niej przeciwników politycznych, nie on napisał regulamin obozu. Leon Kozłowski, ówczesny premier, to pomysłodawca Berezy. Piłsudski poparł inicjatywę. Wedle zapisu Wacława Jędrzejewicza, Marszałek miał powiedzieć: "Ja nic nie mam przeciw tej waszej czerezwyczajce, ja się na tę waszą czerezwyczajkę na rok zgodziłem".
Zamknięci w Berezie - głównie komuniści, Ukraińcy i przedstawiciele innych mniejszości narodowych, twierdzili, że wizyty Kostka powodowały zaostrzenie rygoru obozowego. Inspekcje wojewody to akurat prawda, ale w rzeczywistości w ich trakcie ograniczał się do sprawdzania, czy przestrzegany jest regulamin, czy panuje porządek w celach, kuchniach i sanitariatach. Kilka razy faktycznie opiniował wnioski o skierowanie do obozu, ale decydować nie mógł, gdyż Bereza Kartuska podlegała bezpośrednio ministrowi spraw wewnętrznych.

Aresztowali Goldbergowie


W pierwszym dniu wojny 1939 r. Kostek objął stanowisko komisarza cywilnego w randze ministra przy Naczelnym Wodzu. Po latach Cat-Mackiewicz znów zabrzmiał PRL-owskim kłamstwem: "Rydz wyraził swój stosunek do społeczeństwa przez nominację Kostka-Biernackiego, kata z Brześcia i Berezy".
18 września 1939 r. Biernacki razem z rządem przejechał granicę pod Kutami. W Rumunii przebywał w kilku ośrodkach internowania. Michał Browiński, też osadzony w obozie w Caracal, z jednej strony chwalił towarzysza niedoli: "Znawca i miłośnik średniowiecza, znawca starego języka polskiego. Czytał nam fragmenty niewykończonej jeszcze powieści o Bolesławie Śmiałym, zupełnie interesujące". Z drugiej krytykował: "Osobiście bardo niesympatyczny. Miał w sobie jakiś starczy egoizm. Nigdy się z nikim niczym nie dzielił, niczym nikogo nie ugościł. Ulubioną jego potrawą była kiełbasa pokrajana w plasterki i zalana octem". Na koniec ogólnie stwierdzał: "Poza tym chętny do pogawędki. Nie czuło się w nim drapieżnego kiedyś człowieka".
Od końca 1943 r. Kostek był w Rumunii na wolnej stopie, miał szwajcarski paszport dyplomatyczny. Próbował dostać się do polskiego wojska na Zachodzie, ale w Londynie nie chciały go antypiłsudczykowskie władze. Podobny los spotkał też wielu innych sanatorów.
W kwietniu 1943 r. poległ w Warszawie podczas likwidacji volksdeutscha na ulicy Stalowej jedyny syn Kostka - Lesław Ryszard Biernacki, ps. Romanowski. Należał do oddziału dywersyjnego prawicowej Konfederacji Narodu.
W marcu 1945 r. w nie wyjaśnionych okolicznościach Kostek-Biernacki został aresztowany w Rumunii. Nie wiadomo, w jaki sposób znalazł się w więzieniu w Warszawie. "W kwietniu 1945 r. około dwudziestu Polaków miało być przewiezionych na Mokotów. Kostek-Biernacki stawiał opór czynny. Zabrano go przemocą" - zanotował Browiński.
- Słyszałam, że maczał w tym ręce Jerzy Borejsza. Ubrany w mundur NKWD przywiózł Kostka do Polski pociągiem na Dworzec Główny i przekazał swojemu bratu Goldbergowi, czyli Różańskiemu - opowiada Krystyna Banasik, która pracowała z żoną Biernackiego, Anną w Związku Literatów Polskich.
Istnieje też inna wersja: przyleciał po niego samolot z polskimi znakami, przywitano go gorąco. W drodze przekonał się, że lecą nie na Zachód, jak sądził, lecz do Polski - mówił Kazimierz Augustowski, który na Rakowieckiej siedział w jednej celi z Kostkiem.
Jedno jest pewne: 11 listopada 1945 r. zaczyna figurować w dokumentach aresztu karno-śledczego Warszawa I.

„Klasyczny reprezentant faszystowskiego reżimu”


Reżimowy "Express Wieczorny" z 22 lipca 1946 r. woła na czołówce: "Kat Brześcia za kratami Mokotowa". 21 września 1946 r. ukazuje się informacja: "Kostek za dwa tygodnie stanie przed sądem". Z pisma skierowanego do Leona Chajna (podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, wcześniej członek KPP, Związku Patriotów Polskich, oficer polityczny armii Berlinga, mason, ojciec Józefa Chajna, wicedyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego): "Kostek-Biernacki postawiony będzie pod pręgierzem nie tylko jako indywidualna jednostka, ale (...) będzie sądzony system rządzenia, którego był wyrazicielem, jako klasyczny reprezentant faszystowskiego reżimu". Pokazowy proces przygotowywany jest na grudzień. Kostek ma odpowiadać z dekretu z 22 stycznia 1946 r. za zdradę Narodu Polskiego.
Z akt śledczych: "Współorganizator i faktyczny przełożony obozu w Berezie Kartuskiej opracował osobiście jego regulamin, nadzorował go i wpływał bezpośrednio na służbę obozu w kierunku jeszcze większego zaostrzenia reżimu obozowego. Oskarżony w czasie swoich inspekcji niejednokrotnie sam brał udział w znęcaniu się nad więźniami".
Oskarżenie Kostka było tak skonstruowane, żeby wykazać, że przez całe życie, niemal od kołyski, był elementem wrogim i szkodliwym. I tak, tępi śledczy, nadzorowani przez znanego ze służalczości wobec "ludowej" władzy - Władysława Dymanta, wicedyrektora Departamentu Specjalnego Prokuratury Generalnej (ten sam, który zarządził sądzenie gen. Augusta Emila Fieldorfa przy drzwiach zamkniętych) - wymienili: "agenturalną" działalność w PPS - na usługach wywiadu austriackiego, okrucieństwo piłsudczykowskiego żandarma, przynależność do "elitarnej kliki legionowej" i "mafii Parasol", komendanturę Brześcia, no i przede wszystkim wspomnianą już Berezę. Jako świadków powołano m.in. dawnych kolegów z Legionów - gen. Leona Berbeckiego i ppor. Mariana Robaka-Raczyńskiego oraz przedwojennych posłów - Karola Popiela i Władysława Kiernika.
Do pokazowego procesu, w którym nowa "demokratyczna" władza chciała pokazać zbrodniczość przedwojennej sanacji, jednak nie doszło. Akt oskarżenia upadł właśnie ze względu na Berezę - komunie nie udało się znaleźć wystarczających dowodów i świadków przestępstw Kostka w tym najgorszym z możliwych obozów.
Na nowy proces musiał czekać następnych siedem lat. Jako "faszyście" zapewniono mu nie byle jakie towarzystwo - siedział w jednej celi z Erichem Kochem, komisarzem Rzeszy dla Ukrainy, skazanym w Polsce na karę śmierci za zbrodnie wojenne.
- Psychicznie trzymał się dobrze - wspominał Kazimierz Augustowski. - Był towarzyski, czasami nawet dowcipkował. Opowiadał nam o Legionach, Algierii, swoim przywiązaniu do Marszałka. Nigdy nie pozwolił powiedzieć o nim złego słowa. Kiedyś Różański miał obchód, jako starszy celi krzyknąłem: "Panie pułkowniku, pan major Różański przyszedł". Kostek, udając, że nie słyszy, nie ruszył się z miejsca.
10 kwietnia 1953 r. Wacław Kostek-Biernacki stanął przed Sądem Wojewódzkim w Warszawie. Podczas tajnej rozprawy, której przewodniczył "zasłużony" sędzia Henryk Kempisty, skazano go na karę śmierci "za tłumienie ruchu rewolucyjnego, faszyzowanie kraju, szkalowanie i zohydzanie Związku Radzieckiego". Biernacki do winy się nie przyznał: "akt oskarżenia jest wielką nieprawdą", a stawiane zarzuty to "fantazja autora aktu oskarżenia", "w protokołach oficera śledczego są włożone mi w usta nonsensy, bo wtedy cierpiałem na bezsenność i podpisując byłem na wpół świadomy".
Z uzasadnienia wyroku: "Od września 1931 roku do 31 sierpnia 1939 roku w związku z wykonywaniem urzędu wojewody nowogródzkiego i poleskiego, realizując politykę sanacyjnego rządu faszystowskiego dławienia rewolucyjnego ruchu mas pracujących miast i wsi oraz wynaradawiania ludności ukraińskiej i białoruskiej, działał na szkodę Narodu Polskiego".

„Warunkowo zwolniony”


W sierpniu 1953 r. Sąd Najwyższy "łaskawie" zamienił mu karę na 10 lat więzienia, z zaliczeniem aresztu śledczego. Biernacki był już wówczas bardzo chory, miał miażdżycę, chorobę wieńcową, rozedmę płuc, padaczkę. Komisja lekarska w styczniu 1955 r. stwierdziła: "Ogólny stan zdrowia ulega stałemu pogorszeniu, nie rokuje zupełnie poprawy oraz zagraża życiu".
Kazimierz Augustowski, towarzysz Kostka z celi: - Raz na kwartał na widzenia przychodziła żona. Kontakt jednak mieli utrudniony - on był prawie głuchy, ona niedowidząca.
"Mój mąż od dawna nie może poruszać się o własnych siłach. Na ostatnim widzeniu odniosłam wrażenie, że mąż jest umierający i że przy swoich 71 latach nie przetrzyma tych kilku miesięcy, które mu zostały do odcierpienia" - pisała Anna Biernacka do Rady Państwa w lipcu 1955 r. Sama żyła w nędzy, wielokrotnie była wyrzucana z pracy. Zmarła w Warszawie w grudniu 1972 r.
W końcu "ludowa" władza ulitowała się nad "faszystą". W listopadzie 1955 r. Wacław Kostek-Biernacki został "warunkowo zwolniony" z więzienia. Z Rakowieckiej do małego pokoiku na ul. Mokotowskiej, gdzie mieszkała jego żona, przewieziono go karetką pogotowia. Potem "erka" przyjeżdżała do "apartamentów" Biernackich często, nawet dwa razy dziennie.
Komuniści doskonale wiedzieli, co robią - że mogą wypuścić wroga, przedstawiciela znienawidzonego reżimu piłsudczykowskiego, bo jest już całkowicie nieszkodliwy. "Diabeł z Berezy" zmarł 25 maja 1957 r. Został pochowany na starym cmentarzu w Grójcu, w grobie rodzinnym.
"I obok naturalnego wstrętu do śmierci, uczuwam jasną radość, że odchodzę i że nigdy już nie będzie mnie dręczyć nieznośny widok cierpień żyjących istot" - napisał Wacław Kostek-Biernacki w jednej ze swoich powieści "Diabeł zwycięzca".

Zobacz też

 

Źródło: Tadeusz M. Płużański