
 ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄ ̄
Późne czwartkowe popołudnia oraz sobotnie poranki od dłuższego czasu poświęcała na sport. Bieganie w parku; w pojedynkę lub w towarzystwie, kiedy jakimś cudem udało się jej namówić Ryana na wspólną przebieżkę. Mimo że sam nie stronił od wysiłku fizycznego, to preferował raczej samotne treningi. Najwyraźniej jednak lubił od czasu do czasu sprawiać jej przyjemność, bo niekiedy nawet sam proponował jej wspólne aktywności. Innym razem decydowała się na serię przysiadów, brzuszków i jeszcze kilku innych ćwiczeń siłowych. W słoneczne dni najczęściej do tego celu wybierała osłoniętą przez skośny dach część ogrodu za domem. Jeśli jednak pogoda za oknem nie chciała współpracować, Linnea rozkładała się na podłodze w pokoju dziennym. W takie pochmurne i chłodne dni najlepiej sprawdzały się ćwiczenia rozciągające, z których najbardziej lubiła różnego rodzaju skłony.
Ktoś, kto znałby się na zdrowym odżywianiu oraz prawidłowym prowadzeniu aktywnego trybu życia, miałby podstawy, by zarzucić blondynce brak metody. Bardzo łatwo można by ją posądzić o chaos, tym razem nie tylko artystyczny. Brak powtarzalności niszczył idealne harmonogramy. Ona sama natomiast wolała określać swój plan treningowy zupełnie inaczej. Dla nieustabilizowanej, wybrednej oraz energicznej młodej kobiety liczyła się przede wszystkim różnorodność. Nuda, w połączeniu z równoczesnym niedoborem wspomnień oraz nadmiarem wolnego czasu przyprawiała ją często o ból głowy. W wyniku czego potrafiła przespać znaczną część dnia, a tą drugą przeznaczyć na wycieczkę po okolicy. Cokolwiek, byleby zająć czymś myśli; by zagłuszyć bezradny krzyk. Praca, która od kilku tygodni wypełniała większość dni, przynosiła rezultaty i nie chodziło jedynie o pieniądze. Linnea uważała, że wraz z pierwszą posadą w Alpen Claire zyskała przy okazji kogoś w rodzaju przyjaciela. Kobieta zaczynała sobie radzić ze swoimi demonami, lecz amnezja nadal dawała jej się we znaki. Bardzo powoli przyzwyczajała się do zmiany rzeczywistości. Cieszyła ją obecność Ryana, który mimo burzliwego początku znajomości, od dłuższego czasu pomagał jej uporać się z samotnością, a ona zastanawiała się, czy on sam jest tego świadom. Nea zdobyła namiastkę normalności, trochę inny rodzaj życiowej rutyny. Znacznie ciekawszą, piękniejszą i mniej przytłaczającą monotonię, która w stu procentach nie miała szarej barwy. Jej artystyczny nieład wymagał jednak ciągłego ubarwiania, dlatego teraz wystrzegała się nicnierobienia jeszcze bardziej.
W ten czwartek wyszła z warsztatu kilka minut wcześniej, żeby po drodze wpaść jeszcze na pocztę. Red poprosił ją o wysłanie jakiegoś listu, ale nie wspomniał, że jest to coś wyjątkowo ważnego. Pogoda dopisywała, więc Linn postanowiła nadłożyć trochę drogi. Park w miasteczku o tej porze roku wypełniony był ludźmi. Rodziny z dziećmi, zapaleni sportowcy oraz tacy jak ona - spacerowicze. Blondynka żałowała, że nie jest to sobotnie popołudnie, kiedy to można skorzystać z grilla i specjalnych miejsc piknikowych. Wtedy zbierało się tutaj niemal całe miasteczko. Dziś jednak ten wyjątkowy zielony punkt wydał jej się dziwnie opustoszały. Pusta karuzela na placu zabaw skrzypiała głośniej niż zazwyczaj, mimo że w tej chwili nie bawiły się tam żadne dzieci. Niewielka fontanna wydawała z siebie bulgoczące dźwięki, a strumienie wody wydostawały się z rurek jakoś szybciej niż zwykle. Ptasie trele niespodziewanie ucichły, tak samo jak muchy, pszczoły i inne bzykające owady.
Niedaleko, w piaskownicy, bawiło się tylko jedno dziecko. Jego mama wygodnie ułożona na kocyku pod drzewem, czytała książkę. Niewielka piłka zmuszona do ruchu przez silniejszy podmuch wiatru potoczyła się wprost pod nogi blondynki, a dziewczynka w warkoczykach od razu zerwała się z miejsca. Mała podbiegła najszybciej jak tylko mogła, a dwa jasne ogonki rozkosznie kołysały się z tyłu jej głowy. Linnea zatrzymała toczącą się zabawkę stopą, kucając zaraz, by chwycić ją w ręce i przekazać dziewczynce. Nim jednak dotknęła piłki zrobiło jej się niesamowicie gorąco i duszno, więc mimowolnie przesunęła dłonią po rozgrzanym karku, majstrując zaraz jeszcze przy malutkich guziczkach przy kołnierzyku. Wcześniej zapięta pod samą szyję luźna bluzka, niespodziewanie zrobiła się bardzo ciasna. Momentalnie poczuła się słabo, a obraz przed oczami uległ zamgleniu. Blondynka na moment straciła równowagę, w wyniku czego przechyliła się niebezpiecznie do tyłu. Szczęście w nieszczęściu, że schyliła się po tę cholerną piłkę, więc do ziemi miała znacznie bliżej. Niemal w ostatniej chwili podparła się jedną ręką, cudem ratując swoją głowę przed uderzeniem o wybrukowaną ścieżkę. Działała całkowicie instynktownie, jednak nie powstrzymała pulsującego bólu, który nagle zaatakował jej skronie. Nie miała pojęcia, czy krzyczy, mimo że wydawało jej się, że usta ma otwarte. Bała się. Z duszą na ramieniu odwracała głowę, żeby skupić się na tym, co usłyszała. Tam jednak nie zauważyła nikogo; niczego prócz przerażającej ciemnej plamy, która zbliżała się do niej w zastraszającym tempie. Nic, z wyjątkiem ciemności, która ją pochłonęła.
f ˡ ᵃ ˢ ʰ ᵇ ᵃ ͨ ᵏ
- Mamma! Zobacz, co mam! - Podekscytowana siedmiolatka wbiegła do eleganckiej kuchni w rustykalnym stylu. W dłoniach trzymała lekko pogiętą kartkę papieru. W powietrzu unosił się smakowity zapach upieczonych ciastek owsianych, które szczupła kobieta dopiero wyciągnęła z piekarnika. - Narysowałam dla Ciebie nasz domek!
- Piękny! Ale trochę blady. Nie sądzisz? - zapytała mama blondynki, chwytając w dłonie papier. Rysunek nakreślony dziecięcymi palcami wzbudzał ciekawe odczucia, niemniej neutralne barwy nie pasowały do jej rezolutnej córki.
- No bo... - Mała zaczęła nieśmiało, spoglądając przy okazji na stygnące na blacie słodkości. Czujne oko matki naturalnie zareagowało błyskawicznie, a kobieta przestawiła blachę w inne miejsce. - pomyślałam, że...
- Co takiego, aniołku? - ponagliła ją delikatnie, ponieważ nie lubiła, gdy jej dzieci długo zwlekały z odpowiedzią.
- Pomyślałam, że zrobię szkic, a pomalujemy go razem - powiedziała nieśmiało, ciągnąc swoją mamę delikatnie za rękę.
- A wstążkę masz, Nea? - zagadnęła z uśmiechem, zadając pytanie pozornie bez związku. Dla nich - retoryczne.
Blondyneczka energicznie kiwnęła głową, wyciągając zza pleców niebieski pasek. Drugą ręką przyciągnęła kobietę bliżej siebie. Mama uniosła jej dłoń, a ona wykonała uroczy piruet. Plecenie warkoczy należało do ich prywatnego r y t u a ł u, który zapowiadał coś znacznie ważniejszego. Córka odziedziczyła po matce artystyczną duszę, a zainteresowanie sztuką przejawiała już od najmłodszych lat. Splecione włosy u obu blondynek zawsze oznaczały wspólne malowanie w domowej pracowni.
Obraz na powrót się wyostrzył, a oddech zaczynał się uspokajać. Mimo wszystko nadal nie wiedziała, co się właściwie stało. W głowie nadal jej szumiało, a postać blondynki w długim warkoczu raz jeszcze przez kilka sekund zamajaczyła jej przed oczami. Spojrzała nieobecnym wzrokiem na pochylającą się nad nią kobietę, słysząc, że zwraca się do niej niemal w matczynym tonie, który zdecydowanie nie pasował do zaistniałej sytuacji. Matki jej nie lubiły, co niemal zawsze otwarcie manifestowały, odsuwając od Linnei swoje pociechy. Ta również zachowała dystans, a jej pociecha posłusznie czekała na ławce kilkanaście kroków dalej. Cud, że ta brunetka nie próbowała jej trącać długim kijem... Szczerze mówiąc, Linn nie tyle co dopuszczała do siebie taki obraz, a nawet uznawała go za niezwykle prawdopodobny.
━━ Czy... ━━ Z niemałym trudem podparła się na łokciach, rozglądając się wokół siebie. Nieznajoma odsunęła się na sam dźwięk jej głosu. Tak jak dzieci uciekają, gdy coś ich zaskoczy. Nea jednak wciąż zbyt nieobecna, jakby w innym świecie nie przejęła się tym zbytnio. ━━ znajdę w tym mieście jakiegoś fryzjera? ━━ wypaliła bez zastanowienia, a zaszokowana matka po dłuższej chwili wskazała jej najkrótszą drogę.
Do staroświeckiego zakładu fryzjerskiego weszła po cichu, dość nieśmiało. Tuż nad drzwiami zawieszono srebrny dzwoneczek, który dawał znać o nowym kliencie, więc jeśli właściciel znajdował się, gdzieś na zapleczu, to z pewnością musiał ją usłyszeć. W środku było przede wszystkim szaro, ponuro, ale bardzo czysto. Wręcz sterylnie, co świadczyło o niezwykłej precyzji i dokładności tutejszego mistrza nożyczek. Linnea zwróciła uwagę na wysłużony, obity brunatną skórą fotel, który w czasach swojej świetności musiał prezentować się bardzo elegancko. Równie ciekawie wyglądało olbrzymie lustro, zawieszone tuż nad białą toaletką, która przecież skrywała jeszcze piękniejsze skarby. Szczotka z włosiem, które na pewno nie mogło być syntetyczne. Szereg ostrych nożyczek w kilku rozmiarach. Ustawione na stojących obok szafkach oraz niewielkich regałach tubki i pudełeczka, skrywały w środku odżywki, szampony i kto wie, co jeszcze. Ułożone z boku różnego rodzaju brzytwy, błyszczały światłem odbitym od jarzeniowych żarówek. Niezwykle mocnych, jaskrawych, lecz z jakiegoś powodu oświetlających jedynie niewielką część tego pomieszczenia. Jednej z większych brakowało. Dodatkowo najmniejsze ostrze nosiło znamiona użytkowania. Lekko zabrudzone, tak odmienne od reszty idealnie czystych fryzjerskich narzędzi. Skażone. Zapewne dopiero, co używane i nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby te brunatne krople do złudzenia nie przypominały jej świeżej krwi.
━━ Dzień dobry. Chciałabym... ━━ zaczęła po cichu, przedtem niemal zderzając się z mężczyzną, który nagle znalazł się w głównym pomieszczeniu. Pod naciskiem jego spojrzenia poczuła się nieswojo, niczym jakiś intruz. Niespodziewani klienci ewidentnie nie byli tutaj mile widziani. Już zwłaszcza tacy jak ona. Ciekawscy. Tacy, którzy bez nadzoru i pozwolenia golibrody panoszą się po jego firmie.
Nienaoliwione drzwi zamknęły się niespodziewanie z piskiem, a ona podskoczyła spłoszona. Jedyna droga ucieczki była teraz odcięta. Fakt, że nieznajomy trzymał w dłoni brakujące ostrze, dodatkowo potęgował jej zakłopotanie. Powoli cofnęła się o kilka kroków, tak aby mimo wszystko znaleźć się bliżej wyjścia. Kroki podyktowane lękiem, szokiem, który powoli ustępował. Musiała się przełamać, aby osiągnąć cel. Wspomnienie, którego doświadczyła w parku nie mówiło zbyt wiele, ale ona czuła, że może dowiedzieć się znacznie więcej. Ten kilkuminutowy film w głowie wlał w jej serce nową nadzieję. Ktokolwiek... jej to pokazał... skądkolwiek... się to wzięło, mogło pojawić się raz jeszcze. Może na dłużej... powrócić ze zdwojoną siłą, a jej wrócić kolejne migawki z poprzedniego życia?
━━ Wiem, że nie byłam umówiona, ale może znalazłby Pan dla mnie kilka minut? Według opinii to najlepszy zakład w tym miasteczku ━━ dodała z nerwowym uśmiechem. Dopiero po chwili zorientowała się, jak absurdalnie i sztucznie zabrzmiała taka pochwała. Taki komentarz mógłby załatwić sprawę, a skomplementowanemu sprawić przyjemność jedynie w normalnym mieście. Niestety w Alpen Claire większość sprzedawców czy usługodawców posiadała monopol na swoje usługi oraz towary. Na nieszczęście pokierowano ją do jedynego działającego tutaj fachowca. Mimo popełnionej gafy Linn liczyła, że mężczyzna nie przepuści okazji do zarobienia kilku dodatkowych dolarów, odsyłając ją z kwitkiem. ━━ Może to zabrzmi dziwnie, ale koniecznie m u s z ę nauczyć się pleść warkocze. Proszę, to dla mnie bardzo ważne. Nie mam wybranego rodzaju... Obojętnie jakie, na każde się zgodzę. Mogą być najprostsze na świecie, niedbałe albo subtelne i wyrafinowane. To już Pana rola. Bylebym mogła powtórzyć później sama.