Czas cwaniaków się kończy

Kapitalizm nie jest idealny, ale do tej pory nic innego nie wymyślono. Co się dzieje obecnie na światowych rynkach finansowych i co z tego wyniknie.

 

1823066d7ed6f486dc65c0ecab681640.jpg11 lipca 2006 roku, a więc ponad dwa lata temu popełniłem artykuł Pt. „Cyferki na ekranie”, w którym (przyznaję z satysfakcją) bezbłędnie przewidziałem to, co dzieje się obecnie na światowych rynkach finansowych. ...

Artykuł ukazał się m.in. na jednym z portali internetowych, na którym osoby wpisujące komentarze do umieszczanych materiałów nie zostawiły na mnie suchej nitki – mówiły, że giełdy to normalna wymiana dóbr Wolnorynkowych, którymi w tym wypadku są akacje, a moje „rojenia” o ich wirtualnej, jeno, wartości są bez sensu. Okazało się jednak, że miałem rację. Skąd to wiedziałem? Przecież nie jestem, ani „wykształconym ekonomistą”, ani uchowaj Boże, „specjalistą od rynków finansowych”. Ano nie jestem; nie muszę. Jestem po prostu kupcem i to poznańskim kupcem, kupcami byli moi Dziadowie, a większość rodziny to więksi lub mniejsi przedsiębiorcy i to od pokoleń. Nie musimy uczyć się mechanizmów ekonomicznych – wyssaliśmy je z mlekiem naszych matek i pewne sprawy to dla nas „oczywista oczywistość”. Pieniądze i inne dobra nie biorą się z powietrza i przestawiania cyferek – musi stać za nimi jakaś wartość, sens; czyli produkt (im bardziej przetworzony tym lepiej), praca itp. To wszystko może sprawnie funkcjonować tylko na Wolnym Rynku, a jego głównym elementem jest Wolny Handel. To wszystko, prawdę mówiąc, jest stosunkowo proste dla człowieka, który umie, choć trochę, logicznie myśleć i jest uczciwy. Najlepiej funkcjonujące firmy to przedsiębiorstwa z jednym właścicielem. Niestety, czasem planowane przedsięwzięcia są zbyt duże, aby mógł je podźwignąć jeden człowiek – wtedy dobiera sobie wspólników i powstaje spółka, spółdzielnia itp. I dopóty wszyscy są zgodni i uczciwi wszystko jest w najlepszym porządku – nawet wtedy, kiedy jest to spółka akcyjna, ale akcjonariuszy jest kontrolowana ilość i się znają – wtedy wszystko jest OK. Niestety, jest masa spółek akcyjnych, których akcje są sprzedawane na czymś w rodzaju loterii, czyli Giełdach Papierów Wartościowych. Tutaj gracz sam się z poważną miną nazywający „inwestorem” kupuje i sprzedaje, zupełnie anonimowo, akcje przedsiębiorstw, których nigdy na oczy nie widział, a nawet nie ma pojęcia, co produkują. Mało tego! Jest możliwy obrót na takiej giełdzie akcjami firm, które istnieją wyłącznie na papierze. I tak zapewne niejednokrotnie bywa. Ceny akcji nie mają nic wspólnego z rzeczywistą kondycją emitujących je firm a ich cena rośnie lub spada wyłącznie, dlatego, że gracze giełdowe je mniej lub bardziej chętnie kupują albo sprzedają, a balon wirtualnych pieniędzy będących w obrocie na giełdach puchnie w stopniu absurdalnym. Absurdalnym, bo nie stoi za nimi, żaden produkt, praca, nic! Słyszałem niedawno trafne stwierdzenie a propos giełd: przypominają partię pokera rozgrywaną przez pacjentów szpitala psychiatrycznego. I dokładnie tak jest! Śmieszy mnie też określenie, że: „z giełd wyparowały miliardy dolarów”. Nieprawda. Nie wyparowały – nigdy ich tam nie było! Były tylko cyferki na ekranie.
Początkowo z katastrofy giełd nawet się ucieszyłem – uff! Co za ulga – balon pękł! Wreszcie stanie na nogach to, co stało na głowie! Ale krótka była moja radość. Zapomniałem, że rządy państw są zdominowane przez polityków mających takie pojęcie o funkcjonowaniu gospodarki jak ja o cyklotronach, a co gorsza kierujących się „wrażliwością społeczną”. W skali całego globu trwa pompowanie pieniędzy podatnika w banki i giełdy, żeby „nie upadły”. Rozumiecie? Zabiera się pieniądze skromnych ludzi, aby napchać kieszenie rekinom finansowym. Podobno nie można dopuścić do upadku banków, bo to źle. Tak? A dlaczego? Czym różni się bank od sklepu z butami? Tylko towarem. Jeżeli upadnie sklep z butami na jego miejsce powstanie następny – zapewne lepszy. Tak powinno być i z bankami – niestety nie jest. Rządy w przerażającym tempie zaczynają znowu napełniać sparciały, połatany balon finansów spekulacyjnych pieniędzmi bez pokrycia. Sądzę, że tym razem nadciąga KATASTROFA gospodarcza, a nie tylko finansowa. W Polsce nie będzie na szczęście tak dotkliwa jak w innych krajach, ale jednak będzie. Co zatem robić? Jak się zabezpieczyć? Ano po pierwsze: spieniężyć wszystkie akcje, obligacje i lokaty; po drugie: wiać z pracy w wielkich firmach i budżetówce (straszny będzie ich upadek); po trzecie: zapomnieć o emeryturach (nie dostaniemy ich na pewno!); po czwarte: otworzyć własną, nawet niewielką firmę (bez kredytu bankowego, z myślą, że przetrwa wiele lat, pokoleń…); po szóste: jeżeli coś zarobimy inwestujemy w stopniowy rozwój firmy, towar, surowce, nieruchomości (ale nie mieszkania – najlepiej ziemię!) złoto; po siódme: przygotujmy się najgorsze; po ósme głosujmy na UPR – tylko stąd może przyjść ratunek. Dobrze Wam radzę. Pamiętajmy: pretensję będziemy mogli mieć tylko do siebie.
Kiedy katastrofa nastąpi? Nie wiem. Myślę, że najpóźniej do polowy przyszłego roku, Ale może grubo wcześniej. Nie znamy dnia ani godziny, a więc bądźmy przezorni, roztropni i mądrzy, ale nie cwani i chciwi - czas cwaniaków i chciwców się kończy…

Zobacz też

 

Źródło: Mariusz Waszak