Boże Narodzenie po nowemu

W TV zobaczyliśmy pewną piękną aktorkę nastrojowo wykonującą „Wśród nocnej ciszy”. Jeden z przyjaciół powiedział: „Zobaczcie! To ta co w filmach pokazuje cycki.”

 

Od kilku lat na sposób zachodni już od początku grudnia, a ostatnio nawet listopada, w oknach wystawowych świecą się kolorowe lampki na choinkach, a po kominach wspinają się pulchne mikołaje. Prawie wszystkim udziela się szaleństwo zakupów i świątecznych przygotowań. W radio puszczane są wesołe amerykańskie piosenki o świętach, a telewizja powtarza programy przepełnione wzruszającą muzyką i aniołkami. U podstaw tego wielkiego, medialnego zaangażowania stoi bezlitosna komercja. Czy coś duchowego pozostało jeszcze z pierwotnego zamysłu nad wydarzeniem?
 
W zeszłym roku w radiu tuż przed wigilią w dyskusji na temat kondycji moralnej Polaków pewien ksiądz ciepłym, typowym dla księży tonem chcąc podnieść słuchaczy na duchu stwierdził, że świat podziwia nas Polaków za nasze pielgrzymki, miłość do ojca świętego, sposób obchodzenia świąt i wyraził nadzieję, że wkrótce cała Europa przyjmie od nas te „wartości”. Zrobiło mi się słabo, bo szczerze mówiąc mam dosyć tych naszych wartości chrześcijańskich i narodowych. Dla odmiany chciałbym na co dzień zwykłej normalności i uczciwości. Wówczas do radia zaczęli dzwonić słuchacze potwierdzający moje obserwacje podając liczne przykłady tego, że miłość do papieża w niewielkim stopniu powstrzymuje Polaków od złośliwości, zazdrości i nieuczciwości.
 
Pomimo, że czuję się 100% Polakiem, kocham ten kraj i nigdzie indziej nie chciałbym mieszkać to czuję, że ciężko mi utożsamić się ze znaczną częścią naszej mentalności i tradycji, szczególnie tych dotyczących świąt religijnych o zabarwieniu narodowym.
 
Nakręcany przez media przedświąteczny nastrój udziela się wszystkim. Redaktorzy mają łagodniejsze niż zwykle głosy. Aktorzy, którzy na co dzień występują w głupkowatych filmach teraz śpiewają kolędy. Pewnego dnia w gronie znajomych zobaczyliśmy pewną piękną polską aktorkę nastrojowo wykonującą „Wśród nocnej ciszy”. Ktoś powiedział: „Zobaczcie! To ta co w filmach pokazuje cycki.” Na to ktoś odrzekł: „Odtąd za każdym razem, gdy zobaczysz w filmie jej cycki będziesz myślał o kolędach. To cię przybliży do Boga.”
 
U wielu rodaków zajadłości, ani zazdrości nie jest w stanie przełamać nawet Boże Narodzenie. Wiele rodzin zasiądzie ze sobą do bogato zastawionego stołu, by z plastikowym uśmiechem na twarzy oddać cześć jedynie swojemu brzuchowi, bardziej tolerując członków rodziny niż ich kochając. Potem zaśpiewają wspólnie „Lulajże Jezuniu” i będą się licytować swoimi osiągnięciami. W końcu rozejdą się do swoich domów ciesząc się, że to już koniec, gdyż w takiej atmosferze nie da się długo wytrzymać. Tak wyglądała wigilia, w której brałem udział kilka lat temu.
 
A Jezus leży w żłóbku zbyt malutki, by rozwiązać te wszystkie problemy, gdyż dopiero się urodził. Później z kolei na wiosnę, gdy wisi martwy na krzyżu też nie może nic zdziałać. Tak mijają kolejne lata kiedy nic się nie zmienia ani w naszej duchowości, ani w mentalności. Na okres pełnej służby Jezusa nie przewidziano żadnych świąt. A przecież w tym właśnie okresie miał ludziom najwięcej do przekazania.
 
Jakkolwiek rozumiem święta to zawsze cieszę się danym mi czasem wolnym. Staram się go twórczo spędzić pisząc artykuły, czytając książki, robiąc zdjęcia i spotykając się z przyjaciółmi. Nie skupiamy się na jedzeniu i na jego przygotowywaniu. Przede wszystkim cieszymy się swoją obecnością zupełnie bez kontekstu świątecznego.
 
Tuż przed świętami trzy panie rozmawiały w radio o tradycji Bożego Narodzenia w swoich rodzinach. Jedna pani opowiedziała o misternych potrawach, którym poświęca kilka dni. Miała energię i wyobraźnię godną podziwu. Druga pani zaczęła snuć rozważania na temat głębi symboliki ozdób choinkowych. Podziwiałem jej przekonanie, ale zupełnie mi się ono nie udzieliło. Trzecia pani powiedziała, że każdego roku urządza imprezę dla wszystkich dzieciaków z ulicy, przy okazji której poznają się także ich rodzice. Po dwóch latach starań jeden z sąsiadów zaproponował, że może teraz on poprowadzi tę imprezę, aby ją odciążyć. Ta jedna kobieta zaktywizowała i zjednoczyła całą ulicę. Opowiedziała także, że jej dzieciaki przez cały rok zbierają pieniądze na prezenty dla biednych dzieci. Wysłuchałem jej z wielką przyjemnością. Świadomość, że istnieją tacy ludzie sprawia, że w Polsce żyje się raźniej, a święta nabierają zupełnie nowych barw.
 
Wesołych Świąt!
 
Maciej Strzyżewski