━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Przewróciłem oczami na pierwszą część jej wypowiedzi. No tak, moja wina, moja, bo dlaczego by nie. Już i tak robię za 'tego złego' więc jedna zawalona robota w tą czy w tą nie zrobi mi większej różnicy. Z drugiej strony miała rację. Trochę wyszliśmy z wprawy jeśli chodzi o szkolenie nowych wilkołaków. Na drugą część zareagowałem unosząc wyżej brwi w geście zdziwienia. Mieszka tu ad lat i ja nic o tym nie wiem? Chyba wybiorę się na kilkudniową przechadzkę po lesie. Nie lubię takich gości, a już szczególnie na moim terenie. - Las lasem. Z łatwością mogłaś mnie wywęszyć i uciec. - coś mi w niej nie pasowało, tylko jeszcze za bardzo nie wiem co. - Coś ci tym razem nie wyszło z tym 'nie wychylaniem się' - Jednak i na rozgryzienie jej przyjdzie odpowiedni czas. - Trudno mnie zaskoczyć, ale przyznam, że tobie się to udało. Skutecznie... - prychnąłem nieznacznie. - Nie musiał. Doskonale wie co robić. - Deucalion, po paru przegranych bitwach postanowił zawrzeć z nami przymierze. Jednak mało kto o tym wie, i tym lepiej dla nas. Komentarz Kath puściłem mimo uszu i tak jak ona poczułem, że ktoś się zbliża. Peter. Zawarczałem cicho, ale niekontrolowanie. Dziś już wystarczająco krwi mi napsuł. Szkoda, że rodziny się nie wybiera. Jego z chęcią bym się pozbył. - To była jakaś aluzja? - w moim głosie było dobrze słyszalne warczenie. Na szczęście dziewczyna wyszła. Dziś, to zdecydowanie nie jest dzień na pokojowe rozmowy. Chęć mordu wisząca w powietrzu stała się jeszcze bardziej przytłaczająca niż zwykle. 'Jeszcze cię znajdę Kath.' pomyślałem. Chociaż coś czułem, że to szybciej ona znajdzie mnie.

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━