JustPaste.it

                                            

Znalezione obrazy dla zapytania young man in hospital bed

                                                                     

 

Starałem się w tym roku polegać tylko na własnych siłach, nie angażując w to żadnych stron trzecich. Mam wtedy większą pewność co jest  wtedy w jedzeniu, a ile mięsa, pizze nie są dla mnie problemem, tak kwestia tortu nadal nim pozostanie. Już łatwiej złożyć meble z Ikei niż walczyć z tym gównem. Zmarnowałem prawie całą wytłaczankę jajek, zastraszyłem piekarnik że go wymienię na nowy jak znowu zrobi z ciasta zakalec, a jedyne co z tego mam to syf w całej kuchni i trzy worki śmieci.

Chciałem jakoś zaimprowizować, ale z moimi zdolnościami kulinarnymi prędzej wysadzę cały blok niż przyrządzę coś słodkiego i jadalnego. Było już za późno by zakupić jakiś dobry placek, a tym bardziej tort po którym nie rozsadzi dupy w kiblu lub czegoś innego. Grypa żołądkowa to ostatnia rzecz jakiej mi było potrzeba, a już i tak rozpętałem tutaj niezły poligon. Gorzej już być nie mogło...

Zacząłem pomału ogarniać kuchnię dziękując w duchu za wynalazek jakim jest zmywarka bo jakby przyszło mi myć cały ten bajzel ręcznie to bym chyba w depresję popadł. Przy moim szczęściu odpływ by zatkało, uszczelki wywaliło i musiałbym szukać ,,kreta'', albo hydraulika, którego usługi są droższe od zielono-nożnej , szczęśliwej kury, która żarła na śniadanie kawior i robi złote jajka...

Starałem się ze wszystkich sił by ten dzień był wyjątkowy i różnił się od poprzednich. By pozostał na zawsze w pamięci, tak by na samo wspomnienie pojawiał się jej uśmiech na twarzy.  Niestety nawet temu nie jestem w stanie sprostać.

Może tak na prawdę nie dojrzałem do roli ojca? Nawet nie wiem czy dobrze ją wychowuję skoro przez całe życie nie miałem autorytetu. Moja praca jest wymagająca , ale staram się być jak najczęściej w domu dla niego, ale czy to wystarcza? Czy moje nie udane związki będą miały wpływ na to jak będzie postrzegała miłość? Czy będę umiał spojrzeć jej w oczy, a przede wszystkim sobie jak coś spieprzę? 

Usłyszałem pukanie na które wcześniej nie zwróciłem uwagi będąc przekonanym, że to Alex przewala jakieś swoje rzeczy w pokoju, robiąc przy tym większy hałas niż zwykle, ale nagle wszystko ucichło, a po domu rozbrzmiał głośny dzwonek do drzwi. Mokra szmatka sama wypadła mi z rąk wprost do miski z płynem do podłóg, rozpryskując wszystko na około. Przekląłem pod nosem i nie wiele myśląc, wytarłem dłonie o spodnie, spoglądając nerwowo na zegarek na lewej ręce, kierując się  jednocześnie w stronę wyjścia z domu, ale stanąłem jak wryty, kiedy mój mózg zarejestrował jaką godzinę pokazują wskazówki. 

Dwunasta....

Za wcześnie....

- Otworzę!- krzyknęła moja córka, wybiegając z pokoju w niewiarygodnie szybkim tempie, doskakując do klamki. - Idź tata się przebierz bo jesteś brudny i śmierdzisz jak spalone tosty. -  i jak gdyby nic, przekręciła zamki w drzwiach, otwierając je na oścież, uśmiechając się przy tym szeroko, ale zaraz jak za pstryknięciem palca, przygasła, zmarszczyła brwi, robiąc przy tym niezadowoloną minę.

- Mówiłam ci, że cię nie lubimy! Po co przyszłaś lafiryndo!? Będziesz jeszcze psuć serduszko taty? Pójdziesz sobie znowu jak ci się znudzimy? Zostawisz mnie jak mama! Tata przez ciebie płakał i nie chciał mnie przytulać. Idź sobie! Jesteś zła!- tupnęła nogą, krzyżując ręce.

- Alexandra!- upomniałem córkę, podchodząc do niej powoli i kucając. Byłem przeciwnikiem patrzenia na dzieci z góry co według mnie mogło tylko pobudzać złe emocje i wewnętrzny nie pokój.  Będąc na równi spojrzeniem możemy więcej wyczytać z twarzy, ale także pokazujemy małym ludziom, że traktujemy ich poważnie, liczymy się z ich zdaniem, a nie mamy poważeniu lub co gorsza lekceważymy dla swojego świętego spokoju. - Nie wolno używać takich słów. Rozmawialiśmy już o tym. Ciocia i wujek  nie są przykładem do naśladowania. Bez względu na to czy kogoś lubimy czy nie, nie wolno go obrażać czy wyzywać. Druga osoba też ma uczucia, a swoim wywodem możemy komuś sprawić przykrość.- używałem cały czas spokojnego tonu głosu, aczkolwiek była w nim nuta stanowczości. - Co teraz powinnaś zrobić?

- Ale...

- Skarbie...

- Przepraszam- wypluła te słowa, stając pewniej na nogach. - Idę szykować się do ślubu, ale mam cię na oku. - wskazała na swoje oczy, poprawiając szelki sukienki, sapiąc dziwnie, po czym ostentacyjnie tupiąc zniknęła za drzwiami swojego pokoju. 

Wyprostowałem się, kręcąc głową, po czym delikatnie uśmiechając, odwróciłem się do przybyłej postaci, czując jak oddech nie może wydostać mi się z płuc. Wiedziałem, że ten moment kiedyś nadejdzie, ale nie sądziłem że tak szybko. Chciałbym móc powiedzieć, że nic nie czuję, ale to mijałoby się z prawdą, a dojrzałem na tyle by w końcu zacząć myśleć o sobie, a nie o innych... 

Kogo ja chcę oszukać? Wszystkie postanowienia i tak pójdą w cholerę, a na końcu oberwie mi się za wszystkich...

Obraz zaczął mi się zamazywać, gdzieś w oddali dochodziły do mnie dźwięki podniesionych głosów i dziwne miarowe brzęczenie. Czułem się zagubiony, nie mogę uciec przed coraz jaśniejszym światłem. Nogi jak z waty, lub nawet gorzej. Grzęzną jak w błocie przy każdej próbie choćby pod skoku. Rozglądam się w panice za córką, na tyle ile pozwala sztywny kark, ale wtedy widzę te zimne oczy o których chciałem zapomnieć. 

- Mówiłem że cię znajdę.

-Cześć Derek, jakieś problemy ze zdrowiem? Mogę skierować cię do mojego kolegi, bo niestety ty nie mieścisz się w przedziale moich pacjentów.- zmrużyłem oczy, klepiąc go po ramieniu, czując jak dosłownie krew zamarza mi w żyłach.

-Kurwa, nie pierdol tyle! Dawaj dziewczynę! Gdzie się ukryła ta suka!?- warknął, stając w samym przejściu. - A może tak wypróbuję twoją wychuchaną córeczkę? Cipeczka młoda, nieskarana...- nie było mu dane dokończyć, ponieważ sprzedałem mu cios prosto sam środek twarzy, łamiąc mu przy tym nos, który zaczął mocno krwawić.

- Zrób jej coś skurwielu tylko...- ostrzegłem stając pewniej na nogach. 

-Pożałujesz, że w ogóle się dziś obudziłeś, tak ci dowalę-warknął niskim głosem. Przyjąłem tę groźbę ze wzruszeniem ramion. Słyszałem o wiele gorszych obelg rzucanych w moją stronę. Grunt to nie dać wyprowadzić się z równowagi. Wróg tylko czeka byś okazał swoją słabość by móc w nią uderzyć. -Rozerwę cię na strzępy!- dodał, przybierając nową pozycję.

-Co ty powiesz? Skończmy z tymi uprzejmościami. A niech mnie! Wyrażasz się jak mała zbuntowana nastolatka.

- Tak ci zaraz przypierdolę że poczuje to całe twoje pokolenie!- warknął już na prawdę wściekły.

- Nie rozmieszaj mnie. W końcu ma być to poważna walka. 

Derek od razu zaatakował mnie prawym prostym. Uskoczyłem w bok, a on odwrócił się i natarł na mnie znowu. Wyglądało na to, że chciał mnie zabić, więc instynktownie przeszedłem na tryb autopilota. Kiedy podniósł kolano by mnie walnąć, ukląkłem i wymierzyłem mu cios prosto w krocze. Zatoczył się do tyłu i skulił od silnego bólu.

- O jej! Chyba cię zabolało. - zakpiłem, nie spuszczając go z oczu. 

-Ty sukinsynu!- ryknął na całe gardło. Był już naprawdę wściekły. Wyprostował się i zaatakował ponownie. Był dobry w walce, zdołał zadać mi parę ciosów, które mogłyby okazać się bolesne, gdyby nie adrenalina która krążyła teraz w moich żyłach. Była lepsza paliwem niż narkotyki, bo pozwalała zachować trzeźwość umysłu. Jednak drań nie umiał się dobrze bronić. Kiedy odsłonił twarz wykorzystałem być może jedyną okazję i walnąłem go z łokcia prosto w złamany nos,a następnie mocno kopnąłem w lewe udo. Zawył tak piskliwym głosem, że aż przeszły mnie dreszcze, ostudzając nieco mój zapał chęci dobicia tego popaprańca.

- Tato! - usłyszałem wystraszony głos swojej córki. 

Nie wiele myśląc ruszyłem w stronę jej pokoju. Nacisnąłem klamkę ostrożnie uchylając drzwi, nie chcąc jej uderzyć jakby stała blisko nich, a widok który tam zastałem utwierdził mnie tylko w tym jakim debilem byłem.

Jak czasem można się pomylić w ocenie osoby. Widzisz jedno, ale kiedy tylko uśpi twoją czujność, rzekomy przyjaciel jest gotów ugodzić cię nożem, patrzeć jak umierasz i żyć z twoją krwią na rękach jak gdyby nic się nie stało. Zabolało mnie to chyba bardziej niż zdrada mojej byłej. Nie mówię tutaj o bólu fizycznym, ale psychicznym.

- Joel...- tylko tyle dało radę wydostać się z moich ust.

                                                                      

Podobny obraz

                                                                                   

Otworzyłem oczy, gwałtownie wstając co spotkało się z cichą wiązanką przekleństw spowodowaną ogromnym bólem głowy. Moje ciało samoistnie opadło na twardą poduszkę, reagując intensywnie na każdy najmniejszy bodziec. Zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu starając się przypomnieć ostatnia zdarzenia, ale przez ciągłe krzyki mężczyzny stojącego przy oknie nie mogłem się skupić. Miałem ochotę zamordować gnoja, wyrzucić go przez okno, czy nawet utopić w kiblu byle tylko choć na moment usłyszeć ciszę. Gardło było w gorszym stanie niż papier ścierny. Przy każdej próbie wydobycia choćby jęknięcia z ust wydobywał się jedynie niezrozumiały szelest. Spanikowany zacząłem spoglądać na swoje ciało, dostrzegając jedynie bark i tors owinięty bandażem, złamaną rękę, a drugą okablowaną milionem kabelków. 

Alex...

Czy ona żyje...?

- I po to ci ona potrzebna? - spojrzałem na mężczyznę, którego knykcie pobielały na telefonie. -Trzeba czegoś więcej niż dziecko, żeby zmusić mnie na wolontariat. - zamknąłem oczy, przełykając ciężko ślinę.

Niewiele myśląc chwyciłem butelkę stojącą na małym stoliczku i rzuciłem w niego celując prosto w kark. Odczepiłem sobie kroplówki i inne ustrojstwa przyklejone do mnie wywołując ogromny pisk maszyn, które skutecznie wyłączyłem. Miałem ochotę zamordować gnoja, wyrzucić go przez okno czy nawet utopić w kiblu, ale skubaniec nawet w takiej sytuacji miał szczęście. Ledwo stoję na własnych nogach, nie mówiąc już o jakimkolwiek wysiłku. Choćbym nie wiem jak zagryzł zęby, jedyne na co było mnie stać do przypieprzenie mu drążkiem na kroplówki. 

- Zaufałem ci... wpuściłem do własnej rodziny- czułem rozgoryczenie, zaciskając mocniej dłonie na zimnej, metalowej rurze. - Nie łatwiej było podpalić mój dom w nocy, albo podstawić bombę pod samochodem? Tak cię to szczyci ? Lubisz patrzeć jak twoje ofiary cierpią!? - zaśmiałem się nie przyjemnie, odstawiając ,,niebezpieczny'' przedmiot na swoje miejsce. - To ci się kurwa udało!. - rozłożyłem ręce. - Zajebiście to sobie zaplanowaliście, nie powiem.- zacząłem klaskać.-  Uwierzyłem w każde twoje słowo. Muszę przyznać ci, potrafisz wciskać bajerę bez zająknięcia, ale skończ tą szopkę Joel. Nie musisz już udawać mojego przyjaciela. - spuściłem głową, spoglądając zaraz na niego bez żadnych emocji. - Moja córka cię kocha tymczasem jej książę okazał się diabłem. Kto by pomyślał? Czasem wygląd idzie z charakterem i duszą człowieka... Ile za nią dostałeś ? - miałem łzy w oczach. - A może ją zabiłeś? Dlaczego nie na moich oczach, co? Przecież zadałbyś mi więcej cierpienia, prawda? - stałem już blisko niego. 

- I pomyśleć, że to ja kiedyś miałem zlecenie na twojego braciszka...- urwałem podchodząc do telefonu, który wibrował w maleńkiej szufladce. Odsunąłem ją, wchodząc w wiadomości, zamierając z palcem w powietrzu. Znajdowało się tam zdjęcie nagiej Alex przywiązanej do łóżka. 

- Ty gnoju - poczułem falę gniewu napływającą do całego organizmu. - Sprzedałeś ją do burdelu. - zacisnąłem pięść na włosach, czując jak serce zaraz wyrwie mi się z piersi. Chciałem zadać mu cios, ale to spotkało się jedynie z bólem żeber i gwałtownych wciąganiem powietrza przeze mnie - Ja pierdole, nawet przypieprzyć ci nie mogę. - czułem jak warga mi drży na widok wystraszonej twarzyczki córki. - Wynoś się stąd Joel. - szepnąłem, będąc na granicy wytrzymałości. - No co stoisz jak słup soli! Wypieprzaj z tej sali! - cisnąłem telefonem w ścianę nad jego głową. - Idź się upij do baru i szukaj kolejnej nędznej duszy. 

---------------------------------------

Znalezione obrazy dla zapytania man cry