Bezpieczny alkohol

Jak szeroka jest granica pomiędzy towarzyskim, lub relaksowym piciem alkoholu a chorobą czyli alkoholizmem. Kiedy kończy się „bezpieczne picie”, a kiedy zaczyna nałóg?

 

   Bardzo często osoby nadużywające alkoholu nawet nie myślą o tym, że są potencjalnymi członkami AA. Kilka piw dziennie, czy dwa-trzy drinki nie kwalifikują przecież jeszcze do grupy alkoholików. Jak błędny jest stereotyp takiego człowieka. Przeważnie kiedy ktoś mówi ALKOHOLIK to ma na myśli kogoś z marginesu społecznego, osobę brudną, śmierdzącą, odrażającą, która zrobi wszystko „żeby się napić”.

   Jak często nie widzimy wokół siebie ludzi, którzy mają spore zadatki na alkoholika, ale są przecież NORMALNE.    Codziennie wstają do pracy, dbają o dom, o rodzinę. Zawsze zadbani, czyści, pachnący, ale wystarczy dokładniej spojrzeć w ich oczy i…

   Alkohol poprawia krążenie, pozwoli ukoić skołatane nerwy. Zimne piwko latem jest wręcz zbawienne. Tylko, kiedy ten niewinny wieczorny drink przestaje być takim niewinnym? Kiedy to niewinne zimne piwko przestaje być tylko napojem gaszącym pragnienie? Kiedy to niewinne wino przestaje być tylko dodatkiem?

   Wielu ludzi nawet nie zastanawia się nad tym. Jeżeli ktoś wypija codziennie kilka piw, to chyba to już nie jest niewinny napój. Jeżeli ktoś, po powrocie z pracy pierwszą czynnością, którą robi jest nalanie sobie „porządnego” drinka, to chyba to nie jest niewinny drink. Jeżeli ktoś często wypija sam całą butelkę wina, to chyba to nie jest tylko dodatek do obiadu.

   Są osoby, które muszą po pracy iść do knajpki i wypić kilka drinków, albo piw. Są osoby, które wolą pić w samotności, wieczorem kiedy wszyscy domownicy już pochowali się w swoich pokojach.

   Kiedy spotykam kogoś, dla kogo jedynym tematem jest narzekanie na brak pieniędzy, a widzę jak lekką ręką wydaje je na cztery piwka (na wieczór), to zastanawiam się co dla niego oznacza ta „bieda” o której mówi.

   Wypijając CODZIENNIE tego swojego niewinnego drinka,( a często nawet kilka), nikt nie zastanawia się nad tym, co ten z pozoru niewinny napój robi z jego organizmem. Nie zastanawia się, dlaczego pije; czy dlatego, że chce, czy dlatego, że musi się napić, a tu niestety jest bardzo cienka granica.

   Nie zdajemy sobie sprawy z tego jak ten drink, czy to piwo działa na nasz organizm. Niby wszyscy wiedzą, że alkohol szkodzi, ale jak może zaszkodzić taka szklaneczka, czy dwie, albo nawet czy trzy.

   Jeżeli musimy się napić, to spróbujmy pomyśleć o tym, że alkohol działa szkodliwie na nasz układ nerwowy. W pierwszej kolejności atakuje najbardziej wrażliwe ośrodki układu nerwowego, co doprowadza do zaburzeń: myślenie, logiczne rozumowanie, prawidłowy osąd. Upośledzona zostaje tzw. uczuciowość wyższa, właściwa tylko człowiekowi, która obejmuje etykę, moralność, poczucie więzi rodzinnych, międzyludzkich. Dochodzą do głosu instynkty, popędy i prymitywne zachowania.

   Alkohol powoduje zaburzenia akcji serca, gwałtowne rozszerzenie czy zwężenie naczyń krwionośnych. Krótkotrwałe zaburzenia akcji serca spowodowane przez alkohol nie pozostawiają śladów. Długotrwałe natomiast, spowodowane częstym (tu mam na myśli prawie codziennym) nadużywaniem alkoholu, doprowadzają do trwałych uszkodzeń.

   Narządem szczególnie narażonym na działanie alkoholu jest wątroba, w której odbywają się zasadnicze przemiany alkoholu. Wątroba jest jak garnek, w którym mieszają się wszystkie podstawowe procesy metaboliczne i odtruwające. Uszkodzenie miąższu wątroby może we wczesnym okresie nie okazywać się żadnymi dolegliwościami i zaburzeniami, jedynie zwykłe niestrawności, przepicia czy nieżytu żołądka. Często niestety się zdarza, że zgłoszenia się do lekarza oznacza już zmiany w wątrobie, które  mogą być tak daleko posunięte, że aż nieodwracalne, mimo tego, że wątroba ma ogromne zdolności regenerujące.

   Osoby uzależnione od alkoholu często mają zmiany charakterologiczne, manifestujące się między innymi obciążeniem  tzw. uczuciowości wyższej. Dla zdobycia alkoholu osoba chora (alkoholik) jest gotowa zaniedbać rodzinę, popełnić nadużycia, czy dopuścić się przestępstwa. Sprawia takie wrażenie, że obce są mu takie uczucia jak wstyd. Przestaje liczyć się z opinią publiczną, traci poczucie odpowiedzialności, staje się nieuczciwa, nieobowiązkowa.

   Kolejnym etapem są zaburzeniami pamięci oraz bardzo często zaburzenia zainteresowań, myślenia, szybkie męczenie się pracą umysłową, znacznie oporna koncentrację uwagi a także zwiększona drażliwość, trudności w opanowywaniu agresji i zmienność nastroju.

   Czy ten z pozory niewinny drink wypijany codziennie, czy te niewinne kilka piw nie są przypadkiem bramą do choroby, która może się zacząć nasilać, a z której tak łatwo się niestety nie można wyleczyć?