Córeczka - inwestycja

dzieło sztuki

 

Idzie dziewczynka ulicą ubrana w ciuchy od Armaniego. Mamusia trzyma ja za raczkę i ma bardzo zadowoloną minę. Dziewczynka nie. Dziewczynka dusi się i idzie sztywno, żeby Broń Boże nie pobrudzić ubranka. Zaraz mamusia zrobiłaby awanturę. Potem idzie dziewczynka na lekcje fortepianu, baletu i angielskiego. W domu mamusia uczy ja dobrych manier. Dziewczyna zawsze mówi: dzień dobry i do widzenia a także : proszę i przepraszam. Jak robot. Nienawidzi fortepianu, baletu, angielskiego... Wolałaby dres niż Armaniego. Wolałaby jak inne dzieci taplać sie w błocie, wspinać po drzewie i bawić w chowanego. Ale nie może, bo jeszcze pobrudzi ubranie. Dziewczyna dorasta i zaczyna nienawidzić...mamusi. Nosi czarne ciuchy, ma tatuaż i wciąga dragi. Na złość mamusi czy może sobie? Walczy. Nie, nie będzie ikoną, którą mamusia sobie wymalowała bo sama zmarnowała życie lub chce się chwalić swoją córeczką.

Ile jest takich mamuś? Co to prowadza córeczki na castingi do filmów albo do "Od przedszkola do Opola" albo do reklam sera?

Ile jest dziewczynek, które patrzą jak inne szaleją w zabawie na podwórku?

Czy dziecko ma być czyste czy brudne?, zapytano mnie kiedyś w radiu. Powiedziałam: "brudne, ma szaleć, mieć swobodę, kolana pooobcierane, ubranie "wyciorane""

Ale są mamusie i są dziewczynki jak w tym starym dowcipie: Przychodzi kobieta z córką do okulisty: Moja dziewczyna ma wytrzeszcz oczu. A okulista: To proszę rozwiązać jej te kucyki.