JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Egzystencja na tym parszywym świecie może naprawdę dobić zwykłego człowieka. A jedyny cytat, który idealnie pasuje do tych realiów i jestem w stanie go sobie przypomnieć brzmi: "Piekło to sanatorium w porównaniu z Pandorą....Każde stworzenie, które łazi, lata, czy pełza w błocie chce was zabić i przyrządzić deser z waszych oczu." Taki właśnie staje się ten świat. Wszystko co jest powolne, dziwne z wyglądu i bardziej przypomina pięcioletniego trupa, który stwierdził, że jednak nudne jest takie leżenie w jednej pozycji i postanowił pozwiedzać, chce cie zabić, albo przynajmniej spróbuje. Jeśli mu się uda - to przynajmniej tyle. Jeśli nie, to już i  tak nie żyjesz...I tak źle...i tak nie dobrze.

Zerwałem się z podłogi na równe nogi prawie uderzając głową o załamany pod swoim ciężarem sufit w opuszczonym domu. Obudził mnie echem roznoszący się hałas kruszonego szkła i przesuwania metalowych elementów. Moja kryjówka właśnie przestała być bezpieczna. Tak szybko jak tylko mogłem pozbierałem swoje rzeczy, których rzecz jasna nie było dużo. W końcu to plecak z kilkoma butelkami wody, porcją jedzenia, zapasem amunicji i broni. Wszystko to co jest niezbędne do przeżycia. W biegu ubrałem plecak i porwałem opartą o ścianę snajperkę. Sądziłem, że taki apokaliptyczny świat poznam tylko w grach i filmach. Cóż, ostatecznie nikt nie jest nieomylny.

Wyszedłem przez okno i spuściłem się na ulicę po wcześniej zawieszonej linie. Nie czekając na nic ruszyłem w poszukiwaniu miejsca, w którym mógłbym się schronić przez najbliższe kilka dni. Nie sprzyjała mi jednak dobra passa. Po paru minutach zaczęło chodzić koło mnie coraz więcej chorych i zarażonych. Kiedy pierwszego pozbawiłem głowy musiałem zacząć uciekać, bo cała chmara żywych trupów zaczęła za mną biec krzycząc jakby byli paleni żywcem. 

[...]

Byłem już zmęczony chodzeniem po zagajniku, osłabiłem swoje zmysły do tego stopnia, że nie byłem w stanie usłyszeć własnych kroków. Ucieczka nigdy nie była moją najsilniejszą stroną, od zawsze wolałem bezpośrednie starcie. Niestety czasami nie ma innego wyjścia. Nie zwróciwszy uwagi na głosy dobiegające z niezwykle bliskiej odległości praktycznie wszedłem dziewczynie pod lufę karabinu. Zorientowałem się o tym dopiero gdy zaświeciła mi latarką po oczach. To już zapada zmierzch? - Nie strzelaj -  poprosiłem podnosząc trochę ręce do góry, chociaż było mi to w tamtym momencie zupełnie obojętne, czy zginę teraz, za dzień, za miesiąc, czy w ogóle. To wszystko nie miało już dla mnie sensu, więc...Czasami człowiek staje się naiwny sądząc, że los będzie na tyle łaskawy, że spełni jego najczarniejszy możliwy scenariusz. - Nazywam się Aaron - odparłem mrużąc oczy przed ostrym światłem latarki. - Staram się przeżyć. - zaufanie w tej chwili przestało istnieć. Teraz nie wiesz, czy osoba, z którą rozmawiasz zaraz cie nie ugryzie przekazując zarazę, zastrzeli ze strachu, czy pomoże. Każda twoja minuta, od czasu wybuchu epidemii stała się jedną wielką niewiadomą. 

 

c2c19036562638a754cbf5da09ef2bf4.gif

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━