Bóg czy człowiek?

Kim był Jezus? Był człowiekiem, czy Bogiem? A może był i Bogiem i człowiekiem, i to jednocześnie? Aby odpowiedzieć na te kilka pytań, należy najpierw odpowiedzieć sobie samemu na dwa inne pytania. Co rozumiemy pod słowem Bóg, i czy dla ludzkości bardziej opłacalne jest, aby Jezus był Bogiem czy człowiekiem?

2f9d1781b3e4071dfc63aa2000eb2558.jpg

W kwestii Boga, na każdym kroku człowiek się potyka. Tak naprawdę, jeśli chcemy mówić o Bogu, to musimy mówić o tym, jaki Bóg nie jest, a nie, jaki Bóg jest. Pytanie, kim jest Bóg, już w samej swojej treści jest błędne. Wielu jednak ma swoją teorię na temat Boga. Dzięki Biblii można się dowiedzieć, że Bóg stworzył cały świat, i że stworzył człowieka. Ktoś stosunkowo mądry uznał zatem, że Bóg to istota wszechmogąca. Potem pojawił się człowiek, który powiedział skoro Bóg jest wszechmogący, to czy może stworzyć kamień tak ciężki, że nie będzie w stanie go unieść? I tu się pojawił problem. Są też tacy, którzy uważają, że jest wszechwiedzący. Według nich Bóg wiedział, że Adam i Ewa zgrzeszą, a kiedy to zrobili i się ukrywali, to wołał ich i wypytywał z dobrego wychowania. Podobnie postąpił z Kainem. Wiedział też o tym, że Mojżesz roztrzaska dekalog, więc zrobił od razu dwa. I wiedział też oczywiście o zdradzie Judasza. Z tymi ludźmi lepiej się nie spierać, gdyż oni też są wszystkowiedzący. Są i ci, którzy uznają Boga za wszechobecnego, ale mimo to twierdzą, że trzeba iść do kościoła by się z nim spotkać. Niektórzy sądzą, że Bóg jest bytem najwyższym, i że w związku z tym nie posiada ciała. Ci natomiast mają zawsze dobre metaforyczne znaczenie tłumaczące jego spacery po Edenie. Można tak bardzo długo, ale nie o to chodzi.

Istnieje też pogląd, że człowiek może być bogiem. A może Bóg może być człowiekiem? Dawniej uznawano, że ten, kto ma moc decydowania, kto będzie żył a kto nie, ten jest jak bóg. Uznawano zatem, że władca imperium jest bogiem, bo mógł decydować o losie człowieka, od niego zależało czy zwykły człowiek będzie żył, czy nie, czy będzie mieszkał tutaj, czy w innym miejscu, czy będzie bogaczem, czy żebrakiem. On decydował o wszystkim, był zatem bogiem. I w taki sposób bogiem stawał się faraon, cesarz, ale równie dobrze mógł być nim król, mistyk, a nawet niezwyciężony wojownik.

Wielu śmieje się teraz z zacofania tamtych ludzi, ale tak naprawdę niewiele się zmieniło. Traktowanie niezwykłego człowieka jak Boga jest stosunkowo popularne. Istnieje taka postać jak Sai Baba, który jest uznawany za boga w pewnych rejonach Indii. Ludzie trzymają jego obrazki, modlą się do niego, wierzą, że może spełniać cuda, wyruszają w pielgrzymki, aby go zobaczyć, kłaniają się przed nim oddając mu cześć jak Bogu. Zresztą za takiego go uznają. Może nadal ktoś uważa, że jest to śmieszne i zacofane, że w Europie coś takiego jest nie do pomyślenia, ale jest inaczej. Dobrym przykładem może być postać Jana Pawła II. Wielu traktowało go w ten sam sposób jak w Indiach Sai Babę. Robiono dokładnie to samo, co w stosunku do tego boga z Indii, z wyjątkiem oficjalnego przyznania się, że uznaje się go za boga. To jednak nie zmienia faktu, że w Polsce, ludzie wolą modlić się do tak zwanej matki boskiej, świętych czy papieża niż do Boga.

W tym miejscu rozwiązała się kwestia pierwszego pytania. Nie wiemy, czym jest Bóg, nic o Bogu nie wiemy, za to wielu woli, aby ich bożki były bardzo realne, by mogli się modlić do kogoś, kogo znają, w przypadku kogo są w stanie określić wygląd, cechy charakteru, sposób zachowania. Ludzie mają potrzebę nadawania boskości czemuś zwykłemu. Tak jak dawniej uznawano za boga słońce, gwiazdy, zjawiska przyrody czy potężnych ludzi, tak i teraz uznaje się, że człowieka można traktować jak Boga, o ile sobie na to zasłuży.

Mając już tą wiedzę bardzo łatwo nam spojrzeć na boskość Jezusa dostrzeganą w Biblii. W księdze tej Jezus ma być mesjaszem i synem bożym. Za takiego się uznaje i tak o sobie mówi. Wiadomo jednak, że dla Żydów mesjasz miał być wyzwolicielem, tym który miał przywrócić Królestwo, które sam Jezus nazywał Królestwem Niebieskim. Dla Żydów był to bardzo przyziemny stan. Im chodziło o kawałek ziemi i tyle. Dla Jezusa miało to być coś bardziej praktycznego. Nie coś, co oni zaprzepaszczą, co wykorzystają w złym celu, i co w ostatecznym rozrachunku i tak ktoś im odbierze. Dla niego był to przekaz, który miał dać człowiekowi wolność i królestwo. Jednak nie to materialne. Także kiedy nazywał się synem bożym, nie dodawał, że jest jedynym, a wręcz przeciwnie, zachęcał innych by idąc jego śladem stawali się tacy jak i on. By i oni byli synami bożymi, bo synem bożym jest każdy, kto postępuje we właściwy sposób.

Jezusa wielokrotnie się wybiela i nie zauważa jego negatywnych cech, albo co gorsza, przedstawia się je w pokrętny sposób, że niby są one dobre, jednak nie powinno się ich naśladować. Często wspomina się o tym jak Jezus porozwalał stragany kupców w świątyni. Właściwie był to dziedziniec świątyni, a nie miejsce, w którym dokonywano właściwych modlitw - to całkiem istotny fakt zważając na to, co niedługo powiem. Historia ta jest przedstawiana jako bardzo pozytywna, chociaż ja tak do końca nie wiem dlaczego. Nie dostrzega się, że Jezus wpadł w szał. Niewielu zauważa, że dla ludzi, których zaatakował to była ich praca i sposób utrzymania. W tamtych czasach i okolicznościach to było coś zwykłego, to był jeden z aspektów religii. Niewielu też pragnie go w tej kwestii naśladować, a przecież w wielu kościołach są sklepiki z dewocjonaliami i pamiątkami. I to nie przed miejscem przeznaczonym na modlitwę, ale dokładnie w tym samym pomieszczeniu. Nikt jednak nie niszczy ich i nie bije osób sprzedających. Nie sądzę też, że władze kościelne uznałyby ten czyn za chwalebny. Byłby to wandalizm, napaść, pobicie, i pewnie jeszcze kilka innych paragrafów by się znalazło. Ostatecznie tłumaczenia winowajcy uznane by zostały za obrazę uczuć religijnych i nienawiść religijną.

Jezusowi mimo nawoływania do miłowania bliźniego i nie potępiania grzeszników, często zdarzało się potępiać pewne grupy ludzi. Faryzeusze i uczeni w piśmie nie mieli z nim lekko. Gdy wolał plemię żmijowe, to zapewne też nie miał nic miłego na myśli. Także i jego wiara nie była zawsze twarda jak skała. Na krzyżu wołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15,34) - nawet w jego przypadku cierpienie i ból na chwilę przezwyciężyło wiarę i nadzieję. Jego czyny są zrozumiałe, o ile był człowiekiem.

Napisałem to jednak nie tylko po to, by udowodnić, że Jezus był człowiekiem i tylko człowiekiem, ale przede wszystkim, by pokazać jak wielki zysk płynie z tego, że był właśnie człowiekiem.

Bóg jest niedościgniony. Próba naśladowania Boga nie tylko skazana jest na niepowodzenie, ale jest też mało logiczna, wręcz głupia. Wprawdzie niektórzy uznają, że papuga, która potrafi powtarzać zasłyszane słowa umie mówić, konia można nauczyć liczyć, a małpę nauczyć bycia człowiekiem, ale żadne z tych zwierząt nawet nie zbliża się do bycia człowiekiem. Co istotne, takie próby są sprawami ambicjonalnymi ludzie którzy je podejmują, dla zwierząt jest to sprzeczne z ich naturą. One nie mają potrzeby bycia ludźmi, bo nimi nie są, i każda próba zmieniania ich w coś, czym nie są, wywołuje dla nich więcej szkody niż pożytku. Podobnie jest z człowiekiem. Może on wprawdzie jak papuga lub małpa naśladować Boga, ale nie może być Bytem Najwyższym. Takie próby są śmieszne i sprzeczne z ludzką naturą. Jeśli zatem Jezus byłby Bogiem, jedyne co możemy, to modlić się do niego i czcić go. Tylko tyle.

Jeśli Jezus byłby Bogiem, to wszystko, co dokonał w ludzkim ciele jest niczym. Pomyśl sobie, że ktoś kto stworzył świat w sześć dni, ktoś kto stworzył człowieka, ktoś kto potrafił spowodować potop, który zniszczył prawie całe życie na ziemi, ktoś kto jest dawcą życia i śmierci, ogranicza się do robienia drobnych przysług dla jednostek i jeszcze liczy na podziw w związku z tym. Czym bowiem jest jakieś rozmnożenie pokarmu, jakieś uzdrawianie pojedynczych ludzi, czy jakieś chodzenie po wodzie, dla kogoś kto jest w stanie robić to na masową skalę, kto jest w stanie dać moc swojemu słudze, aby rozstąpiło się morzę, albo żywić cały naród manną, dzień w dzień.

Czy taki Bóg w ludzkim ciele może chorować, czuć samotność, żal, martwić się? Przecież jest Bogiem, jeśli może stworzyć człowieka, to zmniejszenie samotności lub cierpienia o kilka procent nie jest dla niego żadnym wysiłkiem. Kiedy ma świadomość że jest Bogiem, wie że zmartwychwstanie, wie że nikt nie może go zranić, ani uczynić mu żadnej poważnej krzywdy, z którą by sobie nie poradził. Bóg nie odczuwa strachu ani zwątpienia. Wszystko, co czyni przychodzi mu bez wysiłku i komplikacji. Zawsze mu się udaje. Nawet samo zmartwychwstanie nie jest niczym nadzwyczajnym, jeśli dokonuje go Bóg. To przecież Bóg, dla niego takie rzeczy są na porządku dziennym. On może wywołać zmartwychwstanie wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli, czym wobec tego jest jedno marne ciało?

Jednak gdy ten Nazarejczyk nie jest Bogiem, to co wtedy? Bo jeśli jego wiedza, mądrość i moc czynienia cudów nie były mu dane wraz z narodzeniem. Co jeśli nie został on wybrany do tej misji jeszcze przed poczęciem? Wtedy oznaczałoby to, że był człowiekiem, a to kim był, to jaki był i co czynił, było wynikiem jego pracy.

Co się dzieje, jeśli Jezus był tylko człowiekiem? Oznacza, że jeśli zechcesz to możesz osiągnąć podobny poziom rozwoju, że człowiek może być uduchowiony, posiadać mądrość i moc mogącą uzdrawiać. Oznacza to, że możesz mieć dobry kontakt z Bogiem, że możesz robić wiele dobrego, a mimo to mieć wady. Możesz się wściec czasem, może cię ponieść lub możesz stracić cierpliwość. Może ci się zdarzyć zgrzeszyć, a nawet na chwilę zwątpić w to, co robisz. Wolno ci nawet stracić wiarę, gdyż to nie czyni cię gorszym nawet od Jezusa.

Tak długo jak Jezus jest dla Ciebie Bogiem, tak długo jest miedzy wami dystans nie do pokonania. Gdy staje się człowiekiem i tylko człowiekiem, nie tylko jest kimś, kogo można naśladować, kogo można zrozumieć i kto może być ci bliski, jest także drogą, która możesz podążać, jest kimś kim możesz się stać i jest kimś całkowicie realnym. Kimś, kto żył i walczył ze zwykłymi ludzkimi problemami, słabościami i pragnieniami. Kimś takim jak Ty. I skoro on sobie dawał radę, skoro on mógł wzrastać i stać się kimś z takimi, a nie innymi poglądami, kimś kto żył tak a nie inaczej, to możesz to zrobić także i Ty.

Jezus był tylko człowiekiem, niedoskonałym i grzesznym, ale walczył z tym mimo, że żył w czasach i miejscu, które nie sprzyjały takiemu myśleniu i postępowaniu. Ty żyjesz dwa tysiące lat później, w lepszych i łatwiejszych czasach, z lepszym dostępem do wiedzy, i większymi możliwościami by być, kim zechcesz. Masz lepszy start, wykorzystaj to!

 

 

Źródło: e-Drogowskaz