𝖙𝖍𝖆𝖙 𝖎𝖘 𝖔𝖚𝖗 𝖌𝖗𝖊𝖆𝖙 𝖌𝖑𝖔𝖗𝖞, 𝖆𝖓𝖉 𝖔𝖚𝖗 𝖌𝖗𝖊𝖆𝖙 𝖙𝖗𝖆𝖌𝖊𝖉𝖞
⠀⠀⠀⠀⠀⠀𝕯źwięczny szczęk stali uderzającej o stal roznosił się po korytarzach Smoczej Skały, stanowiąc ledwie dodatek do donośnego szelestu deszczu i w niecodzienny sposób obwieszczając mieszkańcom ponurego zamczyska początek nowego dnia. Mroczne ściany, inkrustowane motywami sfinksów, wiwiern i smoków, przypatrywały się biernie oczyma owych bestii dwóm sylwetkom, które od czasu do czasu splatały się w pozornie zabójczym tańcu. Visenya Targaryen, choć przemoczona do szpiku kości, krążyła uparcie dookoła mężczyzny i zaciskając palce obydwu dłoni na rękojeści Mrocznej Siostry, wpatrywała się w swój cel. Robiąc nagły unik, który w rzeczywistości był jedynie zmyłką, zaatakowała ponownie. Oponent w ostatniej chwili zablokował cios, lecz mimo tego szarża srebrnowłosej zmusiła go do kroku w tył. Visenya odskoczyła w tył, ponownie rozpoczynając kołowanie wokół przeciwnika, chcąc doszukać się luki w jego obronie, którą mogłaby bezceremonialnie wykorzystać.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Wiedziała, że podług obyczaju sąsiadującego z nimi Westeros nie wypadało, aby młoda dama, w dodatku będąca o krok od zamążpójścia, ćwiczyła walkę bronią. Córki lordów, z którymi Smocza Skała nieraz robiła interesy, pokornie zajmowały się haftowaniem, czytaniem poezji, a także były nauczane zależności pomiędzy rodami - najczęściej z uwagi na widniejące na horyzoncie mariaże - oraz przykładnych manier. Słysząc o tym, srebrnowłosa cieszyła się w duchu, że niektóre obyczaje Starej Valyrii nadal miały rację bytu w ich rodzinie. Do dziś pamiętała bardzo żywo moment, gdy Aerion Targaryen w dniu w którym skończyła dwunasty dzień imienia, wręczył jej jeden z mieczy z valyriańskiej stali; o długim i smukłym ostrzu, nadający się zarówno do trzymania oburącz, jak i operowania nim jedną ręką. Īlē daor āzma naejot melt rȳ se sight hen iā luta / Nie urodziłaś się po to, aby rozmarzać się na widok lutni. - oświadczył jej hardo ojciec, a jego dudniący starovalyriański jedynie podkreślił charakter jego słów. - Mazverdagon nyke hoskagon, Vezenia. / Uczyń mnie dumnym, Visenyo.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Spełniła więc wolę ojca. Jak zawsze. Od tamtej pory Aerion przyglądał się jej postępom we władaniu stalą z widoczną dumą, jednocześnie na każdym kroku krytykując Aegona i stale podkreślając, że jego umiejętności są daleko w tyle. Nyke gōntan daor gīmigon bona eman saelie tala / Nie wiedziałem, że mam trzecią córkę. - rzucił pogardliwie któregoś razu w kierunku jej brata, przez co wywiązała się między nimi iście płomienna awantura, zmuszająca zarówno Visenyę, jak i bękarciego syna Aeriona, do interwencji. Na nic zdawały się podejmowane przez nią rozmowy zarówno ze starszym, jak i młodszym mężczyzną. Jej zapewnienia o tym, że nie jest skłonna do rywalizacji z żadnym ze swojego rodzeństwa, bo bardziej ceni sobie szlifowanie swoich umiejętności we własnym tempie, niżeli udowadnianie komukolwiek czegokolwiek, zdawały się spływać po srebrnowłosym młodzieńcu. Słowa rodziciela cięły głębiej niż jakikolwiek miecz.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Podejście ojca pogłębiało napięte relacje między Aegonem i jego starszą siostrą, które nawarstwiały się wraz z każdym dniem, który przybliżał ich do ślubu; ślubu, którego żadne z nich tak naprawdę nie pragnęło. Nigdy nie pałała do swojego narzeczonego uczuciem romantycznym, płomiennym, zaś jego tęskny wzrok zawsze podążał za sylwetką ich młodszej siostry, Rhaenys. Nie mogli jednak sprzeciwić się tradycji sięgającej czasów Wielkiej Valyrii nawet, jeśli miało ich to uczynić nieszczęśliwymi. Z nagłego zamyślenia, jakże niebezpiecznego w sytuacji, w której się znajdowała, wyrwał ją nagły ruch jej oponenta. Nim zdążyła jakkolwiek zareagować, umysł wciąż mając zasnuty widmem własnych rozważań, poczuła silne kopnięcie w okolice brzucha, które powaliło ją na twarde brukowane podłoże. Młoda kobieta odgarnęła zlepione wilgocią kosmyki włosów z twarzy, przypatrując się gniewnie wyraźnie rozbawionemu przyrodniemu bratu, Orysowi Baratheonowi.
─── Czyżby panna młoda myślała już o pięknym stroju, który przywdzieje w ten wyjątkowy dzień? ─── zagaił, pochylając się do przodu i trzepocząc rzęsami niczym niewiasta; zawsze lubił wbijać jej szpilkę, kiedy miał okazję - z oczywistą wzajemnością. ─── A może o ognistej nocy poślubnej? Krążą pogłoski, że nasz brat rzeczywiście jest potężnym smokiem...
─── Bogowie, Orys... wystarczy. ─── wydyszała, przeciągając dłonią po mokrej twarzy, na której wyraźnie malował się wyraz obrzydzenia jego niewybrednymi żartami.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Jej ekspresja wywołała kolejną falę tubalnego śmiechu Baratheona, który przetoczył się echem po okolicy, bez wątpienia wyrywając ze snu tych, których nie zdążył obudzić jeszcze odgłos ich zmagań. Mężczyzna wyciągnął dłoń w kierunku srebrnowłosej, aby pomóc jej wstać i już miała ją pochwycić, gdy kolejny hałas - zdecydowanie przebijający się na tle innych - rozdarł tym razem niebo. Potężny ryk, który mogła wydać tylko jedna na świecie istota. Balerion. Czarne skrzydła załopotały nad ich głowami, niosąc potężne cielsko Bogowie wiedzieli gdzie.
─── Kurewsko przerażające bestie. ─── wydusił z siebie Orys, a wcześniejsze rozbawienie, które gościło na jego twarzy uleciało w niepamięć, ustępując powadze.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Tym razem to jednak Visenya parsknęła śmiechem, chwytając jego dłoń i podnosząc się z wilgotnego bruku. Kontakt ze skórą Baratheona zawsze działał na nią elektryzująco, niemniej nigdy nie dawała tego po sobie poznać. Bez wzgędu na to, jak bardzo uważała, że byliby zdecydowanie lepiej dopasowani jako małżeństwo, wszak oboje kochali ostrą stal i przygody z nią związane, była przeznaczona Aegonowi. Nie raz i nie dwa wyobrażała sobie jak ich losy potoczyłyby się, gdyby jej brat poślubił ukochaną Rhaenys, a ojciec uznałby Orysa za swojego pełnoprawnego syna i pozwolił mu poślubić swoją najstarszą córkę. Nie pozwalając swym myślom zabrnąć za daleko, miała w zamiarze puścić jego dłoń, jednak silne palce ciemnowłosego mężczyzny przytrzymały ją w uścisku.
─── Nie będziesz pierwszą na świecie żoną, która nie będzie zadowolona z mariażu. Wiesz o tym, prawda? ─── zapytał, tym razem poważnie, próbując nawiązać z nią kontakt wzrokowy, którego zwinnie unikała.
─── Kto powiedział, że nie będę zadowolona? ─── odparła chłodnym i wyniosłym tonem, jak gdyby chcąc dać mu do zrozumienia, że zadając jej to pytanie wykazał się zbyt dużą dozą impertynencji. ─── To zaszczyt móc kultywować tradycję...
─── ...Starej Valyrii. ─── dokończył za nią mężczyzna, przewracając teatralnie oczami. ─── Tak, tak, ojciec prędzej zjadłby końskie gówno, niż przestał mówić o jej wielkiej potędze, poskromieniu Ghis...
─── Kazałby cię wychłostać, gdyby usłyszał jak o nim mówisz. ─── odparła, po raz pierwszy nawiązując z nim kontakt wzrokowy.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀W oczach mężczyzny, pomimo względnej powagi, dostrzegła coś na wzór chęci podjęcia wyzwania. Była ciekawa czy byłby równie hardy, gdyby na dziedzińcu rzeczywiście pojawił się Aerion. Pokręciła głową, chcąc cofnąć rękę, jednak przytrzymał ją raz jeszcze.
─── Visenya... ─── zaczął, jednak dostrzegłszy coś tuż nad jej ramieniem, odsunął się na zdecydowanie bardziej obyczajną odległość i poklepał ją po ramieniu. ─── To był udany poranek... ale nie dawaj za bardzo ponosić się rozmyślaniom. Nie jest ci z tym do twarzy.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Srebrnowłosa z trudem powstrzymała głębokie westchnienie, które chciało wyrwać się spomiędzy jej ust. Orys miał rację. Nie powinna zawracać sobie głowy rzeczami, na które nie miała żadnego wpływu; winna przyjąć je i z godnością stawić im czoła. Odrywając wzrok od oddalającej się sylwetki Baratheona, poczęła poszukiwanie tego, co zbiło Baratheona z pantałyku i nie pozwoliło mu na dokończenie myśli. Coś albo ktoś. W krużganku dostrzegła bowiem smukłą, niewysoką postać, która osłonięta przed deszczem przyglądała się temu, co działo się na dziedzińcu. Rhaenys. Jej słodka Rhaenys. Nie wiedziała jak długo siostra przyglądała się ich poczynaniom, niemniej zaskoczyła ją. Najmłodsza z rodzeństwa wydawała się wszakże kompletnie niezainteresowana poznaniem tajników władania mieczem i stosunkowo rzadko uczestniczyła w treningach Visenyi i Aegona. Aerion również sprawiał wrażenie niezainteresowanego przyuczaniem swojego najmłodszego dziecka do walki. Niektórzy szeptali, że to Valaena Velaryon, ciesząc się z łagodnej natury swojej słodkiej pociechy, wpłynęła na pana męża i zabroniła mu przymuszania dziewczyny do robienia czegokolwiek, na co ta nie miała chęci. Ci sami ludzie doszukiwali się w tym ukrytego sensu, jakoby Rhaenys miała zostać oddana na ożenek jednemu ze swoich kuzynów z Driftmarku i tym samym nie było konieczności szkolenia jej w sztuce wojennej.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Visenya, choć wiedziała, że ich krewniacy są dobrymi i poczciwymi ludźmi, nie wyobrażała sobie rozstania z Rhaenys. Miała świadomość, że valyriańska krew musi być możliwie jak najczystsza, ale świadomość przekazania jej pod opiekę mężczyzny, który najpewniej w noc zaślubin zrobi jej dziecko, budziła w srebrnowłosej wewnętrzny protest. Jej siostra zdawała się być tak bardzo krucha i niewinna, a jej drobna sylwetka niemal błagała świat o to, by otoczyć ją opieką. Tak przynajmniej postrzegała ją Visenya. Rhaenys budziła w niej uczucia, o których posiadanie nigdy by siebie nie podejrzewała. Spojrzeniem swoich jasnych, fioletowych tęczówek - tak odmiennych od mrocznych oczu starszej z sióstr - wzniecała w jej sercu płomień, który za każdym razem przyjemnie ogrzewał ją od wewnątrz. Wsuwając Mroczną Siostrę do przepasanej u boku pochwy, Vis ruszyła jej na spotkanie.
─── To chyba nie jest dobra pogoda na spacer, nie uważasz, hāedar*? ─── zapytała, a dodane na końcu słowo w języku Starej Valyrii nadało jej tonowi nieco szorstki wydźwięk.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Na ustach kobiety, zwykle przedstawiających znudzenie lub niezadowolenie, majaczył jednak cień ciepłego uśmiechu, który był przeznaczony wyłącznie dla niej.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Wiedziała, że podług obyczaju sąsiadującego z nimi Westeros nie wypadało, aby młoda dama, w dodatku będąca o krok od zamążpójścia, ćwiczyła walkę bronią. Córki lordów, z którymi Smocza Skała nieraz robiła interesy, pokornie zajmowały się haftowaniem, czytaniem poezji, a także były nauczane zależności pomiędzy rodami - najczęściej z uwagi na widniejące na horyzoncie mariaże - oraz przykładnych manier. Słysząc o tym, srebrnowłosa cieszyła się w duchu, że niektóre obyczaje Starej Valyrii nadal miały rację bytu w ich rodzinie. Do dziś pamiętała bardzo żywo moment, gdy Aerion Targaryen w dniu w którym skończyła dwunasty dzień imienia, wręczył jej jeden z mieczy z valyriańskiej stali; o długim i smukłym ostrzu, nadający się zarówno do trzymania oburącz, jak i operowania nim jedną ręką. Īlē daor āzma naejot melt rȳ se sight hen iā luta / Nie urodziłaś się po to, aby rozmarzać się na widok lutni. - oświadczył jej hardo ojciec, a jego dudniący starovalyriański jedynie podkreślił charakter jego słów. - Mazverdagon nyke hoskagon, Vezenia. / Uczyń mnie dumnym, Visenyo.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Spełniła więc wolę ojca. Jak zawsze. Od tamtej pory Aerion przyglądał się jej postępom we władaniu stalą z widoczną dumą, jednocześnie na każdym kroku krytykując Aegona i stale podkreślając, że jego umiejętności są daleko w tyle. Nyke gōntan daor gīmigon bona eman saelie tala / Nie wiedziałem, że mam trzecią córkę. - rzucił pogardliwie któregoś razu w kierunku jej brata, przez co wywiązała się między nimi iście płomienna awantura, zmuszająca zarówno Visenyę, jak i bękarciego syna Aeriona, do interwencji. Na nic zdawały się podejmowane przez nią rozmowy zarówno ze starszym, jak i młodszym mężczyzną. Jej zapewnienia o tym, że nie jest skłonna do rywalizacji z żadnym ze swojego rodzeństwa, bo bardziej ceni sobie szlifowanie swoich umiejętności we własnym tempie, niżeli udowadnianie komukolwiek czegokolwiek, zdawały się spływać po srebrnowłosym młodzieńcu. Słowa rodziciela cięły głębiej niż jakikolwiek miecz.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Podejście ojca pogłębiało napięte relacje między Aegonem i jego starszą siostrą, które nawarstwiały się wraz z każdym dniem, który przybliżał ich do ślubu; ślubu, którego żadne z nich tak naprawdę nie pragnęło. Nigdy nie pałała do swojego narzeczonego uczuciem romantycznym, płomiennym, zaś jego tęskny wzrok zawsze podążał za sylwetką ich młodszej siostry, Rhaenys. Nie mogli jednak sprzeciwić się tradycji sięgającej czasów Wielkiej Valyrii nawet, jeśli miało ich to uczynić nieszczęśliwymi. Z nagłego zamyślenia, jakże niebezpiecznego w sytuacji, w której się znajdowała, wyrwał ją nagły ruch jej oponenta. Nim zdążyła jakkolwiek zareagować, umysł wciąż mając zasnuty widmem własnych rozważań, poczuła silne kopnięcie w okolice brzucha, które powaliło ją na twarde brukowane podłoże. Młoda kobieta odgarnęła zlepione wilgocią kosmyki włosów z twarzy, przypatrując się gniewnie wyraźnie rozbawionemu przyrodniemu bratu, Orysowi Baratheonowi.
─── Czyżby panna młoda myślała już o pięknym stroju, który przywdzieje w ten wyjątkowy dzień? ─── zagaił, pochylając się do przodu i trzepocząc rzęsami niczym niewiasta; zawsze lubił wbijać jej szpilkę, kiedy miał okazję - z oczywistą wzajemnością. ─── A może o ognistej nocy poślubnej? Krążą pogłoski, że nasz brat rzeczywiście jest potężnym smokiem...
─── Bogowie, Orys... wystarczy. ─── wydyszała, przeciągając dłonią po mokrej twarzy, na której wyraźnie malował się wyraz obrzydzenia jego niewybrednymi żartami.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Jej ekspresja wywołała kolejną falę tubalnego śmiechu Baratheona, który przetoczył się echem po okolicy, bez wątpienia wyrywając ze snu tych, których nie zdążył obudzić jeszcze odgłos ich zmagań. Mężczyzna wyciągnął dłoń w kierunku srebrnowłosej, aby pomóc jej wstać i już miała ją pochwycić, gdy kolejny hałas - zdecydowanie przebijający się na tle innych - rozdarł tym razem niebo. Potężny ryk, który mogła wydać tylko jedna na świecie istota. Balerion. Czarne skrzydła załopotały nad ich głowami, niosąc potężne cielsko Bogowie wiedzieli gdzie.
─── Kurewsko przerażające bestie. ─── wydusił z siebie Orys, a wcześniejsze rozbawienie, które gościło na jego twarzy uleciało w niepamięć, ustępując powadze.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Tym razem to jednak Visenya parsknęła śmiechem, chwytając jego dłoń i podnosząc się z wilgotnego bruku. Kontakt ze skórą Baratheona zawsze działał na nią elektryzująco, niemniej nigdy nie dawała tego po sobie poznać. Bez wzgędu na to, jak bardzo uważała, że byliby zdecydowanie lepiej dopasowani jako małżeństwo, wszak oboje kochali ostrą stal i przygody z nią związane, była przeznaczona Aegonowi. Nie raz i nie dwa wyobrażała sobie jak ich losy potoczyłyby się, gdyby jej brat poślubił ukochaną Rhaenys, a ojciec uznałby Orysa za swojego pełnoprawnego syna i pozwolił mu poślubić swoją najstarszą córkę. Nie pozwalając swym myślom zabrnąć za daleko, miała w zamiarze puścić jego dłoń, jednak silne palce ciemnowłosego mężczyzny przytrzymały ją w uścisku.
─── Nie będziesz pierwszą na świecie żoną, która nie będzie zadowolona z mariażu. Wiesz o tym, prawda? ─── zapytał, tym razem poważnie, próbując nawiązać z nią kontakt wzrokowy, którego zwinnie unikała.
─── Kto powiedział, że nie będę zadowolona? ─── odparła chłodnym i wyniosłym tonem, jak gdyby chcąc dać mu do zrozumienia, że zadając jej to pytanie wykazał się zbyt dużą dozą impertynencji. ─── To zaszczyt móc kultywować tradycję...
─── ...Starej Valyrii. ─── dokończył za nią mężczyzna, przewracając teatralnie oczami. ─── Tak, tak, ojciec prędzej zjadłby końskie gówno, niż przestał mówić o jej wielkiej potędze, poskromieniu Ghis...
─── Kazałby cię wychłostać, gdyby usłyszał jak o nim mówisz. ─── odparła, po raz pierwszy nawiązując z nim kontakt wzrokowy.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀W oczach mężczyzny, pomimo względnej powagi, dostrzegła coś na wzór chęci podjęcia wyzwania. Była ciekawa czy byłby równie hardy, gdyby na dziedzińcu rzeczywiście pojawił się Aerion. Pokręciła głową, chcąc cofnąć rękę, jednak przytrzymał ją raz jeszcze.
─── Visenya... ─── zaczął, jednak dostrzegłszy coś tuż nad jej ramieniem, odsunął się na zdecydowanie bardziej obyczajną odległość i poklepał ją po ramieniu. ─── To był udany poranek... ale nie dawaj za bardzo ponosić się rozmyślaniom. Nie jest ci z tym do twarzy.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Srebrnowłosa z trudem powstrzymała głębokie westchnienie, które chciało wyrwać się spomiędzy jej ust. Orys miał rację. Nie powinna zawracać sobie głowy rzeczami, na które nie miała żadnego wpływu; winna przyjąć je i z godnością stawić im czoła. Odrywając wzrok od oddalającej się sylwetki Baratheona, poczęła poszukiwanie tego, co zbiło Baratheona z pantałyku i nie pozwoliło mu na dokończenie myśli. Coś albo ktoś. W krużganku dostrzegła bowiem smukłą, niewysoką postać, która osłonięta przed deszczem przyglądała się temu, co działo się na dziedzińcu. Rhaenys. Jej słodka Rhaenys. Nie wiedziała jak długo siostra przyglądała się ich poczynaniom, niemniej zaskoczyła ją. Najmłodsza z rodzeństwa wydawała się wszakże kompletnie niezainteresowana poznaniem tajników władania mieczem i stosunkowo rzadko uczestniczyła w treningach Visenyi i Aegona. Aerion również sprawiał wrażenie niezainteresowanego przyuczaniem swojego najmłodszego dziecka do walki. Niektórzy szeptali, że to Valaena Velaryon, ciesząc się z łagodnej natury swojej słodkiej pociechy, wpłynęła na pana męża i zabroniła mu przymuszania dziewczyny do robienia czegokolwiek, na co ta nie miała chęci. Ci sami ludzie doszukiwali się w tym ukrytego sensu, jakoby Rhaenys miała zostać oddana na ożenek jednemu ze swoich kuzynów z Driftmarku i tym samym nie było konieczności szkolenia jej w sztuce wojennej.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Visenya, choć wiedziała, że ich krewniacy są dobrymi i poczciwymi ludźmi, nie wyobrażała sobie rozstania z Rhaenys. Miała świadomość, że valyriańska krew musi być możliwie jak najczystsza, ale świadomość przekazania jej pod opiekę mężczyzny, który najpewniej w noc zaślubin zrobi jej dziecko, budziła w srebrnowłosej wewnętrzny protest. Jej siostra zdawała się być tak bardzo krucha i niewinna, a jej drobna sylwetka niemal błagała świat o to, by otoczyć ją opieką. Tak przynajmniej postrzegała ją Visenya. Rhaenys budziła w niej uczucia, o których posiadanie nigdy by siebie nie podejrzewała. Spojrzeniem swoich jasnych, fioletowych tęczówek - tak odmiennych od mrocznych oczu starszej z sióstr - wzniecała w jej sercu płomień, który za każdym razem przyjemnie ogrzewał ją od wewnątrz. Wsuwając Mroczną Siostrę do przepasanej u boku pochwy, Vis ruszyła jej na spotkanie.
─── To chyba nie jest dobra pogoda na spacer, nie uważasz, hāedar*? ─── zapytała, a dodane na końcu słowo w języku Starej Valyrii nadało jej tonowi nieco szorstki wydźwięk.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀Na ustach kobiety, zwykle przedstawiających znudzenie lub niezadowolenie, majaczył jednak cień ciepłego uśmiechu, który był przeznaczony wyłącznie dla niej.
*siostro (w odniesieniu do młodszej siostry)

