Choćby krótkie chwile ich radości…

W tym roku mija trzynaście lat mojej pracy w Hospicjum.

 

W tym roku mija trzynaście lat mojej pracy w Hospicjum. To sporo czasu, który poświęciłam swoim pacjentom i ich rodzinom, a zarazem tak bardzo mało, bo wiele jest jeszcze do zrobienia. Bóg dał mi szansę pracy, w której nauczyłam się ogromnej pokory wobec człowieka i wobec życia. Pozwolił zrozumieć, jaką wartością ponad wszelkie dobra jest człowiek i obdarzenie go bratnią miłością. Wiem, że w przekonaniu wielu osób już samo słowo Hospicjum kojarzy się źle. Kilkanaście lat temu i mnie nie kojarzyło się dobrze. Zdecydowałam się na pracę pielęgniarki w Hospicjum po namowach przełożonych. I do tej pory nie miałam momentów zwątpienia w słuszność mojej decyzji. Praca w Hospicjum to nie tylko wykonywanie zwykłych czynności pielęgnacyjnych. To ogromna misja, którą im dłużej pełnisz, tym bardziej jesteś pochłonięty. To przywilej, którego masz zaszczyt dostąpić, bo tak naprawdę korzyści czerpiesz także dla siebie samego. Może brzmi to snobistycznie, lecz nigdy i nigdzie nie zobaczysz tak pięknego uśmiechu pacjenta skierowanego tylko do Ciebie. Nigdy i nigdzie nie będzie na Ciebie ktoś tak czekał. Ktoś, kto pragnie, abyś posiedział przy nim, potrzymał go za rękę, wysłuchał jego zwierzeń i opowieści, których często nikt z najbliższych jeszcze nie słyszał. A gdy usłyszysz od pacjenta czy rodziny, że Pan Bóg zesłał Cię jako Anioła z nieba, aby pomagał w przejściu, tej jakże trudnej drogi w bólu i cierpieniu nie tylko fizycznym, ale chyba nawet bardziej psychicznym, to myślisz sobie, że to co robisz, ma ogromny sens. Czujesz jak „rosną Ci skrzydła” i jesteś pewien, że sporo jeszcze przed Tobą. 96a2a931f8b263a58d2b7701f2bd1024.jpg
    Moja praca polega na opiekowaniu się dziećmi nieuleczalnie chorymi z różnymi chorobami wrodzonymi i nabytymi w ich ciężkiej postaci. Początki są trudne nie tylko dla personelu Hospicjum, ale przede wszystkim dla rodzin i chorych dzieci. Zdobycie zaufania, budowanie poczucia bezpieczeństwa, przyjaźni i solidarności z rodzinami trwa czasami dość długo. Lecz warto czekać, aby przekonać się, jak bardzo jesteśmy potrzebni. Myślę, że nie przesadzę, mówiąc o wielkiej przyjaźni z naszymi podopiecznymi i ich rodzinami. Drzwi ich domów zawsze są dla nas szeroko otworzone. Jesteśmy witani, jak najbliższa rodzina. I mimo że wiemy, że za każdymi z tych drzwi rozgrywa się ogromny dramat walki z ciężką, najczęściej nieuleczalną chorobą, wchodzimy z uśmiechem na ustach i słowami otuchy, aby choć na chwilę mogli zapomnieć o troskach dnia codziennego. Od momentu kiedy objęliśmy opieką te wszystkie rodziny, w każdej coś się zmieniło. Zmieniła się ich codzienność. Uwierzyli, że mogą być szczęśliwi mimo tragedii, która ich spotkała. Cały zespól pracuje na to, żeby kompleksowo zająć się chorym dzieckiem, jego rodzeństwem i rodziną.
    Co sprawia, że podejmujemy taką pracę i co daje nam siły? Choćby krótkie chwile Ich radości
Beata Król
Pielęgniarka Hospicjum im. Ks. E. Dutkiewicz SAC w Gdańsku

 

Autor: Beata Król