Biblioteki okradają autorów, ale e-booki ukradną biblioteki?

Zarzuca się bibliotekom żerowanie na autorach przez wielokrotne wykorzystywanie książek . Są jednak niezastąpione dla biednych i nałogowych czytelników. E-booki to utną?

 

Jakiś czas temu napisałem artykuł http://www.eioba.pl/a/30j2/kochane-czy-niechciane-biblioteki zaniepokojony projektem likwidowania bibliotek w Wielkiej Brytanii w związku z rozkwitem e-booków. Doszedłem wtedy do wniosku, że w Polsce biblioteki pełnią rolę szerszą niż tylko udostępnianie książek i dlatego nie należy ich likwidować.

dreamstime-1815545.jpg

Pozostaje jednak pytanie czy w bibliotece przyszłości będzie można wypożyczyć e-booka?

Myślę, że jednak nie z uwagi na jego specyfikę i poszanowanie praw autorskich. Można przymknąć oko na wypożyczanie książek papierowych, bo taka tradycja. Nasze biblioteki wypożyczają też często płyty z muzyką, audiobookami i filmami, chociaż to już jawne naruszanie cytowanych na nich praw autorskich. Nie powinno się więc tym bardziej wypożyczać e-booków. Jest też inny powód do tego - e-booki są stworzone do dystrybucji sieciowej i dystrybucja na trwałych nośnikach je okalecza.

Jak zatem udostępnić książki czytelnikom czytającym duże ilości książek?

Na pewno ogłaszane oferty promocyjne na darmowe i znacznie tańsze e-booki nie są wyjściem. Natomiast pewien pomysł leży w niesławnych "Klubach książki" organizowanych przez wydawnictwa i oferujące co prawda kolosalne rabaty, ale kosztem zmuszania czytelnika do zakupu chociaż jednej książki w kwartale czy w miesiącu. Jestem przekonany, że takie kluby powinny organizować sklepy internetowe oferujące szeroką gamę książek z wielu wydawnictw. Ich regulamin powinien być bardziej elastyczny np. w cyklu miesięcznym: w zależności od tego ile ebooków kupiłeś w ubiegłym miesiącu taki masz rabat w kolejnym. Na przykład po 1% upustu za jeden ebook z ograniczeniem do 50% upustu. To powinno zachęcić do czytania, a jednocześnie dać zarobić dystrybutorowi i wydawnictwu.

Jak zatem udostępnić książki czytelnikom ubogim?

Powinien powstać serwis oferujący bony czytelnicze różnym instytucjom: ośrodki pomocy społecznej, szkoły, fundacje itp. Fundatorzy kupowaliby bony różnych nominałów otrzymując je w postaci zdrapek lub kodów wysyłanych elektronicznie wprost na e-maile beneficjentów - jednorazowo lub cyklicznie. Ponieważ te instytucje dokonywałyby zakupów hurtowych, więc serwis stosowałby dla nich odpowiednie rabaty. Bony te mógłby realizować każdy chętny sklep z ebookami. Po wpisaniu kodu przez klienta sprawdzałby w serwisie bonów czytelniczych czy bon nie został już wykorzystany i rejestrował się jako jego beneficjent jednocześnie wydając klientowi ebooki odpowiedniej wartości z ewentualną dopłatą innymi środkami. 

A jak i za czyje pieniądze stworzyć taki serwis bonów czytelniczych?

Moim zdaniem powinna go stworzyć i prowadzić fundacja o profilu oświatowym i najpierw dystrybuować własne bony wśród beneficjentów, rozpropagować wśród sklepów sprzedających e-booki oraz honorować w serwisie. Później zaoferować bony innym podmiotom o charakterze dobroczynnym i sprzedawać bez prowizji traktując to jako działalność charytatywną. Jestem gotów pomóc w stworzeniu pierwszej wersji takiego serwisu i ewentualnym utrzymywaniu go przez pewien czas.