Czy można udowodnić istnienie Boga?

Funkcjonuje taki popularny pogląd, że istnienia Boga nie da się udowodnić. Można w Niego uwierzyć lub nie, ale udowodnić (?!) – absolutnie nie możliwe.

 

Trzy „d”, czyli dogmat, doktryna czy dowód

O ile pamiętam z nauki religii w Kościele Katolickim sprzed wielu lat, to uczono mnie, że wiara w Boga opiera się na dogmatach, które formułują podstawowe zasady wiary. Jednym z takich dogmatów, a jeśli dobrze pamiętam, to chyba nawet podstawowym, było stwierdzenie, że Bóg istnieje, a drugi z kolei chyba mówił o tym, że Bóg wszystko stworzył.

Według definicji, dogmat to twierdzenie, niepodważalna prawda w jakiejś religii lub szkole filozoficznej przyjęte bezwarunkowo - bez dowodu i niepodlegające dyskusji. W Kościele Katolickim jest to koncepcja ogłoszona i obowiązująca w ramach Kościoła uznawana za bezwzględnie prawdziwą a dotycząca wiary lub życia chrześcijańskiego. Dogmaty wiary ogłaszane są przez sobory. Ogłaszana przez papieża rozstrzygająca decyzja w sprawach wiary nazywa się nauczaniem ex cathedra, tzn. ogłoszony koncept nie podlega dyskusji, dlatego że wspierać się ma na autorytecie św. Piotra i poglądzie o nieomylności papieża (Pogląd o nieomylności to też zresztą kolejny dogmat).

Niech mi jednak ktoś powie, czy pojawienie się dogmatu stwierdzającego, że Bóg istnieje może być wystarczającym powodem, żebym w Niego uwierzył? Niemiecki filozof o ateistycznych poglądach, Ludwig Andreas Feuerbach (ur. 28 lipca 1804 w Landshut, zm. 13 września 1872 w Rechenbergu) wypowiadał się następująco: Dogmat – to nic innego jak wyraźny zakaz myślenia. Podobne poglądy prezentowali następcy Feuerbacha, Marks i Engels. I wcale nie dziwię się, że zyskali jakąś popularność, bo co do wartościowości dogmatów mam podobne zdanie jak oni.

Jeśli odrzucimy dogmaty, to można jeszcze ewentualnie posłużyć się tzw. doktryną. Zobaczmy co to takiego ta doktryna. Oto kolejna definicja:

Doktryna – ogół założeń, twierdzeń, przekonań z określonej dziedziny filozofii, teologii, polityki itp., właściwy danemu myślicielowi, danej szkole. Co prawda doktryna, w odróżnieniu od dogmatu dopuszcza pewien zakres logicznego rozumowania, jednakże posługujący się nią „doktryner” może być gorliwym zwolennikiem i krzewicielem ciasnych, skostniałych formuł i prawideł jakiejś doktryny, a „doktrynerstwo” może okazać się kurczowym trzymaniem się formułek.

Jak z tego wynika, od dogmatu do doktryny wcale nie jest tak bardzo daleko i dlatego odrzucam jedno i drugie. Ani żadna religijna doktryna, ani tym bardziej dogmat nie może mieć wpływy na sposób mojego rozumowania i poznawania rzeczywistości. Dla mnie, i myślę, że nie tylko dla mnie liczą się tylko prawdziwe dowody. Preferuję rozumowanie analityczne, dedukcyjne, które prowadzi do wykazania prawdziwości twierdzenia przy użyciu rozsądnych, dopuszczalnych i uznanych środków.

Dowód jest sposobem rozumowania używanym w wielu dziedzinach nauki (a teologia to też nauka), a nawet w dziedzinach praktycznych takich jak prawo czy kryminalistyka. Charakterystyczną cechą właściwego materiału dowodowego jest jego prostota, pewność i oczywistość, jednakże warto pamiętać, że każda postać dowodu zawiera też w sobie pewną formę rozumowania dedukcyjnego i że z tzw. gołych faktów często nic nie wynika. Im obszerniejszy jest materiał dowodowy tym jest ciekawszy, a przede wszystkim mocniejszy.

Przejdźmy zatem do meritum. – Czy można udowodnić istnienie Boga? Wydaje mi się, że można i to na kilka sposobów. Słyszałem, że podobno ktoś udowodnił to w sposób matematyczny i chociaż nie jestem zbyt biegły w matematyce to jestem ciekaw w jaki sposób ten dowód jest przeprowadzony, na ile jest poważny i rzetelny? Ja natomiast chciałbym zaproponować rozważenie dowodu składającego się z czterech części. Nazwijmy je umownie czterema filarami materiału dowodowego.

Filar 1 – nauka

Zacznę od tego, że istnieją w świecie dwa przeciwstawne nurty naukowe.

Pierwszy, powszechnie prezentowany we wszystkich niemal mediach, w szkolnictwie i popularnych, mniej lub bardziej naukowych opracowaniach, to darwinowski ewolucjonizm.

Drugi, mniej popularny nurt, ale również naukowy (choć z jego naukowością niektórzy zawzięcie próbują się nie zgadzać), to kreacjonizm.

Naukowcy kreacjoniści przy pomocy jak najbardziej naukowych metod udowadniają, że teoria ewolucji nie ma podstaw naukowych i jednocześnie wskazują, że między innymi takie wydarzenia jak opisany w Biblii potop (i także niektóre inne opisane tam zdarzenia), ma potwierdzenie w badaniach naukowych. Przeczytałem już na ten temat nie jeden poważny artykuł i nie jedną broszurę, a nawet kilka grubych książek, w których najprawdziwsi (z tytułami) naukowcy prezentują swoje poważne i naprawdę mocne argumenty przeciwne ewolucjonizmowi. Wspomnę też choćby o sprawozdaniach z wypraw na górę Ararat, gdzie spoczywa arka Noego. Jeśli ktoś chce coś poczytać na ten temat, to wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Google (lub inną) np. hasło „kreacjonizm” lub „stworzenie”, a znajdzie dostatecznie dużo materiału na początkowe zapoznanie się z tym tematem.

Przytoczę może choćby jeden z takich kreacjonistycznych argumentów. Otóż według autora jednego z takich opracowań, obserwowana na powierzchni Ziemi ożywiona materia to przede wszystkim olbrzymia ilość informacji. Mówiąc inaczej, nawet najprostsza żywa komórka, niezależnie czy pochodzi z organizmu jednokomórkowego, czy z wielokomórkowego (np. ludzkiego), ma bardzo złożoną budowę.

W każdej komórce odbywają się złożone procesy, podczas których komórka pobiera pewne substancje ze swego otoczenia i z kolei wydala niektóre produkty chemicznej przemiany materii. Każda komórka ma określoną funkcję w gospodarce ustroju jako całości (np. w przypadku komórki ludzkiej, komórki wątroby magazynują białka i cukry jako materiały zapasowe, i wydzielają żółć niezbędną do trawienia oraz wytwarzają enzymy). Organizm ludzki zawiera około 30 bilionów (30 000 000 000 000 = 30*1012) komórek. Jest to ilość niewyobrażalnie olbrzymia, a przy tym należy dodać, że każda z tych komórek zawiera tak potężną ilość informacji (w postaci zapisu genetycznego), że można by ją porównać z informacją zawartą w wielotomowej encyklopedii. Podobno teoretycznie na podstawie tej informacji można by było zbudować kompletny nowy organizm np. ludzki. Mówiąc inaczej z dowolnej, pojedynczej ludzkiej komórki teoretycznie można sklonować nowego człowieka.

Wynika z tego, że życie to bardzo potężna ilość informacji upakowana w niewyobrażalnie małej ilości materii czy przestrzeni. Taką informację mógł tam umieścić tylko Ktoś nadzwyczaj inteligentny.

Ktoś porównał, możliwość spontanicznego, przypadkowego powstania życia do sytuacji, w której bez jakiegokolwiek udziału drukarzy, w efekcie wybuchu potężnej bomby w drukarni, spadają na ziemię oprawione i uporządkowane tomy wielkiej encyklopedii, z barwnymi ilustracjami i opisanymi hasłami ułożonymi w porządku alfabetycznym.

Dodajmy do powyższego argumentu fakt istnienia jeszcze jednego niezwykłego i niezrozumiałego fenomenu jakim jest ludzki mózg ze wszystkimi jego zdolnościami, a niektórzy naukowcy twierdzą, że wykorzystujemy możliwości naszego mózgu zaledwie w kilku procentach.

Filar 2 – historia

Przyjrzyjmy się dla przykładu historii związanej z bitwą pod Grunwaldem. Chociaż w danych dotyczących tej bitwy jest jeszcze wiele spraw niepewnych i niewyjaśnionych, to jednak wierzymy w podstawowe, podane informacje dotyczące tej bitwy, bo takie informacje przedstawiają nam historycy, mimo że posługują się nierzadko zaledwie skromnymi strzępami historycznych materiałów.

W porównaniu z powyższym przykładem materiały historyczne dotyczące życia, śmierci, a także zmartwychwstania Jezusa Chrystusa są o wiele obszerniejsze i bardziej szczegółowe. Taki materiał historyczny stanowi oczywiście Biblia, ale i materiały pozabiblijne nie są bez znaczenia. Spójrzmy w takim razie wpierw na pewien tekst z biblijnego Pierwszego Listu Apostoła Pawła Do Koryntian.

Apostoł pisze: Najpierw bowiem podałem wam to, co i ja przejąłem, że Chrystus umarł za grzechy nasze według Pism i że został pogrzebany, i że dnia trzeciego został z martwych wzbudzony według Pism, i że ukazał się Kefasowi, potem dwunastu. Potem ukazał się więcej niż pięciuset braciom naraz, z których większość dotychczas żyje, niektórzy zaś zasnęli. Potem ukazał się Jakubowi, następnie wszystkim apostołom. A w końcu po wszystkich ukazał się i mnie jako poronionemu płodowi. (1 Kor 15, 3-8)

I przytoczę jeszcze jedno sprawozdanie z Dziejów Apostolskich autorstwa ewangelisty Łukasza: - Im też po swojej męce objawił się jako żyjący i dał liczne tego dowody, ukazując się im przez czterdzieści dni i mówiąc o Królestwie Bożym. (…) I gdy to powiedział, a oni patrzyli, został uniesiony w górę i obłok wziął go sprzed ich oczu. I gdy tak patrzyli uważnie, jak On się oddalał ku niebu, oto dwaj mężowie w białych szatach stanęli przy nich i rzekli: Mężowie galilejscy, czemu stoicie, patrząc w niebo? Ten Jezus, który od was został wzięty w górę do nieba, tak przyjdzie, jak go widzieliście idącego do nieba. (Dz.Ap. 1, 3. 9-11)

Historycy określają, że liczbę chrześcijan, która poniosła męczeńską śmierć w wyniku prześladowań ze strony pogańskiego Rzymu szacuje się na około 3 miliony. A według ostrożnych szacunków około 50 milionów zginęło w wyniku prześladowań „heretyków” w wiekach późniejszych. Ludzie, którzy poświęcili swoje życie w obronie prawdziwej wiary w Boga, to byli między innymi ci, którzy bezpośrednio widzieli zmartwychwstałego Zbawiciela, lub ich bliscy, a także ich dzieci, wnuki i prawnuki, jak również ci, którzy mogli poznać prawdę z fragmentów Pisma Świętego i innych źródeł. Nikt nie oddałby życia za niepewne, wątpliwe idee, dlatego dane historyczne dotyczące prześladowań chrześcijan są też wymownym świadectwem i materiałem dowodowym.

Filar 3 – proroctwa biblijne

Proroctwa biblijne to bardzo ciekawy i obszerny temat, i nie sposób omówić go w kilku zdaniach.

Różnych, mniej lub bardziej znaczących (bardziej ukrytych, lub lepiej widocznych) proroctw można się doszukać właściwie chyba w prawie wszystkich księgach Biblii, ale największa ich wyraźna koncentracja występuje w starotestamentowej Księdze Daniela, w ostatniej księdze Biblii, - Apokalipsie (albo jak kto woli inną nazwę tej księgi – Objawieniu), a także w 24 rozdziale Ewangelii Mateusza. Przeczytałem kilka bardzo ciekawych i wiele wyjaśniających książek wydanych przez Chrześcijański Instytut Wydawniczy – Znaki Czasu, omawiających niektóre proroctwa. Wspomnę o dwóch książkach o tym samym tytule, ale różnych autorów, zatytułowanych „Apokalipsa”, jak również o książce „Wizja przyszłości w starożytnej księdze”. Polecam też pozycję „Europa w proroctwach” i ostatnio promowaną przez Znaki Czasu małą, ale ciekawie napisaną książkę „On przychodzi – Znaki nadziei”. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do www.znakiczasu.pl

Jedno jest pewne: Na podstawie analizy niektórych zapisanych przed wiekami proroctw i w konfrontacji tej analizy z danymi historycznymi widać bardzo wyraźnie, że proroctwa biblijne sprawdzają się w 100% i to z niewiarygodną precyzją. Dla porównania proroctwa niektórych pozabiblijnych przepowiadaczy (takich jak np. Nostrodamus) sprawdzają się w zakresie 50% do maksymalnie 80%, a trzeba dodać, że większość tych przepowiedni jest tak enigmatycznie sformułowanych, że nie wiadomo o co w nich chodzi.

Dla przykładu przedstawię w dużym skrócie jedno z bardziej znaczących biblijnych proroctw. - Tak się składa, że według danych historycznych wiemy, że dominacja papieska rozpoczęła się w roku 538, kiedy to wszedł w życie akt prawny będący nowelą do tzw. kodeksu cesarza Justyniana, który wyrokował: "oto werdykt 131 postanawia, że najświętobliwszy papież starego Rzymu jest pierwszym z całego duchowieństwa". Jednocześnie papieżowi powierzono wówczas władzę sądowniczą. Od tego momentu władza papieska stale rośnie i odgrywa coraz wydatniejszą rolę polityczną w świecie. Z czasem papiestwo urosło do niebywałych rozmiarów potęgi. Okres nieprzerwanego dyktatu papiestwa kończy się w roku 1798 aresztowaniem papieża Piusa VI w okresie rządów tzw. Dyrektoriatu we Francji. Tak więc okres panowania papiestwa trwał od roku 538 do 1798 – razem dokładnie 1260 lat. Co najciekawsze ten okres czasu jest wymieniony na różne sposoby w Biblii aż siedmiokrotnie - w Księdze Daniela i w Apokalipsie (proszę sprawdzić - Daniel 7,25; 12,7 Apokalipsa 11,2; 11,3; 12,6; 12,14; 13,5) jako „czas czasy i połowa czasu”, czyli 3 i pół roku, co się równa 42 miesiące, a te z kolei pomnożone przez 30 dni dają 1260 dni/lat. - W proroctwach biblijnych dni i lata odczytuje się zamiennie (zob. Liczb 14,34.Izajasz 34, 8 Ezechiel 4,5-6).

Podsumowując powyższe fragmenty, chcę powiedzieć, że w wyniku analizy spełniających się biblijnych proroctw, można dojść do wniosku, że Bóg ma jednak kontrolę nad wydarzeniami na tym świecie.

Na zakończenie tego tematu wspomnę o zapisanej obietnicy, która brzmi następująco: „Błogosławiony ten, który czyta i ci, którzy słuchają słów proroctwa i zachowują to, co w nim jest napisane; czas bowiem jest bliski” (Obj. 1,3)

Filar 4 – duchowa wartość Biblii

Czwarty filar materiału dowodowego, przy pomocy którego chcę udowodnić istnienie Boga jest w merytorycznym aspekcie być może najsłabszy, ale za to ma najwyższą wartość duchową, a jestem przekonany, że każdy człowiek ma duchową stronę swojej osobowości.

Znam parę osób (sam zresztą do nich należę), które zaczęły wyraźnie zmieniać swoją osobowość po zagłębieniu się w lekturze Biblii.

Dla potwierdzenia tego opowiem pewną zasłyszaną, ponoć prawdziwą historię: Pewnego razu, przed wielu laty w pobliżu bezludnej wyspy rozbił się statek z pasażerami na pokładzie. Sporo osób uratowało się z katastrofy i rozbitkowie zaczęli osiedlać się na wyspie. Jednak zapanowało wśród nich bezprawie i ludzie zaczęli się nawet wzajemnie zabijać. Po pewnym czasie ktoś z rozbitków znalazł we wraku statku kufer, a w nim między innymi Biblię. Zaczął ją czytać a wkrótce również zaczął dzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi rozbitkami. Kiedy po latach przybył na wyspę inny statek, marynarze zastali tam społeczność radosnych, przyjaźnie usposobionych ludzi.

Działanie Ducha Świętego, który przemawia do człowieka czytającego Słowo Boże jest moim zdaniem chyba najsilniejszym argumentem świadczącym o tym, że Bóg naprawdę istnieje, a nie tylko istnieje, ale i otacza opieką tych, którzy o tę opiekę zabiegają. Nie jest jednak obojętne w jaki sposób otwieramy Słowo Boże, aby je czytać. Z tekstem biblijnym jest trochę podobnie jak z zapisem nutowym. Jeden człowiek zobaczy w nim zbiór kropek, kółek, kresek i chorągiewek, a drugi odczyta przepiękną melodię. Pismo Święte najlepiej czytać po modlitwie i w gronie osób wierzących.

Podsumowanie

Na zakończenie chciałbym przypomnieć pewną znaną historię biblijną z Ewangelii Jana: - A Tomasz, jeden z dwunastu, zwany Bliźniakiem, nie był z nimi, gdy przyszedł Jezus. Powiedzieli mu tedy inni uczniowie: Widzieliśmy Pana. On zaś im rzekł: Jeśli nie ujrzę na rękach jego znaku gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej w bok jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach znowu byli w domu uczniowie jego i Tomasz z nimi. I przyszedł Jezus, gdy drzwi były zamknięte, i stanął pośród nich, i rzekł: Pokój wam! Potem rzekł do Tomasza: Daj tu palec swój i oglądaj ręce moje, i daj tu rękę swoją, i włóż w bok mój, a nie bądź bez wiary, lecz wierz. Odpowiedział Tomasz i rzekł mu: Pan mój i Bóg mój. Rzekł mu Jezus: Że mnie ujrzałeś, uwierzyłeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. (Jan. 20, 24-29)

Wiara w Boga wcale nie musi być ślepa i bezrozumna. Tomasz był już wcześniej świadkiem wskrzeszenia Łazarza przez Jezusa (zob. Jan 11, 16), a zresztą Chrystus zapowiadał swoją śmierć i zmartwychwstanie, ale Tomasz najwyraźniej okazał się mało pilnym i mało spostrzegawczym uczniem. Moim zdaniem, jeśli ktoś naprawdę bardzo chce poznać prawdę to jak najbardziej ma na to pełną szansę.

Adam Szczepański