Chamstwa ci u nas coraz więcej

Parę dni temu media ujawniły auto pewnego zmotoryzowanego inteligenta, który na bagażniku ma wielki napis ‘KIEPRZYĆ PACZYŃSKICH’.

 

Ma być to śmieszne i prowokacyjne, a jest kolejnym dowodem na schamienie społeczeństwa, które nie bardzo potrafi korzystać z demokracji, a jeśli już ktoś próbuje korzystać ze zdobyczy wolności słowa, to wydaje mu się, że jest urodzonym geniuszem. Oczywiście, ktoś powie – genialna gra słów i dopuszczalna w ramach wolności słowa. I pewnie coś z prawdy w tym jest. Gawiedź lubi dokopywać wodzom, ale niech no tylko ktoś nazwie takiego Kowalskiego łachudrą albo leniem, to całe życie będzie łazić po sądach i nie daruje. Napis widzą policjanci, prokuratorzy, sędziowie, etycy, menele i mądrale. Śmieją się otwarcie albo tylko dyskretnie się uśmiechają, w zależności od kultury osobistej i od stopnia sympatyzowania z obrażanym politykiem. Nie ulega wątpliwości, że gdyby ktoś zechciał w podobny sposób ośmieszyć owego kierowcę albo dowolnego prawnika (teraz znakomicie niedowidzącego), to dopiero podniesiono by jazgot...

Wolność to także odpowiedzialność? Na koszulkach można wyrażać swoje opinie? Na samochodach także? A na elewacjach własnych domów?

Na pewnym forum jakiś anonim napisał inne hasło - TUCHAĆ RUSKA. Też wesołe i sprośne, a to najbardziej lubi ludek! A to ktoś prezydenta lub premiera nazwie durniem, chamem, zdrajcą, a nawet ch***m i... nic. Żadnego szacunku. W takiej obleśnej atmosferze rośnie kolejne pokolenie. W telewizyjnym cyklu prowadzonym przez sędzię A.M. Wesołowską widać, w jaki sposób do prawników odnoszą się obywatele III RP. Zwłaszcza postawa młodzieży jest szokująca. Czy realizatorzy złośliwie przedstawiają młodych ludzi (w tym wielu studentów), czy tacy oni są w istocie? Aż tylu meneli? Przecież tylko za samo zachowanie powinni mieć rozmowę z wychowawcami, rodzicami lub z kuratorem. Ale kogo to obchodzi? W szkołach uczą się religii, etyki i czort wie jeszcze czego. Może niektórych nauk zbyt wiele, zaś zapomniano o podstawowym przyzwoitym zachowaniu? Potem z takich chamowatych a przedsiębiorczych studentów wyrastają nam polityczne, biznesowe i dziennikarskie "elity". I po takich uczelniach pani minister mówi do swego rządowego kolegi - zmywaj się (ale w menelskiej wersji) i jako kolejna sława przechodzi do historii w parę tygodni po słynnym płynie do mycia uwalonych stołów (lansowany przez sympatycznego pana Kamila). 

Podobne towarzycho gnieździ się na rozmaitych forach i - co zdumiewające! – to nawet wówczas, kiedy każda wypowiedź jest edytowana wespół z danymi osobowymi i zdjęciem autora. Szok! I kiedy jakiś facet omawia na portalu dyskusję toczoną na innym (bodaj najpopularniejszym - Nasza Klasa), to krytykowany twórca spostrzega, że przesadził z wypowiedziami, szybciutko kasuje swój profil (jednak jego wypowiedzi... pozostały), spotyka się z operatywnym a zaprzyjaźnionym adwokatem i wespół żądają przeprosin oraz paru tysięcy europów (w złotówkach, ale w obcej jeszcze walucie brzmi atrakcyjniej) uważając, że naruszono dobra osobiste owego wystraszonego twórcy... Mało tego - tupet owej pary jest aż tak groteskowy, że w pozwie ujawniono, iż likwidator konta jest pisarzem oraz wykładowcą (czyli jest wychowawcą młodzieży!) i dlatego (tak to ujęto!) jego reputacja została wyjątkowo nadwerężona (dopuszczono już wariant „nadwyrężona”) i właśnie dlatego wyceniono jego moralne straty tak wysoko! Gdybyż to był tylko pielęgnator powierzchni płaskich, to pewnie sto europów by załatwiło sprawę, ale pisarz?! Szwejk i Kafka się kłaniają, czyli wkraczamy w świat polskiego absurdu? 

Na najwyższych dostojników w państwie można wylać całe szambo i... nic! A tu pisarz (i wykładowca w jednej osobie) popiera wulgaria młodzieży, kokietuje ją, wreszcie fałszuje wpis na forum i... chce przeprosin (i kasy!) za ujawnienie własnych "sentencji" i przekrętu. A jego mecenasowi nie podoba się prześmiewczy ton faceta, który omówił również jego rolę w całej tej żenującej sprawie oraz mądrości zamieszczone na jego głównej internetowej stronie. On również grozi... sądem. Czy to oznacza, że wodzów można wyzywać od kretynów i tchórzy, ale osobistości niższej rangi nie tylko nie można zwyzywać (pod groźbą ruiny finansowej i odosobnienia), ale nie można nawet zacytować (oraz omówić i skrytykować) ich własnych autorskich wypowiedzi, bo pozwą do sądu?! Czekamy na nowego Bareję, który zrealizuje film na podstawie takich zaskakujących polskich dziwactw. Dziwna jest ta nasza Polska...

Kiedy prawo będzie nareszcie jednakowe dla wszystkich obywateli – albo osoby publiczne mają zbyt słabą ochronę prawną, albo osoby niepubliczne mają zbyt dużą ochronę. Konstytucja 1997 nie wspomina o (nie)publicznych osobach i nie wiadomo – kto pierwszy wymyślił, że wipów można wyzwać od durniów, leniów i tchórzów, ale za obrazę mordercy (pewna matka zamęczonej ofiary, nazwała takiego zwierzęciem) można trafić do więzienia? Gdzie nasze społeczeństwo popełniło błąd? Prawdopodobnie zostało to zaimportowane z Zachodu, na którym schamienie mediów i młodzieży jest jeszcze większe niż u nas.

Dzisiaj media zajmują się dwojgiem 10-latków, którzy zdobyli internetowe hasło do profilu koleżanki i wpisali obraźliwe teksty pod jej podobizną. Policja przypomina dzieciom i młodzieży, że publiczne kierowanie (także przez internet) wobec innych osób obraźliwych epitetów, obelżywych gestów stanowi przestępstwo znieważenia (jest ono ścigane z oskarżenia prywatnego). Dorośli sprawcy podlegają karze grzywny albo karze ograniczenia wolności. A jak tym dzieciom Policja wytłumaczy, że kierowca, dziennikarz lub pijak mogą postponować prezydenta albo premiera, ale pacholęta nie mogą obrażać koleżanki? Może podczas omawiania zasad ruchu drogowego, przy okazji funkcjonariusze objaśnią naszym milusińskim podstawowe zasady etykiety i wyjaśnią nazbyt widoczne różnice w traktowaniu obywateli tego samego państwa...