Czekam mój przyjacielu

abyś zajrzał tu do mnie...

 

 

7fc01a2a10c6e434700a7e1b115548dc.jpg

 

Czekam mój przyjacielu, abyś zajrzał tu do mnie. Chodzę wieczorami po opustoszałych ulicach, zaglądam do okien, przypatruję się fasadom domów i krzewom w przydomowych podwórkach. Bratam się ze światem, uspokojonym, łagodnym i przygotowującym się do snu. To jest moja medytacja, a zarazem modlitwa, rozważania i pokłon składany życiu. Układam w myślach plan wspólnej wędrówki po tym niezwykłym miasteczku. Wiem, że docenisz wszystkie te urocze miejsca, które chcę Ci pokazać. Ich żywa uroda łaskawie przytula się do serca, a Ty masz wrażliwe serce, więc zapewne to dostrzeżesz.

To miasteczko leży na krańcu Wyżyny Łódzkiej, częściowo na kilku wzgórzach, ale północno-wschodnia część miasta to już równina gładka jak stół, sięgająca daleko, hen po horyzont. Pójdziemy nad zalew, bo to kilka kroków od mojego domu. Tuż obok zalewu jest i łąka i rzeka. Widowiskowo piękne są tam zachody słońca, które kładą się purpurowo-złotą wstęgą na wodzie. Ruch ptactwa wtedy przybiera na sile i nim zapadnie noc zaczyna się prawdziwy ptasi jarmark i stołowanie.

Pójdziemy na mało uczęszczany ewangelicki cmentarz, który od strony zalewu tworzy półkoliste wzgórze, skąd roztacza się piękny widok na cały zalew i najbliższą okolicę. Tam właśnie, myślę że właśnie tam znalazły azyl nietoperze, które pracowicie żerują nad wodą w swych chimerycznych, groteskowych pląsach. Zupełnie śmiało przelatują nad spóźnionymi spacerowiczami, jakby chciały się im przyjrzeć a jednocześnie przepłoszyć ze swych łowieckich rewirów. I w tej okolicy jest ulica Graniczna, bo chyba kiedyś stanowiła granicę miasta. Mam do niej sentyment nie tylko ze względu na cudowny widok na pola obsiane zbożem, na widniejące na horyzoncie poszarpane ściany lasów, na wielką przestrzeń jaka tam się rozciąga, ale to było kiedyś zapewne miejsce zabaw mojego ojca za czasów dzieciństwa.

6dc1d639a99b619ff5c31769ceab823d.jpg

Tam wśród pól, które już częściowo zostały przejęte przez szybko rosnące osiedle domków, tam jest wzgórze. Pamiętam jak w upalny letni dzień skowronek wisiał uparcie w powietrzu, słoneczny mocarz, jakby chciał wskazać miejsce skąd rozciąga się widok na miasto, leżące jak u stóp.

Tu jest to co tak lubię i myślę, że Ty też, tyle przestrzeni i tyle powietrza. Przyroda tak pięknie współistnieje tu z siedzibami ludzkimi, nie tylko w postaci łąk, pól uprawnych i lasów, ale również w postaci licznych przydomowych ogródków a nawet mini sadów. Bajecznie kolorowo jest tu wiosną w zalewie kwiatów i rozradowanych ptasich głosów. Ptaki śpiewają również w naszym imieniu hymn pochwalny Stwórcy.

I takie to zaczarowane miejsce, gdzie ponad ogrodzeniami poprzez podwórka zobaczysz nagle wycinek dalekiej, sięgającej kilometry panoramy. Gdzie jest ulica, do której dotrzesz po stromych, kamiennych schodkach. Gdzie za domami głównej ulicy, niezwykle szerokiej, z jednej strony rozciągają się łąki i pola uprawne a z drugiej strony płynie rzeka umocniona wałami, na których rosną monumentalne topole.

Może pójdziemy wiosną na rynek, będący kwintesencją małomiasteczkowego życia. Tu można kupić wszystko, czego potrzeba do życia i nagadać się do syta. Niepowtarzalny klimat handlu pod gołym niebem.

A wieczorem specjalnie dla Ciebie rozpalimy niedaleko domu ognisko. Wiatr, będzie rozwiewał dym i od czasu do czasu ciskał nim w nasze twarze. Iskry będą strzelały w górę, a my jak zahipnotyzowani będziemy patrzeć w cudowny ogień tak jak nasi przodkowie przed wiekami. Ten ujarzmiony żywioł, dający ciepło i niezwykłość swej postaci, ma zadziwiające właściwości bratania ludzi, którzy wspólnie przy nim zasiadają.

Czekam, więc cierpliwie na Ciebie mój przyjacielu, aby ta przyroda i mój uśmiech ukoiły Twoją Duszę.