JustPaste.it

WE BELONG IN BLOOD IX

wbibx.png

IX

 

20201012_214342.gif

 

 

Wilk uznał, że początek ich przygody w świecie wikingów nie wypadł w sumie najgorzej. No, może poza częścią, w której zostali uśpieni przy pomocy zatrutych strzałek i spętani niczym wieprze. Potem jednak było już tylko lepiej. Mieli ciepły i suchy kąt, co wziąwszy pod uwagę szalejącą na zewnątrz burzę, było zdecydowanie wielkim plusem i udogodnieniem. Do tego dostali całkiem niezły posiłek, po którym się pospali, przesypiając spokojnie kilka dobrych godzin. Pobudka była może i mniej przyjemna, bo dość głośna, jednak najgorsze miało dopiero nadejść. Najgorsze dla młodszego z braci, bo starszy miał perfekcyjnie opanowaną zarówno przemianę w wilka, jak i powrót do ludzkiej postaci, a właśnie tego oczekiwali teraz od nich zgromadzeni wokół wikingowie z jarl Sigrid na czele, którzy już zdążyli obejrzeć zawartość ich tobołka i oznajmić swoje stanowisko względem wilczych przybyszów. Powrót do człowieczych postaci był nieunikniony, jednak Sarrazin liczył, że zostanie im do tego zapewnione nieco prywatności.

Tak, jak było do przewidzenia, Nicolas w okamgnieniu zmienił swobodnie formę z wilczej na ludzką, zaś Aidena oblał zimny pot. Nie licząc pierwszych przemian jeszcze w dzieciństwie, nie przeobrażał się w niczyjej obecności. Poza jego przybranymi rodzicami nikt nie był nigdy świadkiem tego bolesnego i zdecydowanie nieprzyjemnego dla oczu i uszu procesu, nawet - a może właśnie przede wszystkim - małżonka. Świadomość, że miał to zrobić teraz, przed tymi wszystkimi ludźmi zestresowała go. Popatrzył bezradnie na brata, który już jako człowiek stał obok niego i któremu właśnie jeden z lokalnych podawał futro do okrycia się.

Po chwili powiódł spojrzeniem szarych ślepi po zgromadzonych. Przemiana starszego z synów Amona zrobiła na nich spore wrażenie, nie dało się ukryć. Dookoła rozlegały się pełne zdziwienia i niedowierzania szepty, ktoś przywołał imię Odyna, ktoś zaklął, kilka kobiet nie dało rady opanować emocji, wydając z siebie głośniejszej okrzyki zaskoczenia przemieszanego z podekscytowaniem. Aiden podejrzewał, że w tej chwili wiara tutejszych została nieźle wzmocniona. Jak jednak zareagują na to, co za chwilę stanie się z nim?

Chcąc nie chcąc, musiał w końcu się zmienić. Wśród zebranych dawało się wyczuć zniecierpliwienie a nawet lekkie powątpiewanie. Nie mógł dopuścić, by tutejsi choć na jotę zwątpili w ich domniemaną boskość, którą to musieli podtrzymywać przez cały czas pobytu w tym miejscu, a który to pobyt raczej nieprędko miał się zakończyć.

Żywił przy tym nadzieję, że stres skręcający mu żołądek w supeł nie spowoduje żadnych komplikacji i na koniec przemiany nie okaże się, że został mu się wilczy ogon, czy pazurzasta łapa zamiast którejś z rąk.

Wilk położył się w trawie i zamknął ślepia, skupiając się. Potężne cielsko naprężyło się, grzbiet wygiął, a porastająca go ciemnobrązowa sierść zafalowała i pasami zaczęła rzednąć, zupełnie jakby cofała się z powrotem pod skórę, pozostawiając po sobie krótkotrwałe, swędzące uczucie, zaś jej miejsce zastępowało już zwyczajne, ludzkie owłosienie. Z gardła lykana wydobył się charkot, gdy kości zaczęły się rozprostowywać, a zwierzęce muskuły zmniejszać do normalnej wielkości. Wilczy pysk i szczęki z trzaskiem wracały do poprzedniego wyglądu i ułożenia. Czuł jak zęby wsuwają się na powrót w swoje miejsca w dziąsłach, co było jednym z boleśniejszych etapów. Pazury zatrzeszczały cofając się, łapy poczęły formować się w palce zaciskające się kurczowo na źdźbłach trawy. Ogon również się cofnął, zostawiając po sobie nieprzyjemne odczucie bólu kości ogonowej. Mimo, iż młodszy z braci miał wrażenie, że to wszystko trwa wieczność, w rzeczywistości powrót do ludzkiej postaci zajął mu jakąś minutę, może półtorej, jak to zwykle bywało, gdy przebywał w zwierzęcym wcieleniu dłuższy czas.

Zduszone okrzyki i podniesione głosy przywróciły go do rzeczywistości. Powoli otworzył oczy i zamrugał kilka razy, by pozbyć się mącącej ostrość widzenia mgły. Nie zmieniał się ostatnio, więc odwykł. Całe jego ciało było obolałe, miał wrażenie, że nawet mózg go boli. Oddychał ciężko, starając się uspokoić i nie zwracać uwagi na szemrzący między sobą, przejęty tym, co zaszło tłum. Mięśnie początkowo odmawiały współpracy, więc dalej klęcząc jedynie splunął krwią, brudząc czerwienią zieleń trawy. W końcu jednak się podniósł, powoli stając na nogach przy akompaniamencie cichego trzeszczenia stawów. Zachwiał się, w głowie zakręciło mu się od sporej zmiany wysokości, przytrzymał się jednak brata, wpijając palce w jego ramię. Otarł usta wolną dłonią i całkiem odzyskawszy równowagę wyprostował się, stając już samodzielnie. Zupełnie nie przejmował się przy tym swoją nagością, którą traktował po wilczemu, czyli jak coś najzupełniej naturalnego, więc nie zaprzątał sobie głowy zasłanianiem się. Zresztą, tak jak kilka chwil wcześniej Nicolasowi, tak i teraz jemu prędko podano okrycie. Skinął głową w geście podziękowania, po czym powiódł spojrzeniem po obecnych, zatrzymując wzrok na Sigrid. Na szczęście dla niego, to starszy brat zajął się przemową i uzgadnianiem warunków, za co był mu wdzięczy, bo sam jeszcze niezbyt mógł się wyraźnie wysłowić. Musiała minąć dobra chwila, by usta i język na nowo przystosowały się do ludzkiej mowy.

Już wkrótce mógł poczuć się lepiej, gdy wreszcie dostali nieco więcej swobody i czasu dla siebie, choć od odpoczynku dzieliła ich jeszcze uczta, czyli kolejne, dość stresujące dla lykana doświadczenie do przeżycia.

Aiden nie przepadał za wielkimi zgromadzeniami, uroczystościami, na których trzeba było uważać na wszystko i zachowywać się jak najmniej wilczo, jednak nie miał wyboru. Nie minęły dwie godziny, jak siedział przy stole samej jarlowej, tuż obok niej. Żałował nieco, że nie dane mu było siedzieć obok brata, który dostał miejsce po drugiej stronie tutejszej władczyni. Ta, odziana teraz zdecydowanie bardziej po kobiecemu roztaczała wokół siebie aurę dostojeństwa i samą postawą wzbudzała szacunek, który też okazywali jej wszyscy, od służących począwszy, przez wojowników, doradców aż na wieszczu kończąc.

Lykan słuchając jej przemówienia wodził spojrzeniem po wystawnie urządzonym wnętrzu, przyglądając się z ciekawością wywieszonym na ścianach sztukom broni, z mniejszym entuzjazmem przyjmując wiszące gdzieniegdzie zwierzęce czaszki czy poroża albo kły, które musiały być dumą tutejszych łowców. Co jakiś czas oglądał się na brata, wymieniając z nim zdawkowe uwagi, z racji tego, że siedząc w pewnej odległości od siebie nie mogli rozmawiać swobodnie.

Brat wcześniej pytał go o samopoczucie w roli lokalnego bóstwa. Zdecydowanie nie przywykł do takiego traktowania, ani nie lubił wzbudzać zainteresowania swoją odmiennością, czując się niczym zwierzę w ogrodzie zoologicznym. Za to widział wyraźnie, że kambion odnajdywał się w nowej, tymczasowej rzeczywistości wręcz doskonale już od pierwszych chwil.

Im więcej jednak czasu spędzali wśród nordyków, ucztując, pijąc i rozmawiając, a także słuchając tutejszych, tym bardziej się rozluźniał i zaczynał czuć całkiem dobrze, zapominając też o nieprzyjemnościach przemiany.

Uczta była dla wilka okazją nie tylko do tego, by pierwszy raz od dłuższego czasu porządnie się najeść i napić, ale też doświadczyć na własnej skórze folkloru i kultury z tamtych czasów. A takie lekcje historii nie zdarzały się codziennie.

 

Minęło już nieco czasu odkąd zasiedli za stołem jarl Sigrid. Biesiada trwała w najlepsze, a deszczowa pogoda panująca na zewnątrz tym bardziej zachęcała do przebywania w suchej i ciepłej izbie, wypełnionej smakowitymi zapachami pieczonych i duszonych mięs, ryb, oraz świeżo wypieczonych placków. Służki wciąż donosiły kolejne porcje zarówno strawy, jak i napitku, przy czym nie było to tylko jęczmienne piwo czy miód pitny, ale nawet i trzymane na specjalne okazje wino. Sarrazin nie zwykł go pijać, w ogóle nie przepadał za napojami alkoholowymi, jednak trudno było nie napić się z takiej niesamowitej okazji. Tak więc, wilczym braciom co i ruszy przynoszone były nowe rogi wypełnione piwem czy zdobione szlachetnymi kamieniami kielichy z winem, będące zapewne zdobyczami przywiezionymi z dalekich grabieży.

Po kilku godzinach lykan już mniej więcej orientował się, kto był kim w najbliższym otoczeniu jarla. Rozpoznawał już przybocznych Sigrid, wojów, którzy znaleźli ich w lesie. Wśród obecnych wyłapał też wzrokiem potężnego strażnika, który pilnował ich podczas pierwszej nocy w wiosce. Dość często przewijała się także pewna służka przynosząca jedzenie i napoje. Między stołami uwijało się ich co najmniej kilka, jednak ta konkretna pojawiała się zawsze, by usłużyć braciom, najwyraźniej tylko czekając, by podejść bliżej i nie dopuszczając w ich pobliże koleżanek.

Kobieta, czy właściwie bardziej dziewczyna o bardzo jasnych, niemal białych włosach, bo raczej nie mogła mieć więcej niż dwadzieścia lat, była niewysoka i drobna. Delikatna uroda wyróżniała ją spośród przedstawicielek płci pięknej zamieszkujących wioskę, do której trafili, i wyglądających na przywykłe do wojaczki oraz zaznajomione w machaniu toporem.

Dolewając im piwo z dzbana zawsze nachylała się bardziej i dłużej niż było potrzeba, zaś bracia mogli czuć na sobie spojrzenie jej niebieskich oczu nawet, gdy tylko przechodziła obok, niosąc dania i napitki innym biesiadnikom. Nie odezwała się jednak ani razu.

Właśnie kolejny raz przyszła z dolewką, tym razem wina, gdy temat rozmów zszedł na tajemniczą świątynię ukrytą za wodospadem.

- Byliśmy w niej – odezwał się do tej pory niewiele udzielający się Aiden. – Na kilka chwil przed atakiem na Aldis – dodał wyjaśniająco, gdy oczy siedzących przy stole jarl Sigrid zwróciły się ku niemu. Kątem oka zerknął na brata, po czym wrócił spojrzeniem do przywódczyni wioski, wyraźnie zaskoczonej tym, co usłyszała.

- Co tam widzieliście? Udało się wam tam dostać ot tak? – zapytała, patrząc to na jednego, to na drugiego z wilczych braci.

- To kolejny znak od bogów – wtrącił wieszcz. – Sigrid była dzieckiem, gdy nasz lud utracił przychylność bóstw i możliwość składania im czci w świątyni wykutej w skale. Czciliśmy tam Njörðra. Był opiekunem naszej wioski. Dzięki jego wstawiennictwu opływaliśmy w dostatek. Połowy zawsze były udane i obfite, każda morska wyprawa kończyła się szczęśliwym powrotem naszych wojów z bogatymi łupami, żaden z okolicznych jarlów nie był nam wrogi – ciągnął, w zamyśleniu gładząc sękatymi palcami rzeźbioną głownię swojego kostura przedstawiającą kruczy łeb.

- Wszystko to trwało do czasu, aż odszedł nasz ówczesny jarl, Eskil. Nastał po nim Havard – kontynuował wieszcz po chwili milczenia. – W naszej wiosce zamieszkiwały trzy kapłanki Njörðra, siostry urodzone tego samego dnia, tej samej godziny, identyczne jak krople wody i wyjątkowo urodziwe. Wybrał je on osobiście spośród kobiet naszego ludu. Były nietykalne, święte. Havard był zagorzałym wyznawcą naszego boga, nie było dnia, by nie udał się do świątyni, często składał dary. Nie zyskało to jednak aprobaty jego żony, Astrid. Ta, w przeciwieństwie do znaczenia swego imienia nie należała do urodziwych niewiast. Nie mogła znieść, że jej małżonek przebywa wśród pięknych kapłanek. Jej zazdrość była silniejsza od rozsądku, nawet od strachu przed Njörðrem. Z pomocą mieszkającej za lasem starej wiedźmy, podstępem otruła ulubienice boga mórz. Te, zmarły w męczarniach przy ołtarzu świątyni – wieszcz urwał i pokręcił głową.

- Njörðr wpadł w straszny gniew. W skałę, w której wykuto świątynię trafił grom. Masyw pękł, a z niego trysnęła woda, tworząc jezioro, a także wodospad, blokujący dostęp do wnętrza. Ci, którzy próbowali się tam dostać już nigdy nie wyszli. Od tego czasu straciliśmy przychylność Njörðra i innych bogów. Na nic zdały się modły i składane ofiary. Havard wygnał Astrid, która po tym, co się wydarzyło postradała zmysły. Wieść głosi, że zamieszkała z leśną wiedźmą, jednak nikt już nigdy więcej jej nie widział. Nasza wioska zubożała i wyludniła się, wojownicy nie wracali z wypraw, ginąc na morzu – ze strony wieszcza nastąpiła kolejna krótka przerwa.

- Havard zmarł pół roku temu. Przez dwa miesiące nasza wioska pozostawała bez jarla. Nikt nie chciał się podjąć przewodnictwa nad tym przeklętym miejscem...

- Nikt, poza mną – głos zabrała Sigrid. – Nikt też nie wierzył, że kobieta zdoła poprowadzić wojowników, odbudować to miejsce i jego dawną świetność. Uważano mnie za równie potępioną przez bogów, co całe te ziemie. W końcu jestem córką Szalonej Astrid – dodała patrząc wilkom w oczy. – Całe życie byłam świadkiem, jak mój ojciec kochał tę wioskę, tych ludzi, jak gorliwie wierzył w bogów, mimo, że ci się od niego odwrócili. Poprzez wzgląd na jego pamięć, przywrócę mojej wiosce świetność i odzyskam przychylność bogów. A wasza obecność mi w tym pomoże. Jesteście pierwszym, wyraźnym dowodem na to, że wszechwładni dostrzegają moje starania – zakończyła z pewnością siebie w głosie i sięgnęła po swój puchar, unosząc go w geście toastu.

Lykan znowu zerknął na brata, po czym wrócił spojrzeniem do Sigrid, również unosząc swój puchar, dopiero co napełniony przez jasnowłosą służkę, i skinął głową.

- Być może będziemy mogli sobie wzajemnie pomóc – stwierdził upijając łyk wina.

Rozmowa potrwała jeszcze dłuższy czas. Na zewnątrz zaczęło zmierzchać, przestało za to padać. Bracia zostali jeszcze poinformowani, że wszystkie próby, o których była mowa wcześniej, rozpoczną się nazajutrz po południu, gdy biorący udział w biesiadzie odpoczną po świętowaniu.

Gdy po jakimś czasie podszedł do nich wysoki, młody mężczyzna, jarl wstała, odchodząc z nim na stronę. Przy ich stole zostało już niewielu uczestników biesiady, więc lykan z kambionem mogli wreszcie nieco swobodniej porozmawiać. Młodszy z braci przysunął się bliżej starszego, nachylając się ku niemu.

- Myślisz, że Ingri wysyłając nas tu wiedziała o problemach lokalnej ludności? – zapytał przyciszonym głosem. – Mam nadzieję, że nie będą wymagali od nas czegoś, czego nie zdołamy zrobić – dodał, nie mając kompletnie pojęcia, jak będą wyglądały zapowiedziane przez Sigrid próby. Wolał sobie nie wyobrażać, co by było, gdyby wikingowie uznali, że dwa wilki wcale nie są tym, za kogo się podają.

Miał zapytać o coś jeszcze, gdy znowu podeszła do nich jasnowłosa służka. Tym razem nie poprzestała na posyłaniu im uśmiechów i spojrzeń mocno podkreślonych na wikińską modłę, niebieskich oczu.

- Synowie Fenrira, dom dla was jest już przygotowany – odezwała się lekko się im kłaniając, wodząc przy tym uważnym wzrokiem od jednego z mężczyzn do drugiego. – Jeśli tylko zechcecie go zobaczyć, zaprowadzę was. Jestem do waszej dyspozycji – zakończyła.

- Co myślisz? Idziemy odpocząć przed jutrzejszym dniem próby? – zagadnął brata.