Bóg według Vanini'ego i Einsteina

Już w czasach Epikura powstał problem, czy istnienie zła da się pogodzić z istnieniem dobrego i wszechmocnego Boga? Czy doskonały Bóg może tolerować zło, a nawet samemu je czynić?

 

Epikurejczycy uważali, że skoro świat jest pełen zła, to Bóg jest bądź zły, bądź bezsilny, bądź zły i bezsilny zarazem. Wszechmocny, wszechwiedzący i nieskończenie dobry Bóg byłby zdolny stworzyć świat pozbawiony zła i takim by go uczynił. Nie ma żadnego logicznego powodu, dla którego Bóg miałby stworzyć świat dla człowieka okrutny, brutalny, bezlitosny.

9 lutego 1619 roku, na mocy wyroku Świętej Inkwizycji, został zamordowany 33-letni filozof - ateista Cesare Vanini. Vanini'ego poddano najpierw okrutnym torturom, a przed samą egzekucją, przywiązanemu do pala nieszczęśnikowi, kat wyrwał obcęgami język, a następnie udusił go. Tak „przygotowany” filozof został spalony na stosie. Czasopismo Mercure Francois z roku 1619 podało, że Vanini tuż przed egzekucją w obecności tysięcy osób zdążył jeszcze powiedzieć:

„Nie ma ani boga ani diabła; gdyby istniał bóg, to modliłbym się do niego, aby uderzył piorunem w ten niesprawiedliwy i nikczemny trybunał; gdyby istniał diabeł, to również modliłbym się do niego, aby ten trybunał pochłonęły czeluście piekielne. Ponieważ nie ma ani jednego ani drugiego, więc nie uczynię tego.”


Tak szedł na śmierć jeden z najszlachetniejszych i najodważniejszych filozofów nowożytności. W 1888 roku w Lecce, miejscu urodzenia Vanini'ego, został postawiony pomnik wielkiego filozofa. Jednak dzieła Vanini'ego były na kościelnym indeksie ksiąg zakazanych jeszcze w 1970 roku. Czy Jan Paweł II usunął ten zakaz? Bynajmniej. Hańba ta nadal plami Kościół Katolicki.

Cóż takiego uczynił Vanini? Posługując się sposobem myślenia epikurejczyków stwierdził on mianowicie że:

"Świat jest taki, jakim go Bóg zamierzył. Jeśliby chciał, aby był lepszy - byłby lepszy. Jeśli istnieje grzech, widać Bóg tak chce. Napisano bowiem, że wszystko czego chce - może zrobić. Jeśli zaś nie chce, a grzech mimo to istnieje, należy go nazwać albo nieprzewidującym albo bezsilnym albo okrutnym; skoro czy to nie był świadom swej woli, czy nie mógł jej wykonać, czy też jej poniechał".

Cesare Vanini doszedł swym rozumem do tezy, której ani Święta Inkwizycja ani hierarchowie ówczesnego kościoła katolickiego ani najwięksi ówcześni filozofowie katoliccy w żaden sposób nie mogli podważyć ani obalić. Logika tego rozumowania jest tak genialnie prosta i tak oczywista, że aż dziw bierze, iż w prawie cztery wieki później, tak wielu ludzi jest na nią kompletnie głuchych.

Prosta i piękna prawda, sformułowana przez Vanini'ego ukazuje bardzo wyraźnie jakie konsekwencje niosą ze sobą takie atrybuty Boga jak wszechmoc, wszechwiedza, wszechobecność oraz doskonałość pod każdym względem. Z tej „logicznej pułapki”, którą zdemaskował Vanini, nie ma żadnego, dającego się pogodzić z rozumem wyjścia. Dlatego właśnie Vanini, zgodnie z ówczesnymi obyczajami i „standardami sprawiedliwości”, musiał spłonąć na stosie.

W trzysta lat po męczeńskiej śmierci Vanini'ego Święta Inkwizycja już nie istniała, a zatem i nie wykonywano już jej, wyrażających „sprawiedliwość boską”, wyroków. Gdyby bowiem ta instytucja istniała, jednym z najpoważniejszych kandydatów na jej „klienta” byłby kolejny wielki uczony, a mianowicie Albert Einstein. Zapytany bowiem kiedyś o swój stosunek do Boga Einstein powiedział:

"Nie potrafię sobie wyobrazić Boga, która karze i nagradza stworzone przez siebie istoty i którego zamiary wzorowane są na ludzkich - słowem - Boga, który jest odbiciem ludzkich ułomności. Nie wierzę też, by człowiek mógł przetrwać po śmierci swego ciała, choć ludzie słabego ducha wierzą w takie rzeczy, kierowani strachem lub pożałowania godnym egotyzmem.”

Co prawda Albert Einstein nigdy nie deklarował się jako programowy ateista, niemniej wszystkie jego wypowiedzi na temat Boga nie pozostawiają złudzeń co do fundamentu światopoglądowego uczonego. W roku 1954, a więc na rok przed śmiercią, w liście do filozofa Erika Gutkinda, Einstein napisał m.in.:

"Słowo 'Bóg' jest dla mnie niczym więcej niż wyrazem i wytworem ludzkiej słabości, a Biblia zbiorem dostojnych, ale jednak prymitywnych, legend, które są ponadto dość dziecinne. Żadna interpretacja, niezależnie od tego, jak subtelna, nie może tego zmienić."

PS

Powyższe cytaty z Einsteina przytaczam m.in. z tego względu, że po sieci tuła się wiele tekstów, w których apologeci wiary używają nazwisk wielkich autorytetów naukowych jako rzekomych wyznawców Boga i krzewicieli chrześcijaństwa. M.in. w portalu Eioba.pl opublikowana została bezimiennie klasyczna fałszywka (http://www.eioba.pl/a/3bid/bog-a-nauka), będąca rzekomym dialogiem młodego Einsteina – studenta z jego profesorem. Dialog ten prezentowany jest jako rzekomy fragmentem książki autorstwa Einsteina pt. ”Bóg a nauka”. Rzecz w tym, że Einstein książki takiej nigdy nie napisał. Jego faktyczne poglądy na kwestię Boga ilustrują dwa zamieszczone powyżej cytaty.

Notabene, pozornie efektowny dialog, będący przedmiotem wymienionej wyżej publikacji, jest sofizmatem opartym na niezdefiniowaniu używanych w tekście pojęć i dowolnej ich interpretacji.