Afera taśmowo-podsłuchowa

Politycy myśleli, że to my będziemy żyli w klatce, a wyszło na to, że nie my, tylko oni ...

 

...

Nie jest to pierwsza i z całą pewnością nie jest to ostatnia afera podsłuchowa. -  Mleko się rozlało.

Taki mamy klimat.

 

To dzieje się w czasach, gdy młodociani hakerzy bez większych problemów kradną bazy danych osobowych z portali, a kradzieże pieniędzy z banków, w których narzędziem przestępstwa jest internet zrobiły się niezwykle popularne.

 

Banki robią co mogą, żeby informacje o włamaniach na konta zepchnąć na drugi, albo trzeci plan. Ukrywają informacje przed klientami, którzy często dowiadują się o zagrożeniu ze znacznym opóźnieniem. Wolą zostawić w spokoju bezkarnych złodziei niż dopuszczać do powielania informacji na temat dziurawego oprogramowania. Straty przerzucają na klientów, czy to bezpośrednio na poszkodowanych, rzekomo samych sobie winnych, czy to na ogół klientów poprzez różne sztuczki w rodzaju wprowadzania znienacka opłat, o których dowiadujemy się dopiero wtedy, gdy już ponieśliśmy dodatkowe koszta.

Plagą są ataki na strony internetowe, zasypywanie spamem, blokowanie dostępu, podmiana informacji i innych treści, również stron rządowych i tych należących do wielkich korporacji. To umie dziś robić hakerskie przedszkole, no może podstawówka.

 

Eksperci, tacy jak ci z WikiLeaks, już dawno ukradli oprogramowanie stosowane do kontrolowania internetu przez służby specjalne, Google, czy Microsoft.

Mało że ukradli. Udoskonalili je i mają lepsze narzędzia do szpiegowania. Podsłuchują, podglądają i wyprowadzają kopie danych i maili na swoje dyskietki. Jeżeli ktoś myśli, że szyfrowanie pomaga w zachowaniu tajemnicy, to głęboko się myli. Tak było, dziś już nie jest.

Jest takie bardzo znane w kryptologii twierdzenie: - Jeżeli dwie osoby znały jakąś tajemnicę, to ta informacja pozostaje tajemnicą pod warunkiem, że jedna z tych osób nie żyje.

Skończyły się szyfry nie do złamania. Specjaliści od łamania szyfrów są o kilka długości do przodu. Ktoś kto uważnie śledzi wydarzenia polityczne nie powinien mieć co do tego wątpliwości.

 

Co nas czeka?

Kilkanaście lat temu sieć została udostępniona zwykłym ludziom, między innymi, a może głównie dlatego, żeby móc, z czasem, śledzić każdy ich ruch.

Teraz stało się to, co można było od samego początku przewidzieć z łatwością. Każda akcja wywołuje reakcję. Żaden uczony jeszcze nie znalazł wyjątku (cudu), który nie spełniałby tego fundamentalnego prawa przyrody.

Prawo to zrealizuje się w klasyczny sposób: Od „miecza” zginie ten, kto zaczął produkować „miecze” do szpiegowania niewinnych ludzi.

 

A co będzie potem? Jak zawsze. Potem nastąpi chaos. Trzeba się do tego przygotować. Natura zawsze wychodzi z chaosu. Matematycy mają już proces wychodzenia z chaosu dosyć  dobrze rozpracowany. Jest to teoretyczna matematyka. Na razie. Teoretyczną pozostanie, ale już niezbyt długo.

 

Przeczytaj: >>> Powszechna inwigilacja za 10 lat

 

Adam Jezierski

 

...