━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Życie po tym jak wirus dostał się do miasta nie było łatwe, ale jeszcze gorsze było poczucie, że tak szybko tego nie naprawią. Nie uda im się powstrzymać ludzkości przed wyginięciem albo chociaż wyludnieniem. DRESZCZ myśli, że nam pomaga, lecz jakim kosztem? Niewinnych ludzkich istnień skazanych na porażkę tylko dlatego, że są odporni? Przecież to absurd - zresztą tak jak całe życie w tym cholernym świecie. Czasami naprawdę nie mam już ochoty dalej żyć, szczególnie kiedy moim oczom ukazują się zgliszcza miasta zniszczonego przez czas i bezrozumne istoty, które jeszcze niedawno byli moimi znajomymi. W głębi jednak nadal miałam nadzieję, że nie wszystkich to spotkało. Codziennie gdy pod wieczór wychodziłam na zwiady obawiałam się, że spotkam kogoś z moich bliskich - kogoś kogo nie udało mi się ocalić.
Najczęściej jednak przechodziłam w określonej odległości od obozu i na tym kończyłam dzień. Dzisiaj jednak stworzenia wyjątkowo blisko podeszły. Nie lubiłam strzelać ani w nie ani w ogóle - to, że miałam poczucie jakbym robiła coś złego to jedno, ale wyrzuty sumienia ciążące mi na barkach to drugie. Jak w takim świecie można być katolikiem? Nie można, a ja nią nie jestem, ale to przeszkadza. Nie bardzo, ale ciągle. ━ ❝Kończ Sewell. Tam już nic nie będzie.❞ ━ usłyszałam za sobą, kiedy zbliżyłam się do małego lasku, który miałam w zwyczaju penetrować. Ten to ma wyczucie czasu - wyrwać mnie z takich ważnych rozmyślań nad sensem kruchego istnienia. ━ ❝No już, już.❞ ━ powiedziałam i weszłam w zagajnik. Coś mi mówiło, że tam ktoś jest - nieważne czy zombiak czy jakiś ocalony. ━ ❝Wracam.❞ ━ usłyszałam, a chwilę później zaszurały liście, a mój kompan zaczął się oddalać wracając tym samym do obozu. A niech idzie. Mam to gdzieś. Jak mnie zjedzą albo uprowadzą to przynajmniej będzie miał spokój.
Zagłębiając się w las podniosłam wyżej broń snajperską i starałam się wyostrzyć wszystkie zmysły. Wystarczająco szybka reakcja mogła uratować mi życie albo oszczędzić cierpienia. Idąc dalej zauważyłam cień, który łudząco przypominał ten ludziki, ale dopiero kiedy wyszłam zza drzewa utwierdziłam się w tym przekonaniu. Więcej. Zdecydowanie była to żywa osoba. ━ ❝Ani kroku dalej.❞ ━ powiedziałam zimnym tonem akcentując każde słowo. To mógł być ktoś z DRESZCZU, a wtedy wszyscy mielibyśmy wielkie kłopoty. Tym bardziej, że nasi zwiadowcy nadal nie przekazali kluczowych informacji o ich zabezpieczeniach i mimo, że orientacyjnie znaliśmy rozkład kamer w budynku to tak naprawdę nie mogliśmy im zaszkodzić. ━ ❝Kim jesteś i co tutaj robisz?❞ ━ zapytałam krok po kroku dostrzegając coraz więcej szczegółów. Mężczyzna, mniej więcej w moim wieku, wysoki, stosunkowo normalny w budowie. Niby nikt szczególny, a jednak coś mi w nim nie pasowało. Był... Znajomy?
━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

