JustPaste.it

_______________________________________________________

 

_______________________________________________________

Minęło kilka miesięcy odkąd zaczęłam nowe życie w Londynie. Niewielkie mieszkanie w starej kamienicy na obrzeżach miasta nie było szczytem moich marzeń, ale na nic innego nie byłam w stanie sobie pozwolić. Okolica nie była zbyt ciekawa, ciągle dookoła jakieś kradzieże, włamania, awantury. To wszystko było na porządku dziennym w tej części Londynu. Cud, że jeszcze nie doszło do żadnego zabójstwa albo przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo. Sąsiedztwo nie było zbyt ciekawe; alkoholicy, narkomani i Bóg wie jacy jeszcze ludzie tu mieszkają, ogólnie patologia społeczna. Dla własnego bezpieczeństwa wolałam nie wchodzić im w drogę, chociaż sama nie byłam przecież od nich lepsza. Ile ja bym dała, żeby wieść normalne, spokojne życie, ale teraz nie mam już odwrotu.

Późny wieczór, ciemne niebo za oknem. Godzina 22:30. Siedziałam na kanapie w swoim mieszkaniu, nasłuchując kolejnej awantury za ścianą. Skrzywiłam się, kiedy w pewnym momencie usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Numer nieznany. Przeczytałam na wyświetlaczu. Czego ktoś może chcieć ode mnie o tej porze? Niechętnie odebrałam połączenie, przykładając czarne urządzenie do ucha. 

— Halo? O co chodzi? — niecierpliwiłam się, kiedy w słuchawce nie słyszałam żadnego odzewu. Myślałam, że to tylko jakiś głupi żart; głuchy telefon, jakich pełno miałam w ostatnim czasie. W końcu po chwili usłyszałam męski, zachrypnięty głos, którego za nic nie mogłam zidentyfikować, do kogo należy. Jak gdyby nic oznajmił mi, że będzie czekał na mnie przed wejściem do opuszczonych magazynów na przedmieściach. Nie zapomniał wspomnieć również, żebym nikomu o tym nie mówiła i przyszła sama na miejsce spotkania, po czym natychmiast się rozłączył. 

Zupełnie jakbym miała takie zamiary. Przez krótką chwilę zastanawiałam się, czy nie powinnam zawiadomić jakiejś dziewczyny z Camorry, ale szybko stwierdziłam, że to nie jest jednak dobry pomysł. Nie będę przecież niepotrzebnie nikogo narażać na niebezpieczeństwo. Czyli już postanowione. Sama tam pójdę i sprawdzę kto ma do mnie jakąś sprawę. Schowałam komórkę do kieszeni jeansów, a następnie założyłam ciepłą kurtkę i buty. Przed wyjściem włożyłam do kieszeni kurtki pistolet. Przezorny zawsze ubezpieczony, nigdy nie wiadomo kiedy może się przydać. Chowając włosy pod kapturem, opuściłam kamienicę i rozejrzałam się, czy na pewno nikt za mną nie idzie. Na szczęście nikogo nie zauważyłam. Śnieg sypał od kilku dobrych godzin, więc większość osób spędzało czas w domu.

Miejsce spotkania było położone niedaleko stąd, zaledwie kilka przecznic dalej. Złe przeczucia nie opuszczały mnie nawet na chwilę. Niewiele samochodów mnie mijało, ale miałam dziwne wrażenie, że jeden z nich mija mnie już kilkakrotnie. Kiedy znalazłam się tuż przed wejściem do opuszczonych magazynów, dostrzegłam jak ten sam ciemny samochód zaparkował niedaleko. Wiedziałam, że muszę zacząć szybko działać. Obeszłam jego samochód dookoła i w momencie kiedy opuścił pojazd, znajdowałam się centralnie za nim. Wyjęłam powoli pistolet z kieszeni kurtki i odbezpieczając broń, trzymałam ją cały czas przy sobie.

— Kim jesteś i co tu robisz? Śledzisz mnie?! — warknęłam gniewnie, zaciskając mocniej dłoń na rękojeści pistoletu. — Mów natychmiast kto Cię tu przysłał. A może wolisz inaczej porozmawiać?