Andrzej Sapkowski - "Żmija"

Ostatnia powieść Andrzeja Sapkowskiego w krótkiej recenzji bez niepotrzebnych odsłon fabularnych.

 

 

Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od północy od bramy Powroźniczej... - te bardzo dobrze znane słowa rozpoczynają cykl składający się z dwóch tomów opowiadań i pięciu tomów sagi poświęconych Geraltowi z Rivii, wiedźminowi. Koniec świata w Roku Pańskim 1420 nie nastąpił. Ale i tak było wesoło. - w skrócie, tak właśnie wprowadza nas Sapkowski do świata Trylogii Husyckiej. W pierwszym przypadku otrzymaliśmy opowieść, która porywa ze sobą czytelnika, i która nie pozostawia go obojętnym, tak jak obojętnym nie może pozostać jej główny bohater. Druga opowieść jest może mniej porywająca przygodą, natomiast bez wątpienia jej walory artystyczne nie odstępują swemu poprzednikowi, ba, możemy posmakować historii i bardziej wyrafinowanego humoru. Ale jak w zestawieniu z Geraltem z Rivii i Reinmarem z Bielawy wypada Lewart z Polski i jegi przygoda? Krótko mówiąc: Lewart to "pierdziwor", "fafuła" i "dupa wołowa"; autor umieścił go w latach osiemdziesiątych w Afganistanie, który to kraj dziwnie kojarzy się z wioskami odwiedzanymi w sadze wiedźmińskiej. Mudżahedini przedstawieni w Żmii podobni są do karczemnych starców, a do ich umiejętności zaliczają się bełkotliwe: Allah u akbar! i zacięta obrona własnej ziemi. Z drugiej jednak strony taki wizerunek wrogów wojsk radzieckich odpowiada perspektywie głównego bohatera, dla którego ta wojna nie ma większego znaczenia, bowiem Paweł Lewart, Rosjanin o polskiej mentalności skupia swą uwagę na zakazanym owocu, na tytułowej żmii.

 

fa448c6c53244cc5a052e6238f20e92a.jpg

 

Andrzej Sapkowski przyzwyczaił nas do barwnych i zabawnych przygód, postaci, zachowań i sytuacji. W przypadku nowej powieści pojawiły się te oczekiwane elementy w dawce podobnej żołdowi Lewarta. Przy lekturze Żmii czekają nas akcja, bitwy, śmiech, zagadka, podróże w czasie, niewiadoma i wiele innych przyjemności, w tym zakończenie w stylu AS'a. Nie otrzymamy jednak cudownych świecidełek i przyjemnego chędożenia, a bród, głód, śmierć i inne przymioty wojny. Abyśmy nie popadli w przygnębienie, autor ukarze jeszcze naszej wyobraźni to, co niesie ze sobą każda wojna i co czytelnikowi przygnębiającym zapewne się nie wyda.

Podsumowując, Żmija to kolejny komentarz rzeczywistości ukryty w odległym dla większości nas świecie, jaki otrzymujemy od Sapkowskiego. Ale jest to także powieść powodująca dialektyką odczuć; proza na wysokim poziomie pozwalająca smakować pełnię jej artystycznych walorów z fabułą skromną, oszczędną, przez co nie sposób oddać się bez zahamowań światu autora; sprowadza się Żmija bowiem do jednego i niepodważalnego stwierdzenia: książkę przeczytać warto, bo dobra literatura w las nie uchodzi. A tym, którzy zadają sobie pytanie:

- Czy to spadek formy AS'a?

odpowiadam cytatem z Narrenturm:

-"Ech, na Boga! Cichajcież! Toż to, wypisz wymaluj, waldenskie i begardzkie gadanie. Grzech!"