JustPaste.it
 
𝕿𝖆𝖎𝖓𝖙𝖊𝖉 𝕷𝖔𝖛𝖊
CHAPTER​ ⋆ XXVII​
ノ⠀⋆⠀THESE VIOLENT DELIGHTS HAVE VIOLENT ENDS AND IN THEIR TRIUMPH DIE LIKE A POWDER WHICH AS THEY KISS CONSUME.
 

⠀⠀⠀Malujący się na wargach Faustusa słaby uśmiech oraz wzrok, który odzyskał swą trzeźwość i bystrość, choć nieco zagubiony, zbiły mnie z pantałyku. Nie wyczuwając dłużej zagrożenia z jego strony, moje spięte dotychczas mięśnie zaczęły się powoli się rozluźniać, a paląca żyły wściekłość uchodziła ze mnie wraz z każdą sekundą, ustępując miejsca niepokojowi i podejrzliwości. Przymrużywszy własne, wpatrywałam się z najwyższą uwagą w jego niebieskie oczy, usiłując doszukać się w nich jakiegokolwiek podstępu; resztek czegoś obcego, zauważonego przeze mnie zanim wybiegł z pokoju i ostatecznie sprowadzonego przez umysł jedynie do roli przywidzenia. Z jego ust padło nagle banalne pytanie, które jeszcze bardziej wzburzyło panujący w mojej głowie chaos. Zadał je wyjątkowo swobodnie; zupełnie tak, jakby jego szczupłe i - Szatan mi świadkiem - bardzo sprawne na wielu płaszczyznach palce, nie próbowały przed paroma chwilami wydusić ze mnie resztek życia.

⠀⠀⠀Zdając sobie sprawę z tego, że mój małżonek oczekuje ode mnie odpowiedzi, zsunęłam się z niego i wygładzając swój strój z wszelkich wygnieceń, które powstały na skutek naszej szarpaniny, podeszłam do barku, na którym stała wypełniona whisky szklanka. Uniosłam naczynie do ust, a bursztynowy alkohol w przyjemny sposób podrażnił moje gardło.

Tak. ── odparłam krótko głosem zmienionym na tyle, że przez chwilę miałam wrażenie, iż w pokoju jest z nami ktoś jeszcze; ktoś, kto posiada miękki i niepewny, nieco zachrypnięty głos.

⠀⠀⠀Otrząśnij się, Zeldo.

⠀⠀⠀Zszokowana postawa zniknęła w mgnieniu oka, a zastąpiła ją pełna dumy aparycja, kiedy uniosłam wysoko głowę, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem. Machnęłam nonszalancko ręką w kierunku moich bagaży, a te uniosły się nieznacznie nad podłogę. Ruszyłam żwawym krokiem w kierunku drzwi, postukując zdobiącymi moje stopy szpilkami, a kiedy znalazłam się w przejściu, zerknęłam na niego przez ramię.

── Za to Ty zrobiłeś coś, o co Cię nie prosiłam. Małżeństwo lub nie, sentyment czy jego brak... to nieistotne. Jestem Twoją Arcykapłanką i nie zapomnę Ci tej samowoli, Faustusie.

 

 

⥽ ⛧ ⥼

 

 

⠀⠀⠀Nienawidziłam podróżować samolotem. Kiedy ryk silników wypełnił moje uszy, a wielka maszyna poderwała się z ziemi, zmierzając ku obłokom, zacisnęłam palce na podłokietnikach tak mocno, że aż zbielały mi kostki, zaś paznokcie zaryły o plastikową powierzchnię, choć ich dźwięk ginął w przerażających odgłosach maszyny. Pozwalając swoim włosom opaść na tyle, aby zasłoniły moją twarz, zamknęłam oczy, biorąc miarowe wdechy. Przed oczami miałam obraz brata oraz jego śmiertelnej małżonki, którzy przypięci pasami do dokładnie takiego samego fotela trzymali się za ręce, pogodzeni z tragicznym losem, który miał ich spotkać za kilka sekund...

⠀⠀⠀Samolot wyrównał w końcu swoje położenie, jednak nie rozchyliłam powiek nawet na chwilę; chociażby po to, aby zerknąć na siedzącego obok mnie Faustusa. Nie miałam ochoty podejmować z nim jakiejkolwiek dyskusji, stąd udawanie pogrążonej we śnie wydawało mi się najrozsądniejszym z możliwych rozwiązań. Zrzuciwszy z siebie ciężar widma niepożądanej konwersacji, pozwoliłam swoim myślom powrócić do wydarzeń z minionej nocy. Nagła wizyta roztrzęsionego Rafaela, jej tragiczny finał i następstwa owej - podjętej w ferworze akcji - decyzji. Odkrycie prawdy o śmierci Edwarda i zabójstwo Azraela, którego dokonałam w pełni świadomie. I dopuściłabym się go raz jeszcze. Zdarzenia te nie mogły się jednak równać z tym, co nastąpiło później: nagłą zdradą ze strony Blackwooda.

⠀⠀⠀Mogłam się tego prędzej czy później spodziewać; doskonale znałam przewrotną naturę swojego małżonka i jego niezaspokojone pragnienie sprawowania władzy absolutnej. Brak jakiejkolwiek litości, chęć dążenia do celu bez względu na cenę. Już raz dał popis swojej chorej ambicji, więc nieudana próba pozbawienia mnie życia nie powinna budzić we mnie nawet krzty zaskoczenia.

⠀⠀⠀Ale budziła.

⠀⠀⠀Poruszyłam się w fotelu, wydając z siebie cichy, niby senny pomruk, dający potencjalnemu obserwatorowi złudzenie spokojnego snu. W mojej głowie toczyła się wojna. Przeklinałam samą siebie; chory sentyment, który żywiłam do siedzącego obok mnie mężczyzny, za każdym razem prowadzący do zguby. Chcąc pokonać go na każdej możliwej płaszczyźnie i uniemożliwić mu dalsze destrukcyjne działania, jednocześnie lgnęłam do niego niczym bezmyślna ćma, widząca źródło światła w którego blasku miała wkrótce spłonąć. Moja naiwność stała mi na drodze do wielkości, która przy sprawowanym przeze mnie urzędzie była kluczowa. Uczucia, które niegdyś uznawałam za zniewagę wobec Mrocznego Pana, przestały nią być, lecz zamiast tego przeistoczyły się w niewidzialną broń, której ostrze wycelowane było w moją osobę. Oprócz toczenia walki z samą sobą - najtrudniejszym i najbardziej wymagającym oponentem, równocześnie musiałam przygotowywać się na starcie z mężem; od wyniku pierwszej zależał przebieg tej drugiej.

⠀⠀⠀Podjęta wieki temu gra z Faustusem nigdy nie była jednolita - zmieniała się wraz z każdą sekundą, wywierając na uczestniku konieczność przystosowania się do nowych okoliczności. Nie reguł. Te bowiem nigdy nie istniały. Uwolnienie Nicholasa przez moją niesforną bratanicę nie przeszło bez echa. Tego również się spodziewałam i wiedziałam, już wtedy wiedziałam, że zaciskające się na mojej szyi palce w małżeńskiej sypialni nie należały do Blackwooda. Pozbawiające tchu szpony, trwające w morderczym uścisku, były znajome; to one spoczęły na moim ramieniu w noc przed naszym ślubem. Przygotowując się do tego, aby mnie posiąść, jak stanowiło nasze nieświęte prawo, gorącym oddechem drażnił moją szyję, ramiona... 

⠀⠀⠀Nieznacznie uchyliłam powieki, zerkając na trwającą w zamyśleniu twarz mojego małżonka, w którego wnętrzu czaił się infernalny byt.

⠀⠀⠀Miej się na baczności, Zeldo.

 

 

⥽ ⛧ ⥼

 

 

⠀⠀⠀Panujący w Greendale chłód okazał się być zbawienny. W milczeniu przekroczyliśmy próg Akademii Sztuk Niewidzialnych, a następnie - nie zaszczycając go nawet ukradkowym spojrzeniem - bez słowa udałam się w kierunku kapłańskich komnat, aby zażyć odrobinę relaksu i odpoczynku.

⠀⠀⠀Długa kąpiel nie przyniosła jednak upragnionego rezultatu, a królewskich rozmiarów miękkie łoże zdawało się być zbyt duże, zbyt niewygodne. Przekręcając się z boku na bok w złotej pościeli, czułam narastającą frustrację, przez co z najwyższym trudem powstrzymywałam chęć odpalenia pierwszego po podroży papierosa. Wiedziałam jednak, że nikotyna również nie przyniesie zamierzonego efektu i mając to na uwadze, zacisnęłam mocniej powieki. Jak mogłam spać spokojnie, kiedy parę komnat dalej Szatan, pod postacią mojego małżonka, snuł zapewne plany wyrżnięcia całego Sabatu za zdradę?

⠀⠀⠀Powinnam coś z tym zrobić. Uwięzić go, wypędzić, powiedzieć mojej rodzinie. Zabić. Uderzyłam pięścią w poduszkę, która chwilę później stłumiła mój pełen bezsilności krzyk. Miałam związane ręce. Otwarty atak nie wchodził w grę; stanowił on zbyt duże zagrożenie dla Sabatu, nie byłam w posiadaniu Włóczni Longinusa, a oprócz tego...

⠀⠀⠀Przed oczami objawiła mi się twarz mojego męża, kiedy podczas tamtej pamiętnej nocy postanowiliśmy zatracić się w sobie, odsuwając na bok wszelkie zaszłości, zapominając o wzajemnych zdradach, które ostatecznie rozdarły nasze małżeństwo. A może wręcz przeciwnie? Może ten sposób, jedyny wspólny język, język ciała, miał być dla nas obopólną karą? Każdy pocałunek, każdy dotyk moich dłoni na jego ciele, jego na moim, budziły niepisane obietnice, które nigdy nie miały się spełnić. Obustronna przyjemność, wzajemne uniesienie - postludium emocjonalnej melodii kłamstw, którą spijaliśmy ze swoich warg. Dlaczego musiałeś wrócić?

⠀⠀⠀Wolałabym, aby odszedł na zawsze. Zginął gdzieś w świecie, krusząc tym samym jakąś cząstkę mojego serca, jednak to byłoby zdecydowanie łatwiejsze. Będąc przy mnie zawsze miażdżył je bez cienia litości. Okręcając się na drugi bok, powoli poczułam jak ramiona Morfeusza otaczają mnie z każdych stron, pozwalając niepożądanym myślom odpłynąć w dal. Nie pamiętałam swoich snów.

⠀⠀⠀Obudził mnie jednak znajomy płacz, który sprawił, że momentalnie poderwałam się do pozycji siedzącej, zaspanym wzrokiem omiatając pogrążoną w półmroku sypialnię. Judas. Dopiero kiedy mój umysł rozbudził się, uświadomiłam sobie, że chłopiec wraz z swoją siostrą są daleko, otoczeni opieką ze strony mojego Ambrose'a i Prudence. Ale czy napewno są bezpieczni? Teraz, kiedy ich ojciec zawarł jakiś irracjonalny pakt z samym Diabłem?

⠀⠀⠀Uniosłam dłonie do włosów, przeczesując drżącymi palcami splątane, rude kosmyki. Czując dyskomfort na serdecznym palcu podczas tej czynności, postanowiłam dokładniej mu się przyjrzeć i wtedy to dostrzegłam. Lśniła na nim złota obrączka, którą kilka miesięcy temu cisnęłam w czeluści swojego biurka, nigdy więcej nie chcąc na nią patrzeć. Symbolizowała ona  w moich oczach zniewolenie; moją przynależność do Faustusa, której nie mogłam się wyprzeć na mocy łączącej nas przysięgi i nazwiska, którego używania zaniechałam, jednak w istocie byłam nią. Zeldą Blackwood. Zsuwając z palca błyskotkę, położyłam ją na szafce nocnej, starając się skupić myśli na o wiele bardziej istotnej kwestii - nadchodzącym apelu.

 

 

⥽ ⛧ ⥼

 

 

⠀⠀⠀Sprężystym krokiem przemierzałam korytarze Akademii, układając w głowie słowa, którymi już za chwilę miałam uraczyć zebranych w głównym holu uczniów. Do tej pory wszelkie reformy związane z funkcjonowaniem naszego Sabatu były utrzymywane przed nimi w ścisłej tajemnicy i jedynie my, Spellmanowie, wiedzieliśmy o przewrocie w piekielnej strukturze i zniewoleniu Mrocznego Pana. Zniewoleniu, które zakończyło się wraz z kolejnym nieprzemyślanym występkiem mojej bratanicy. Konfrontacja z Sabriną była nieunikniona. Nie miałam zamiaru puścić jej płazem jawnego nieposłuszeństwa, które zaowocowało tym, z czym teraz musiałam się mierzyć. A wszystko w imię chorej, trującej wszystko miłości.

⠀⠀⠀Dotarłszy na miejsce dostrzegłam stojącego w cieniu Faustusa, który omiatał nieodgadnionym spojrzeniem zgromadzonych czarowników i czarownice. Starając się ignorować jego obecność, aby nie utracić rezonu, wstąpiłam na niewielkie podwyższenie.

── Uczniowie! ── mój głos rozniósł się po holu, a wszystkie spojrzenia momentalnie zwróciły się w moją stronę. ── Nasz Sabat wchodzi w nową erę; erę, która została odrzucona przez Radę Czarownic na szczycie w Watykańskiej Nekropolii. Kościół Nocy przestaje z dniem dzisiejszym należeć do Kościołów Mroku... ── po pomieszczeniu rozniosły się rozemocjonowane pomruki, powodując ogólny szum; uniosłam dłoń do góry, uciszając zgromadzonych. ── Jeszcze nie skończyłam. Kilka miesięcy temu nastąpiła pewna zmiana, która stała się zarodkiem rzeczonych reform. Od teraz nasz Kościół Nocy będzie Kościołem Lilith, czczącym Królową Piekła. ── mimowolnie zerknęłam kątem oka na Faustusa, usiłując doszukać się jakiejkolwiek zmiany na jego obliczu. ── Rada Czarownic nie zaakceptowała jednak przedstawionego im manifestu. Między zebranymi doszło do podziału. Nie jest to jednak nic, czym powinniście się martwić. Ich opinia w żaden sposób na Was nie wpłynie, zaś nasz Kościół, jak i Akademia, będą funkcjonowały jak dawniej. Jeżeli ktoś... ── donośne chrząknięcie, które dobiegało zza moich pleców, przerwało mój wywód.

⠀⠀⠀Powoli odwróciłam się w kierunku źródła dźwięku, stając twarzą w twarz z moim mężem, który wręcz bezszelestnie znalazł się tuż za moimi plecami. Blisko, zdecydowanie za blisko, zważywszy na okoliczności. Nie to było jednak powodem zmartwienia, a wyraźna, dzika  i  mroczna satysfakcja, która malowała się w jego niebieskich oczach oraz na jego wargach.

── Co Ty wyprawiasz? ── wysyczałam zza zaciśniętych zębów, z całych sił starając się nie ukazywać swojego zdenerwowania.