Bóg nie ma niczego wspólnego z żadną religią ani kościołem.

Dla oceny boskości i dokonań Jezusa Chrystusa życie seksualne jego samego oraz jego matki Maryi nie powinno mieć żadnego znaczenia i niesmacznie jest o tym mówić publicznie.

 

"Prawda to kraina bez dróg. Żadna organizacja, żadna religia, żaden nauczyciel nie mogą do niej doprowadzić. Wszelkie autorytety, religie, ideologie powodują jedynie budowanie kolejnych fałszywych konstrukcji myślowych. Tylko świadomość i obserwacja pozwalają dostrzec ich iluzję".

     Bałwochwalstwo, zgodnie ze słownikiem, jest oddawaniem czci przedmiotom.
    
    Odkąd pamiętam, nigdy nie godziłem się z praktykami kościoła katolickiego i pragnę dodać, że nie godzę się również na rytuały religijne oferowane przez inne religie.
Już jako dziecko zauważyłem, że coś jest nie tak, zauważyłem rażący dysonans. Kiedy moja babcia każdej niedzieli budziła mnie rano słowami "Do kościoła!" czułem wewnętrznie, że ten przymus nie za wiele ma to wspólnego z miłosierdziem boskim, a nawet wręcz przeciwnie tak okrutny i nieczuły byłby chyba sam diabeł (w którego też nie wierzę). Nie lubiłem tam chodzić. Bardzo nie lubiłem to delikatne stwierdzenie. Budynek kościoła zawsze emanował smutkiem: tłum ludzi powtarzający bezmyślnie i bez refleksji wciąż tą samą mantrę: "Słowa ewangelii, według (...)" znak krzyża kciukiem na czole, ustach i piersi. "Oto baranek boży" - i klękamy, a następnie trzy razy uderzamy się pięścią w pierś. Najgorsze chyba jednak było to zawodzenie, czyli najsmutniejsze pieśni jakie kiedykolwiek słyszałem, do czasu poznania twórczości Fado.
Jak można radosną pieśń Alleluja wyć w taki sposób, jakby śpiewających właśnie spotykało największe nieszczęście?
Dziś jestem dorosły i mam świadomość, że żaden kult, żadna religia, żaden kapłan nie mają nic wspólnego z Bogiem.

To nieprawda, że po wyznaniu księdzu grzechów Bóg je odpuszcza i mamy czystą kartę.
To nieprawda, że woda nad którą kapłan zrobił krzyżyk jest święconą.
To nieprawda, że jakakolwiek czynność, podpis, słowa mogą spowodować, że po śmierci trafimy do nieba lub piekła i dotyczy to także sakramentów. To nieprawda, że jakikolwiek sakrament, czyli odegranie ustalonej przez kapłanów scenki zwieńczonej podpisem na papierze jednego z nich mają jakikolwiek wpływ na to, co będzie działo się z człowiekiem po śmierci.
To nieprawda, że istnieje niebo i piekło.
To nieprawda, że świętość Jana Pawła II jest uzależniona od podpisów kilku biskupów. Osoby fizyczne i ułomne jak każdy człowiek decydują o czyjejś świętości - Przecież to jest herezja.
Nic mnie nie przekona, że obraz najświętszej Maryi jest święty i czyni cuda.
Dlaczego mam całować figurkę Jezusa w stopy w Wielkanoc?
I najważniejsze, to dlaczego kapłan ma być pośrednikiem pomiędzy człowiekiem, a Bogiem? Nie ma takich pośredników. To bzdury i jeżeli bóg istnieje w takiej formie, w jakiej opisuje go religia monoteistyczna powinien być bardzo rozsierdzony widząc, jak ludzie, którzy utworzyli system uzurpują sobie jego przywileje i prawa.
Bóg nie jest starym człowiekiem siedzącym na tronie w niebie. Nie jest też wrednym staruchem, który tylko czeka, żeby ukarać grzeszników czyli takim jakim przedstawiają go religie.
Nie wierzę, że kapłani są pośrednikami pomiędzy zwykłymi ludźmi, a Bogiem. Tego rodzaju pośrednictwo właśnie uzurpują sobie sekty, związki, grupy w celu zdobycia władzy nad innymi ludźmi. Oczywiście nie wszyscy czynią to świadomie. Możliwe nawet, że dziś mało kto z nich zdaje sobie sprawę z tego w jakim jest błędzie i działają oni naprawdę w dobrej wierze. Prawda jest jednak taka, że grupy istnieją po to, żeby mieć władzę nad ludźmi, kierować nimi, mówić jak mają postępować i oczywiście dostawać od nich pieniądze na pełnienie tej samozwańczej funkcji.

    To nie jest tak, że jakiś rytuał, pokropienie, gest, słowo które oddaje cześć przedmiotowi jakim jest ołtarz, opłatek, obraz, figura ma jakiekolwiek znaczenie i spowoduje, że sam pan bóg będzie na wykonującego te czynności człowieka patrzył łaskawiej.
Spójrzmy na tych wszystkich zwykłych ludzi, kapłanów, którzy wywyższają się spośród innych uważając, że są wysłannikami pana boga i twierdzą, że są pośrednikami pomiędzy innymi ludźmi, a nim. Dlaczego oni wszyscy (i nie mówię tu tylko o kościele katolickim) tak dziwacznie się ubierają. Długie szaty, sukienki, śmieszne czapki na głowach, koronkowe koszule, szarfa na szyi i reszta tych głupot. Przecież żaden zwyczajny człowiek tak nie wygląda. Nikt tak nie chodzi ulicami. I oto właśnie jest klucz. Ubierają się tak, żeby pokazać, że są inni, lepsi, bliżej pana boga. Ty zwykły śmiertelniku nie zasługujesz na szaty królewskie. Tylko kapłan, ten lepszy, ten powołany, którego sam pan bóg wybrał ubiera się w purpurę i przepasa złotym pasem. Tylko on może nosić szaty haftowane złotymi nićmi. To on stoi na podwyższeniu w kościele, za ołtarzem, to przed nim klękasz, to on może dać ci opłatek, który zaprowadzi twoją duszę do nieba i zapewni ci życie po śmierci.
Kapłani twierdzą, że od nich zależy los śmiertelników po śmierci. To jest dopiero prawdziwa herezja i oszustwo, kłamstwo, i przede wszystkim pycha!
Oczywistym bowiem jest, że każdy prawie człowiek obawia się śmierci. Nie wiemy co będzie potem. Mamy tu, na ziemi swoje sprawy, bliskich innych ludzi oraz cały nasz świat, a potem tak nagle mamy się stąd zabrać i utracić wszystko co znamy, o czym wiemy i co jest naszym życiem. Chyba każdy człowiek, a na pewno większość znanych mi osób zadaje sobie pytanie, co będzie potem? Czy to będzie po prostu koniec wszystkiego. Umrę i zniknę, po prostu przestanę istnieć? Czy może jest inaczej? Umrę ale tylko tutaj i wszystko nie zniknie tak niesprawiedliwie?
I na tym właśnie pytaniu i odwiecznym lęku zbudowano wszystkie religie. Pewne grupy ludzi bezpodstawnie dały sobie samym prawo do decydowania o losie innych po ich śmierci. Przecież to takie proste - jeżeli byłeś dobrym katolikiem, skorzystałeś z sakramentów, chodziłeś co niedzielę do kościoła, dawałeś na tacę, miałeś święty obrazek w domu, przyjmowałeś kapłana po kolędzie, spowiadałeś się przynajmniej raz w roku w okolicach Wielkiej Nocy, przyjmowałeś komunię świętą, ochrzciłeś swoje dzieci i wychowałeś na katolików, przed śmiercią znów się wyspowiadałeś i ksiądz dał ci ostatnie namaszczenie, a już po wszystkim znów ksiądz powiedział kilka słów nad twoją trumną i skropił ją wodą nad którą wcześniej wykonał znak krzyża - niczego się nie obawiaj! Pójdziesz do nieba czyli nie umrzesz.
Sam pan bóg lub Jezus Chrystus i jego matka teraz i zawsze dziewica czekali będą na ciebie i przyjmą cię do swojego domu na kolację.
Czyż nie jest to najlepszy sposób zawładnięcia ludźmi tak, żeby zawsze byli poddanymi i posłusznymi? Tak. Bardzo sprytnie zbudowany system władania innymi. Zbudowany na czymś, czego nie można ani udowodnić, ani też zdyskredytować. Dopiero po śmierci okaże się czy jest to prawda, czy też nie. A stamtąd przecież nikt oprócz Jezusa jeszcze nie wrócił. A ponieważ jedyną taką osobą był Jezus i on wybrał tych lepszych od innych, tych wyjątkowych chrześcijan, to tylko oni wiedzą jak jest naprawdę.
Osobiście uważam, że świadome przypisywanie sobie mocy, której się nie ma jest niemoralne. Nie powinno się tak oszukiwać ludzi. Tak naprawdę nie ma pośredników pomiędzy zwykłym człowiekiem, a Bogiem. Sakramenty są niczym innym jak uregulowaniami spisanymi przez zwykłych ludzi na kartach książek, którym potem nadano miano natchnionych przez samego ducha świętego. To bzdury. Kilku czy kilkuset a czasem kilka tysięcy biskupów zebrało się, podyskutowali, pojedli, popili, popalili papierosy i ustalili w jaki to sposób sam pan bóg decyduje kogo lubi, a kogo nie. Potem jakiś sekretarz spisał wymysły na kartce, a oni sami ją podpisali. Nie widzę tutaj żadnej różnicy pomiędzy konstytucją jakiegoś kraju a tym co ustalili biskupi. A to, że akurat nad pracami tych, a nie innych często próżnych grubasów czuwał duch święty jest bezpodstawnym i bezprawnym twierdzeniem.
Uważam przy tym, że wielu kapłanów nie jest nawet świadomych tego fałszerstwa. Zostali w ten sposób oszukani przez innych i naprawdę wierzą w magiczną moc sakramentu, gestu krzyża w powietrzu, wierzą w poświęcenie wody oraz w to, że taka czynność jak chrzest ma jakiekolwiek znaczenie. Sami też znajdują się w pułapce ślepej i bezpodstawnej wiary i rytuałów. Są pewni i szczerze wierzą w prawidłowość swoich poglądów.
Nie jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, że jakaś grupa kapłanów najwyższej rangi włada światem i walczy z innymi kapłanami innych religii o wpływy. Myślę, że to nie tak. Ci ludzie (oczywiście poza marginalnymi wyjątkami) naprawdę wierzą w to co robią, wierzą, że od ich rytuałów zależy los zwykłych ludzi w czasie życia i po nim. Ale moim zdaniem są w błędzie i mylą się.
Same kościoły stworzyły też własne przepisy prawne, kanony, sakramenty, pisma, dogmaty według, których postępują i nakazują postępować innym. Ustalono, że krzyżyk jest święty, a relikwie i obrazy świętych objęte są czcią. Bzdury. Żadne płótno pokryte farbą nie jest święte nawet jeżeli przedstawia twarz, którą uznano kiedyś za twarz Jezusa i nie ma znaczenia większego niż ubranie modlącego się przed nim na kolanach wiernego. To kapłani nadali tym przedmiotom takie znaczenie chyba w celu przybliżenia zwykłym ludziom pana boga.
Pan bóg gdyby był nieosiągalny, niewidzialny to jak miałoby się do niego modlić? W którą stronę zwrócić wzrok? W którą stronę klęknąć?
Wyobraźmy sobie grupę ludzi modlących nie na placu do tego samego pana boga kiedy każdy z nich odwrócony jest w inną stronę. To byłby prawdziwy chaos. Trzeba było więc powiesić obrazek albo krzyżyk, lub postawić święty ołtarz, żeby wszyscy modlący się do tego samego pana boga skierowani byli w tą sama stronę. Proste.
To wszystko są bzdury, którymi można było omamiać ludzi żyjących kilkaset lat temu. Nie mogę nie wspomnieć tutaj, że tych, którzy nie dali się omamić wymordowano w okrutny sposób w imię uratowania ich dusz. Religie mają na rękach krew milionów niewinnych ludzi i jest to także jeden z powodów, dla których nie życzę sobie być utożsamianym z żadną z nich.
Nie jestem w stanie pogodzić się z żadnymi wymyślonymi przez kapłanów rytuałami, które są moim zdaniem po prostu głupie tak samo jak taniec szamana wokół obciętej głowy zwierzęcia.

    Uważam także, że religie są prawdziwym złem tego świata. Większość wojen wybucha i jest prowadzonych właśnie z powodów religijnych. Każda monoteistyczna wiara bezpodstawnie nadaje sobie miano jedynej prawdziwej oraz prawo do mordowania z zimną krwią innowierców. Jeżeli rozpatrywać świat w kategoriach religijnych to właśnie religie są dziełem samego diabła. Religie zabraniają myśleć, zabraniają rozumieć, zabraniają czuć. Religie żądają bezkompromisowego posłuszeństwa i wiary nawet wbrew myślom, rozumieniu i uczuciom. Niemoralnym jest też ogólnoświatowe wykorzystywanie religii w celach zupełnie niezwiązanych ze sprawami boskimi. Kapłani wojskowi błogosławią żołnierzy idących zabijać, mordować, i gwałcić innych ludzi co oznacza, że czynią to w imię boga i za jego samego pozwoleniem. No tak, za przyzwoleniem samego pana boga udzielonym za pośrednictwem lepszego od zwykłych ludzi kapłana chyba lżej jest wycelować z karabinu w głowę innego człowieka, spojrzeć mu w oczy i nacisnąć spust. Poprzez kapłana sam pan bóg na to pozwolił.
Sam fakt istnienia kapłanów wojskowych jest moim zdaniem obłudą i zaprzeczeniem wszystkich idei, na które powołuje się religia. Jak to jest, że piąte przykazanie nie zabijaj nie przeszkadza pobłogosławić żołnierzy, karabinów, czołgów przed walką? Kolejne kłamstwo i absurd.
Nie mogę się też pogodzić z pogardą religii monoteistycznych do kobiet. We wszystkich uregulowaniach, obrzędach i sakramentach wyraźnie widać, że są to osoby niższego rzędu. Gorsze, mniej ważne i posiadające mniejszą godność niż mężczyźni. Paternalizm jest wszechobecny, a kobiety są przez religie traktowane jako czynnik diabelski akceptowany jako zło konieczne do rozmnażania. W religii katolickiej kobiety nie są godne pełnienia ważniejszych funkcji. I dodatkowo to odwieczne zainteresowanie życiem seksualnym kobiet. Moim zdaniem jest to zbiorowym zboczeniem. Dlaczego religie tak bardzo interesują się tym, czy w czyjejś pochwie był jakiś członek? To jest paranoja. Przecież nie ma żadnego znaczenia fakt, czy Maryja była dziewicą czy nie! Czy, gdyby Jezus nie został jednak niepokalanie poczęty, ale urodził się w wyniku zwykłego stosunku płciowego Maryi i Józefa, a potem przeżył swoje życie tak jak to zrobił, umarł, zmartwychwstał i wstąpił do nieba to czy byłoby to mniej ważne i nie byłby już synem boga?
Nie godzę się z ciągłym chorym przywoływaniu seksu w rozmowach wiernych. Jak można witając się mówić: "niech będzie pochwalona Maryja zawsze dziewica" i oczekiwać odpowiedzi: "teraz i zawsze". To jest po prostu niesmaczne i nie ma żadnego znaczenia dla sprawy. To jest zboczone! To tak jakbym ja witał się z kolegą mówiąc: "witaj udany miałem dziś rano stosunek i moja dziewczyna orgazm przeszła dwukrotnie", a ona odpowiedziałby mi: "cześć ja się dziś nie masturbowałem". Przyznam, że nie znam na tyle innych religii żeby mieć porównanie, ale jeżeli chodzi o katolicyzm to mówienie sobie na dzień dobry o tym, że ktoś nie miał stosunków seksualnych jest po prostu niesmaczne.
Do tego dochodzi celibat księży i znów zaglądanie im w gacie czy przypadkiem siusiak któregoś z nich nie został wsunięty w pipkę jakiejś kobiety? Czy to są sprawy, którymi powinna zajmować się religia która jest czynnikiem boskim na ziemi? Kolejna bzdura. Jestem natomiast pewien, że jeżeli bóg taki jakim przedstawia go kościół jednak istnieje to nie jest na tyle zboczony i małostkowy żeby miało dla niego znaczenie czy ksiądz czyli jego żołnierz oprawia seks czy też nie. Celibat i całe zainteresowanie seksem to nic innego jak kolejne narzędzie do przejęcia pełnej kontroli nad ludźmi. Jest to bardzo sprytne i funkcjonalne.
Oto jak system działa.
Kapłan chce mieć pełną władzę nad ludźmi. Jak ma ich nakłonić do posłuszeństwa kiedy mordowanie innowierców tym razem nie może mieć zastosowania ponieważ ci, którzy przeżyli deklarują wiarę? Wymyślono więc prostą metodę. Zabronić im czegoś, co jest im niezbędne do życia. Wówczas kiedy złamią zakaz będą mieli poczucie winy i zwrócą się do kapłana o rozgrzeszenie, a on im je da kiedy będą posłuszni. Hmm... ale nie można zakazać oddychania, bo mogą wymrzeć. To samo z piciem wody i jedzeniem. Jest rozwiązanie - zabronimy ludziom seksu, który jest naturalnym odruchem i potrzebą każdego tak samo jak jedzenie i picie, ale z braku którego się nie umiera.
A więc kobiety, które chcą iść w ślady Maryi mają być dziewicami. Księża także. Aha, i jeszcze jedno nie chodzi tylko o akt seksualny. Samo pomyślenie o seksie już będzie grzechem. Zgrzeszyć można bowiem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem. Gotowe. Jeżeli którykolwiek wierny pomyślał choćby o seksie pozamałżeńskim, a w przypadku księży i sióstr o jakimkolwiek popełnił grzech straszny. W wyniku tego grzechu po śmierci nie będzie miał wstępu do nieba i czeka go piekło lub w najlepszym wypadku czyściec trwający wieczność. Chyba, że... Chyba, że skontaktuje się z kapłanem, zostanie jego poddanym i posłusznym. Kapłan ma moc daną przez samego boga i może wymazać ten czyn oraz na nowo otworzyć bramy niebios przed śmiertelnikiem. Jeden tylko warunek. Posłuszeństwo i poddanie. Genialne narzędzie stosowane przez kapłanów i szamanów na całym świecie.
Kiedy mieszkańcy wioski poproszą szamana o pomoc ponieważ od miesięcy nie pada deszcz, ten często po odbyciu rytuałów nakazuje: niech nikt w wiosce nie je przez tydzień, a wówczas bogowie ześlą deszcz. Czasem zdarza się, że deszcz spadnie. A jeżeli jednak nie pada i mieszkańcy po tygodniu zirytowani udadzą się do szamana ten zakomunikuje, że najprawdopodobniej któryś z mieszkańców zjadł jednak coś po kryjomu pomimo zakazu, co spowodowało złość bogów, o czym właśnie mu powiedzieli. Najprawdopodobniej ktoś nie wytrzymał i jednak zjadł coś. Gdyby okazało się, że jednak na pewno nikt nie włożył do ust nic jadalnego przez cały okres próby, to przecież... zgrzeszyć można myślą. Na pewno ktoś pomyślał o jedzeniu przez ten tydzień. A więc gniew bogów jest nieunikniony. Zastanówmy się, kto poszcząc przez dzień lub dwa nie pomyśli o jedzeniu?
A który ksiądz czy zakonnica nie pomyśli nigdy o seksie? Jakiemu wiernemu nie przemknie przez myśl stosunek pozamałżeński?
To całe zainteresowanie kościoła narządami płciowymi i seksem wiernych jest po prostu chore.
Dla całości idei religii, wiary i boga samego nie powinno mieć żadnego znaczenia czy Maryja była dziewicą czy nie była, czy Jezus sypiał z kobietami czy nie oraz czy Magdalena była jego żoną czy nie była. Katolicyzm natomiast z wielkim uporem pogardza kobietami i deprecjonuje je. Możliwe, że wynika to z tego, że niektóre z osób pełniących funkcje papieskie było zboczonych seksualnie i to za ich panowania wprowadzono takie, a nie inne zasady i uregulowania. Lecz są to jedynie moje dywagacje wynikające z tego, że sądzę, iż w pełni zdrowa osoba, której zabroni się życia seksualnego, a nawet myślenia o nim wcześniej lub później na pewno zwariuje, oszaleje lub stanie się obłąkana na tym punkcie.
Nie wierzę i nie jestem w stanie uwierzyć w to, że system, który moim zdaniem został stworzony po to, żeby władać ludźmi i rządzić nimi ma cośkolwiek wspólnego z bogiem.
Kościół katolicki podobnie jak inne religie i sekty stworzył elitę lepszych spośród zwykłych ludzi i nadał im bezpodstawnie moc i możliwość decydowania na poziomie boskim oraz rolę jedynego pośrednika pomiędzy ludźmi, a bogiem właśnie.
Jestem też zdania, że ogromna ilość katolików podobnie jak członków innych religii jest ludźmi po prostu złymi. Chodzą do kościoła, żeby odstać swoje 50 minut, pokazać swoje ubranie, a zaraz potem kradną, biją żony i dzieci, chleją, obgadują innych, źle życzą sąsiadom, cieszą się z czyjegoś nieszczęścia, a w skrajnych przypadkach mordują innych ludzi. I nie ma żadnej różnicy czy mordują dla rabunku przechodnia na ulicy w Warszawie czy Irakijczyka albo mieszkańca Afganistanu uzbrojeni i pobłogosławieni przez polowego kapłana. Zabicie człowieka jest zabiciem człowieka i nie może być dokonane w imię boga.
Sam osobiście znam co najmniej kilkadziesiąt osób, którzy są zagorzałymi praktykującymi katolikami będąc jednocześnie po prostu wrednymi ludźmi.

    Byłem też w bazylice w Licheniu. To dopiero porażka Jezusa i Jahwe, który podobno mówił, żeby nie czcić żadnych przedmiotów i rzeczy. Kościół czasami postępuje dokładnie wbrew wskazówkom boga. Bazylika ta i inne pomniki chwały są prawdziwym wyrazem próżności, przepychu i pychy. Obraz w złotej ramie, ogromne budowle sakralne, przepych, bogactwo, oznaki prawdziwej władzy. To kolejna moim zdaniem porażka tego systemu. Kościoły ze złotymi tronami dla księży są niczym innym jak salami tronowymi władców, do których marni ludzie przychodzą na audiencje. Stoją ci władcy praw boskich w szatach królewskich wyszywanych zlotem i purpurą na podwyższeniu, za stołem przy którym sam pan bóg biesiaduje z nimi i spoglądają na ten plebs i marne istoty, które jak barany w tej niższej części nie są nawet godne by patrzeć im w oczy. Gołym okiem widać kto w tej sali tronowej należy do szlachty i grupy Panów, a kto jest szarym śmieciem. Tak właśnie kapłani stają się władcami, królami panującymi nad innymi. To nic innego jak samozwańcza elita. Samozwańca dlatego, ponieważ żaden bóg nie dał im prawa do urządzania tych pokazów wyższości ani też realnej władzy nad prawami boskimi.


Kościół katolicki podobnie jak inne wiary czci i hołduje smutkowi i cierpieniu jakby był wysłannikiem samego szatana. W każdym kościele jaki znam jest po prostu smutno. Nie, nie majestatycznie i poważnie. Tam jest smutno. Smutek przepełnia kapłanów, organistę, administrantów, i w końcu samych mniej godnych wiernych biorących udział audiencji. Pisałem już o zawodzeniu i wyciu Alleluja. Smutek serce rozrywa na strzępy i płakać się chce. Większość treści religijnych, modlitw dotyczy cierpienia, niegodziwości i smutku im towarzyszącym. Wygląda to tak jakby bóg stworzył człowieka tylko i wyłącznie w celu sprawiania mu bólu, bezustannego dręczenia go i karania za to, że Ewa (kobieta oczywiście) zjadła kiedyś jabłko. W wyniku tych okoliczności i w myśl genialnego planu miłosiernego boga człowiek marny cierpieć ma nieustająco. Jak się już odpowiednio nacierpi to spotka go za to cierpienie nagroda w niebie. Jeżeli oczywiście jeszcze religia, kościół i kapłan na to zezwolą. Skąd to zamiłowanie do smutku i cierpienia w kościele nie jestem w stanie dociec. Natomiast iść do budynku na prawie godzinę po to, żeby zamartwiać się nad sobą i światem, żeby zawodzić i wyć z rozpaczą smutne piosenki uważam za pewien rodzaj masochizmu. Same negatywne treści, sam smutek, żal. Znów wydaje mi się to działaniem wprost sprzecznym z teorią, która mówi, że bóg jest miłością, dobrem i miłosierdziem. Przecież odczucie jest dokładnie przeciwne. W którejś z książek przeczytałem kiedyś, że święty katolicki musi być męczennikiem, cierpiącym i martwym. W moim odczuciu to system smutku i pogardy dla pięknego świata.

Prolog.
Wiem o istnieniu Boga i nie jest to kwestia wiary. Bóg jest obecny w każdym miejscu i w każdej chwili. Jest czujący i dobry. Wystarczy spojrzeć na niebo, człowieka, kwiat czy trawę.:
Czuję obecność samego Boga:
kiedy widzę uśmiech,
kiedy człowiek będący łotrem dla innych patrzy na bliską mu osobę z prawdziwą miłością,
kiedy widzę psa lub inne zwierzę, które jest przeszczęśliwe każdego ranka po przebudzeniu,
kiedy pada śnieg i płatki wolno opadają,
kiedy świeci słońce,
kiedy widzę niebo nocą i wszystkie gwiazdy,
kiedy wiosną nagle spod ziemi wydobywają się rośliny i zaczyna się życie,
kiedy pachną kwiaty,
kiedy ptaki śpiewają,
kiedy słucham muzyki,
kiedy bez słów siedzę z bliską mi osobą,
kiedy czytam książkę,
kiedy goi się skaleczenie na moim ciele,
kiedy widzę moją córkę,
kiedy patrzę w czyjeś oczy,
kiedy widzę innego człowieka,
kiedy oglądam kabaret,
kiedy jem coś smacznego,
kiedy teraz to piszę,
i kiedy...
...
...

    Ten prawdziwy Bóg nie potrzebuje żadnej organizacji, żadnych lepszych ludzi w bogatych szatach, pośredników, nie używa kapłanów, nie spisuje żadnych świętych ksiąg, nie wymaga sakramentów ani obrzędów, nie obchodzi go czy polano mi głowę wodą i zrobiono znak krzyża, ani też czy czytam Koran lub Biblię. Nie zajmuje się też tym czy uprawiam seks ani z kim to robię. Nie wymaga chodzenia w żadne specjalne miejsca, budowy świątyń ani oddawania czci miejscom, rzeczom tak samo jak i innym ludziom. Jest dobry, czuję się dzięki Niemu szczęśliwy i zadowolony. Na samą myśl o Nim uśmiecham się. Kocha mnie tak samo jak wszystkich innych i wszystko inne. Jest we mnie i w każdym innym i we wszystkim innym tak samo. Wcale nie wybrał sobie mnie ani mojego narodu, ani mojego kraju ani mojej rasy czy płci tak samo jak nie wybrał sobie nikogo innego ani żadnego innego narodu, ani kraju ani rasy czy płci. Nie jestem ważniejszy ani lepszy czy gorszy od nikogo ani niczego innego, ani też nikt i nic nie jest ważniejsze lepsze lub gorsze ode mnie. Jestem Jego dzieckiem nie mniej niż gwiazdy i drzewa i mam prawo być tutaj.

Opisałbym Go, że jest przejmującą na wskroś, przeszywającą wszystko kompletną ciszą, w którą jeżeli się wsłuchać okazuje się być najpiękniejszą muzyką niewyobrażalną dla ludzkich zmysłów.

 

 

                                                                                                          Kamil

Licencja: Domena publiczna