Czy błazen może rządzić?

"W polityce głupota nie stanowi przeszkody" - Napoleon Bonaparte

 

„Tekst dedykuje moim znajomym, z którymi miałem przyjemność dyskutować na ciekawe tematy związane z naszym społeczeństwem, a które zainspirowały mnie do niniejszego artykułu”.

Z czym Ci się kojarzy, Drogi Czytelniku błazen. Czyż nie jest to postać humorystyczna, sypiąca dowcipami, której nigdy nie należy brać na poważnie? Czyż nie jest to dla Ciebie ktoś, kogo z miłą chęcią wysłuchasz, dla poprawy humoru, ale w której szaty przenigdy byś się nie ubrał? A może jego groteskowość jest dla Ciebie tak śmieszna, że aż... warta poważnego wysłuchania? Pytanie wyżej zadane wcale nie służy jakiejkolwiek prowokacji. Nie jest też celem tego artykułu obrażenie społeczeństwa polskiego. Chodzi o zastanowienie się, komu tak naprawdę Polacy ufają. Pytanie jest tym bardziej istotne, że żyjemy w państwie demokratycznym, a więc to obywatele dokonują wyboru, kogo chcą słuchać jako swojego przywódcę.

Pytanie wyżej zadane wcale nie służy jakiejkolwiek prowokacji. Nie jest też celem tego artykułu obrażenie społeczeństwa polskiego. Chodzi o zastanowienie się, komu tak naprawdę Polacy ufają. Pytanie jest tym bardziej istotne, że żyjemy w państwie demokratycznym, a więc to obywatele dokonują wyboru, kogo chcą słuchać jako swojego przywódcę.

 

Od Stańczyka...

Proponuję na samym początku postawić główną tezę artykułu: społeczeństwo polskie ma niebywałą właściwość budowania pozytywnego, idealistycznego, ale zarazem poważnego wizerunku osobom, które w ogóle nie zasługują na takie miano – czyli błaznom. Błazen, to w dużym skrócie osoba, pragnąca tylko i wyłącznie rozbawiać swojego widza (w przeszłości byli to królowie). Nie musi on obawiać się jakichkolwiek konsekwencji swoich słów, bowiem fakt samego bycia błaznem daje mu w pewnym sensie „immunitet”. W Polsce błazen miał funkcje prześmiewcy i satyryka dostrzeganej rzeczywistości. Komentował wszystkie posunięcia władcy, pozwalając sobie na opinie, które bałby się sformułować niejeden zaufany dowódca czy poseł. Najsłynniejszym polskim błaznem był Stańczyk. Zasłynął on właśnie dzięki ciętym komentarzom na dworze królów polskich: Aleksandra Jagiellończyka, Zygmunta Starego i Zygmunta II Augusta. Niezależne opinie błaznów z czasem zbudowały wokół nich, mówiąc dzisiejszym językiem, pozytywny image. Mechanizm był prosty – jeśli błazen bez ogródek wskazuje na niedoskonałości tego co się dzieje dokoła, to z całą pewnością zależy mu na dobru kraju. Stąd wielu późniejszych autorów w swoich dziełach literackich przedstawiało błazna Stańczyka jako patriotę.

Ideał błazna – patrioty wzmocniła dodatkowo historia narodu polskiego. Najpierw zabory, potem okupacja, wreszcie dominacja komunistów sprawiły, że jakakolwiek dyskusja nad kondycją ojczyzny w oficjalnym dyskursie nie była możliwa. W takich sytuacjach społeczeństwo zawsze odwoływało się do swojego najsilniejszego oręża – śmiechu. Ludzie, którym zależało na tym, aby wypowiedzieć się na ważny temat celowo przywdziewali szaty błazna, aby w żartobliwym tonie powiedzieć coś, za co w „normalnych” warunkach straciliby głowę. Tak utwierdzało się w naszym kraju przekonanie, że jeśli ktoś robi sobie z poważnych spraw szopkę – musi mieć rację.

 

... przez Nikodema Dyzmę...

Ideał błazna – patrioty, może wydawać się świetną strategią polityczną. Tyle, że ma ona jedną podstawową wadę: błazen to zawsze błazen. Choćby nie wiadomo jak bardzo ludzie uważali go za prawego człowieka, nikomu nawet przez myśl by nie przeszło, aby dać takiemu zasiąść za sterami władzy. Stańczyk mógł być bezkarny, bo król, oprócz ewentualnego wyśmiania nie tracił nic. Wyspiański w „Weselu” ustami Stańczyka skrytykował postawę Polaków wobec zaborcy, ale nie wiązało się to z jakimikolwiek profitami politycznymi – mimo że niejeden uczestnik spektaklu przyznał mu rację. Kabarety w PRL – choć potężnie drwiące z władzy, nie były inicjatorem ruchu wyzwoleńczego. Zostając błaznem, na pewno można było zyskać szacunek i dobre traktowanie, ale władzy nigdy, aż do czasów dzisiejszych. Gdy przyjrzeć się atrybutom błazna i polityka „popularnego”, to stwierdzić można, że są one takie same: patriotyzm, zatroskanie o kraj, własne zdanie, często będące na przekór z opinią środowiska. Kwestią czasu było pojawienie się prób przemiany „błazna w prezydenta”. Pierwsze miały miejsce na gruncie literackim. Nikodem Dyzma z książki Tadeusza Dołęgi – Mostowicza jest klasycznym przykładem jak bardzo społeczeństwo może zaufać osobie która „dobrze gada”. Fakt, że jest to postać fikcyjna niczego nie zmienia – wewnętrznie chyba każdy czuje, że dyzmowa kariera może mieć miejsce w rzeczywistości. Dla jeszcze lepszego zobrazowania polecam film (z całym szacunkiem dla książki) „Kariera Nikosia Dyzmy”. Jest on, co prawda, luźno powiązany z papierowym pierwowzorem, ale genialna gra aktorska Cezarego Pazury wręcz idealnie obrazuje transformację totalnego błazna w totalnego polityka.

 

...do Leppera

Przykład Dyzmy dowodzi, że choć Polacy chcieliby widzieć u władzy kogoś mądrego, to mentalnie ideał błazna – patrioty nigdy nie może mieć konotacji z polityką. Proszę zauważyć, że kariera Dyzmy była serią wielu przypadków, ponadto był to bohater mimo wszystko negatywny. Związane jest to zapewne z samym postrzeganiem polityki przez rodaków, jako złej i zepsutej. Osoba tak szlachetna jak błazen – patriota nie pasuje więc do niej. Nie oznacza to, że opisywany ideał w strategii politycznej się nie sprawdzi. Prekursorem jego zastosowania jest Andrzej Lepper i Samoobrona. Na samym początku należy jasno stwierdzić, że wartościowanie umiejętności strategicznych byłego wicepremiera jest nie na miejscu – cały PR Leppera zbudował Piotr Tymochowicz, w mojej opinii jeden z najlepszych kreatorów wizerunku ostatnich lat. To on wymyślił wszystko, inteligencja „wodza” polegała tylko na tym, aby siedzieć cicho i robić wszystko co mu doradzano.

Co przykład szefa Samoobrony pokazuje – po pierwsze i najważniejsze, że jest możliwe przekształcenie idei w kapitał społeczny! Chciałbym to uwypuklić, bowiem jak wcześniej dowodziłem, błazen – patriota pozostawał w świadomości Polaków zawsze czymś pięknym, ale nierealnym. Piotr Tymochowicz sylwetką Leppera udowodnił, że jest inaczej. To tak, jakby z powietrza zbudować samochód. Kolejną rzeczą, jaką udowodniono jest to, że wyniesienie raz błazna – patriotę do władzy pozwoli mu zagościć w niej bardzo długo. Kapitał społeczny kreowany z idei jest więc trudny do stworzenia ale jeśli już zaistnieje, jest niesłychanie trwały i silny. Rzecz trzecia – byle kto ideałem posługiwać się nie może. Lepper wprawdzie pilnie słuchał, ale nie posiadał tego typu inteligencji i zamysłu co Piotr Tymochowicz. Innymi słowy były wicepremier był dobry, kiedy trzeba było działać w wyreżyserowanych sytuacjach, ale gubił się, gdy należało działać spontanicznie.

 

Janusz Palikot?

Gdy Jarosław Kaczyński ostatecznie zdemontował błazna – patriotę Andrzeja Leppera, wydawało się, że ta strategia minie bezpowrotnie. Nic bardziej błędnego. To zbyt kusząca łatwością droga, aby od tak politycy z niej zrezygnowali. W ostatnim czasie zaczął podążać nią Janusz Palikot. I właśnie jego sondażowa popularność zdobyta w niewiele ponad rok dowodzi, że Polacy wciąż chętnie obdarzają zaufaniem błazna – patriotę. Start Palikota jest podobny jak ten Leppera: wyróżnianie się z tłumu, mówienie dosadnie, prosto i na tematy dla Polaków ważne – przy czym ważne oznacza takie rzeczy jak „kto z kim sypia”, „kto ile zarabia”, „kto pije a kto nie” itd. Już teraz można usłyszeć wypowiedzi, że Palikot mówi głośno to, co inni boją się powiedzieć, czyli że błaznem już jest. Pytanie, czy ma podstawy do sięgnięcia po większą władzę? Ma, ale wbrew pozorom nie są to pieniądze. Błazen jest postrzegany jako ktoś z ludu – prosty człowiek, rozumiejący potrzeby „swoich”. Eksponowanie bogactwem natychmiast uruchomi podejrzenia, że chodzi o coś innego, niż dobro kraju. Dużym atutem Palikota jest, w odróżnieniu od Leppera, specyficzny typ inteligencji, typowy dla błazna – patrioty. Lepper musiał się w nią ubrać, Palikot jest z wykształcenia filozofem, ale ponad wszystko to zagorzały miłośnik Gombrowicza. Dla niego czymś naturalnym jest prowokować i błaznować, być niepokornym wobec władzy. Jeśli w międzyczasie Palikot nie popełni błędu, będzie jeszcze trudniejszym przeciwnikiem politycznym niż Lepper.

Jest jeszcze jedna ważna rzecz, którą polityk aspirujący do miana błazna – patrioty musi uwzględniać: to współczesna rzeczywistość. Andrzej Lepper oparł swój wizerunek o sytuację ekonomiczną przeciętnego Polaka. Jako, ze czasy były ciężkie Lepper odwoływał się do biedy, bezczelności bogatych, powszechnej równości, kościelnych nauko o dzieleniu się dobrami itd. Ludzie w to wierzyli, bo mieli w tym interes – a przynajmniej im się tak wydawało. Dziś naturalnie Palikot nie mógłby iść tą drogą (dlatego właśnie Lepper nie jest w stanie wrócić do polityki). Nie zmienia to faktu, że obecne warunki są równie dogodne co te, za czasów Samoobrony. Po pierwsze, dojście do władzy PO zbudowało w Polakach poczucie stabilizacji – ale bardziej dotyczy to samych polityków niż przeciętnych obywateli. To sprawia, że Palikota postrzega się jako ekscentryka, nie zagrażającego niczyim interesom politycznym. Po drugie, w sejmowej opozycji jest synonim niestabilności – Prawo i Sprawiedliwość, a więc jest podłoże na którym przyszły błazen – patriota może wzrastać. Po trzecie i najważniejsze: zanegowanie przez Platformę jakiegokolwiek podziału w społeczeństwie sprawiło, że każdy czuje się odbiorcą słów Janusza Palikota. Z drugiej strony, on sam dobiera sobie tylko takie tematy, które na pewno dotrą do wszystkich. Dlatego do tej pory nie mieliśmy stanowiska polityka w sprawie pomostówek, Iraku, czy in-vitro. Był za to PZPN, prezydent, lub raczej jego sposób wypowiadania się, brutalność policji – wszystko przedstawione w typowy dla błazna sposób: odważnie, uniwersalnie i dosadnie.

Fakt że przekaz jest zaadresowany do wszystkich nie oznacza, że w każdym Polaku Janusz Palikot upatruje sobie głosu. Podobnie zresztą rozumował i Andrzej Lepper. Różnica tkwi w grupie o jaką obaj się starali – Lepper zaskarbiał sobie głosy najbiedniejszych rolników i robotników. Palikot uderza w... przeciwników polityki! Skąd ten pomysł? I którzy to są w sondażach? Czytając różnego rodzaju badania opinii społecznej często widzimy kategorię osób niezdecydowanych – to jest właśnie cel Janusza Palikota. Zakłada on, że jeśli uczestnictwo w wyborach deklaruje 70 – 90% Polaków a przy rozkładach poparcia społecznego istnieje około 10 – 20% grupa „nie mająca zdania”, to można tych ludzi przejąć jeśli zaoferuje im się siebie jako błazna – patriotę. Nie ma tu więc odwołania do obywatelskiego obowiązku posiadania poglądów, ale do elementarnych ideałów tkwiących głęboko w świadomości każdego z nas. Na ile ta strategia zadziała, czas pokaże. Jedno jest pewne, jeśli się uda, to Palikot wkrótce może być poważnym graczem na arenie politycznej. Czy będzie to również pole walki o prezydenturę? Nie wykluczam tego, w końcu jako taką popularność zdobył w rok, zaś do wyborów głowy państwa są jeszcze dwa lata.