Antynikotynowy szał

Na świecie trwa antynikotynowa krucjata. Pęd do zdrowia coraz mniej ma jednak wspólnego ze zdrowym rozsądkiem

 

Przemysław Ziemichód


Powszechnie wiadomo, że palenie szkodzi. Powszechnie wiadomo też,że ministerstwo zdrowia winno utrwalać w społeczeństwie właściwie postawy. Kampanie antynikotynowe, darmowe badania to tylko część tzw.profilaktyki zdrowotnej. Okazuje się jednak, że równie dobrym sposobem na wychowanie zdrowego społeczeństwa jest jego penalizacja.


Zupełnie nie dziwi fakt, że rządy coraz większej ilości krajów podejmują kolejne „antynikotynowe” inicjatywy.Walka ze śmierdzącym nałogiem weszła w kolejną fazę. Oprócz tradycyjnych kampanii odstraszająco-zniechęcających pojawiają się znacznie śmielsze próby zmian w prawie zakazujące palaczom coraz większej ilości rzeczy.

Zanim jednak przejdę do opisu tego zjawiska warto zatrzymać na moment aby zapoznać się z ogólnym rysem tego „antynikotynowego zrywu narodów”

Znamiennym chyba jest to, że jeszcze na początku lat '90 głównym problemem zdrowotnym cywilizowanego świata miało być uzależnienie od wszechobecnych narkotyków, a co za tym idzie rosnąca ilość zakażeń HIV/AIDS.

Po kilku latach bezpardonowej, i trzeba otwarcie przyznać- często głupiej kampanii informacyjnej problem narkomanii przestał być obecny przynajmniej w medialnym dyskursie. Obecnie problem tego samego typu dotyczy nikotyny.

Choć nie tak groźny, w skutkach główny składnik dymu papierosowego,każdego roku jest przyczyną śmierci ponad 5mln ludzina świecie. Nie dziwi,więc roznąca ilość sankcji nakładanych napalaczy.

Jednym z najbardziej restrykcyjnych krajów świata jest Nowa Zelandia, gdzie palić można jedynie w domu.

Od nikotyny wolne są nie tylko szpitale, wszelkie miejsca publiczne, lokale ale także sztuka i kultura. pokazywanie palenia zabronione jest w filmie, teatrze a nawet operze.

Jak wieść niesie, taka forma cenzury funkcjonuje zresztą całkiem dobrze.


Niedawno, bowiem wystawiono beznikotynową wersję Carmen


(mimo, że główna bohaterka pracuje w fabryce cygar).Nieco mniej restrykcyjne od Nowej Zelandii okazały się władze Nowego Jorku, które jednak na długo przed krajami europy wprowadziły całkowity zakaz palenia w lokalach zamkniętych. Zakaz ten znany jest głównie z inicjatywy pomysłowych restauratorów, którzy wymyślili, aby przyrządzać potrawy z dodatkiem nikotyny. Dodany do dań liść tytoniu smaku podobnież nie zmienia,ale tak przygotowany posiłek zaspokajać ma również nikotynowy głód.

Europa, jednak okazuje się nie być na tym polu wiele gorsza.

Od 2002 roku, o czym mało kto wie, obowiązuje całkowity zakaz palenia na terenie Watykanu. Jeśli zaś chodzi o kraje członkowskie UE, to papierosa napewno nie zapalimy już spokojnie w Irlandii (od listopada 2005 nie wolno palić w żadnym pubie restauracji etc.),Anglii ( od lutego 2006), Włoszech (we wszystkich lokalach zamkniętych, z wyjątkiem tych, które otrzymały pozwolenie) Hiszpanii (analogicznie jak w przypadku Włoch od grudnia 2005) oraz od lutego tego roku we Francji. W większości krajów Unii, chyba za wyjątkiem liberalnych Niemiec palenie obwarowane jest licznymi sankcjami. Najbardziej jednak dotkliwymi są stale rosnące ceny papierosów. Obecnie w krajach takich jak np. Anglia za paczkę papierosów przyjdzie nam zapłacić nawet powyżej 25zł.

Tego typu sytuacja dała podwaliny pod rozkwit dopiero raczkującej w Wspólnocie Europejskiej gałęzi przemytu jaką jest


kontrabanda wyrobów tytoniowych.


Obrońcy zdrowego stylu życia, zapewne nie zdają sobie sprawy,jak ogromne pieniądze każdego roku, trafiają w ręce przemytników papierosów, głównie ze wschodu.

Warto, również pamiętać, że wyroby te, przemycane głównie z Ukrainy, Rosji i Rumunii charakteryzują się z reguły nie tylko zabójczą dawką nikotyny, ale także substancji smolistych i wielu innych, być może nawet groźniejszych związków.

Kolejną grupą interesu, która na obecnej sytuacji zyskuje wiele są producenci wszelkiego rodzaju farmaceutyków pomagających w walce z nałogiem. Nie można, z całą pewnością.zapominać o tym że Koncerny produkujące "leczniczą nikotynę"stanowią w skali kraju ogromne lobby, które łatwo skóry nie sprzeda. I co za tym idzie presja wywierana na rządyposzczególnych krajów w kwestii ustawodawstwa antynikotynowego będzie tym większa, im większy będzie potencjalny rynek zbytu przeróżnych plasterków i gum do żucia. Być może niedługo doprowadzi to do absurdu uzależnienia od gum nikotynowych.

Oprócz czynnych i biernych palaczy zaczniemy rozróżniać jeszcze czynnych przeżuwaczy i plasterkowiczów, których nie będą mogły dosięgnąć żadne sankcje do czasu aż nie będą oni szkodzić innym.

Jednak wciąż mocnym argumentem stojącym po stronie przeciwników palenia jest fakt, że

za problemy zdrowotne palaczy płaci całe społeczeństwo.

Wysoka akcyza na papierosy i inne wyroby tytoniowenie pokrywa w całości kosztów leczenia,szczególnie chorób przewlekłych.

Warto pamiętać ,że 90% przypadków raka płuc dotyczy właśnie osób palących. Niemniej odbierania palaczom prawado operacji w państwowym szpitalu (tak, jak wkrótce w Wielkiej Brytanii) jest już daleko posuniętym absurdem, który można jedynie oprotestować. Nikt, bowiem, (mam przynajmniej nadzieje) nie próbuje stosować podobnych sankcji dla otyłych, czy amatorów czekolady, którym, jak wiemy, zdrowie również nie dopisuje. Mimo, że jestem osobą niepalącą i w dodatku zagorzałym przeciwnikiem nałogowego palenia, to będę pierwszym, który oprotestuje całkowity zakaz palenia w lokalach zamkniętych. Nie widzę, bowiem ,powodu dla, którego nikotynizm ma schodzić do podziemia, tylko z  braku przystosowań dla palaczy w pubach i restauracjach. Restrykcyjne ustawy winny zatem dotyczyć odpowiedniego dostosowania lokali w taki sposób, aby utworzyć część zarówno dla palaczy, jaki niepalących osób. Obecnie, przynajmniej w Krakowie, lokale posiadające tego typu rozróżnienie można policzyć napalcach jednej ręki. Nie zabraknie nam też palców doliczenia tych, w których palić nie wolno wcale.

A szkoda. Bo właśnie od tego należałoby cała batalię rozpocząć.

Nie karać palaczy a wyznaczaćim enklawy wycięte z przestrzeniżycia publicznego, nie sankcjonować palenia a dyskutować o jego ogromnej szkodliwości. Nikt nie zaprzeczy, że argumentów w takiej dyskusji przeciwnikom palenia nie zabraknie. Promować zdrowy tryb życia a nie potępiać osobistych wyborów.

Jest to bowiem temat, który nie ogranicza się tylko do samego zdrowia palaczy i niepalących.

I o ile zupełnie nie dziwi mnie, zakaz palenia na przystankach autobusowych, w kinach, biurach etc. to o tyle pojawianie się coraz surowszych obostrzeń w prawie państw unii europejskiej zaczyna być niepokojące. Nie jest już poddawany w wątpliwość sens dominacji palącej mniejszości nad resztą społeczeństwa, ale podstawowy kanon wolności obywatelskich, który zaczyna być coraz brutalniej - i skądinąd nieświadomie - gwałcony w dobrej wierze.

Nie tylko Zjednoczona Europa, ale także cały światem stoi przedpoważnym dylematem.

Jest to bowiem wybór między często wątpliwym urokiem siwego dymka a gwarantem podstawowych wolności obywatelskich, o które coraz głośniej będą dopominać się palacze.


źródła :

1.) Agnieszka Jędrzejczak Totalny zakaz palenia! - Przekrój,Maj 2006

2.) Anglia świętuje wolność od papierosowego dymu! ,

http://pl.help-eu.com/pages/fic-actu-3-3-14-ALL_THE_NEWS.html

3.) Hiszpański parlament zakazał palenia w miejscachpublicznych, Gazeta Wyborcza, Grudzień 2005

4.) Palenie na NIE http://www.zieloni.osiedle.net.pl/palenie-papierosow.htm

 

 

 

Przedruk z bloga autora : www.wujeknab.blog.onet.pl