JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Już przestałem zwracać uwagę na wschody i zachody słońca. Każdy kolejny mrok nocy zlewał się dla mnie z blaskiem słonecznego dnia. Nie istniał ten naturalny podział, dzięki któremu wiele istot żywych mogło normalnie egzystować. Dla mnie przestało to już mieć znaczenie ponad stulecie temu. Uwierzycie, że taki przystojniak jak ja ma już ponad setkę na karku? To dobrze bo ja też nie. Żywot wampira jest dziwnym rodzaje egzystencji. Z jednej strony pamiętasz swoją śmierć, ale z drugiej ciągle wałęsasz się po tym parszywym świecie nie mogąc ostatecznie dokonać swego żywota. Takie dziwne rozmyślania, a taka piękna noc. Jak to miałem w zwyczaju, leżałem wygodnie na wysoko usadowionej gałęzi i patrzyłem w gwiazdy. Te gazowe olbrzymy na tym granatowym niebie nie olśniewają tak swoją potęgą. Tak sobie trwałem, aż z tego błogiego stanu nic nie robienia wyrwał mnie szelest liści. Spojrzałem w dół w odpowiednim momencie, by dostrzec przechodzącego, a raczej skradającego się pod drzewem Łowcę. Cóż za amatorszczyzna, swoimi krokami mógłby zbudzić trupa i to w dodatku głuchego. 

Spojrzałem na zegarek i jeszcze raz z zaciekawieniem na skradającego się mężczyznę. Co on tutaj robi w środku nocy? Spytałem sam siebie i nie mogąc się powstrzymać z ciekawości poszedłem za nim. Zachowywałem niewielki dystans miedzy nami jednak mimo to, ten nawet się nie zorientował, że ma towarzystwo. Naszła mnie myśl. Albo jest on na tyle głupi, że da się zabić, albo jest na tyle inteligentny, że nie zareaguje mimo, że wie o mojej obecności. Aha, tyle pytań, a tak mało odpowiedzi. 

W końcu się zatrzymał, a ja wraz z nim. Czekając na przebieg wydarzeń rozglądnąłem się w poszukiwaniu towarzyszy mojego nowego znajomego. Jednak nikogo takiego nie dostrzegłem, ani nie wyczułem. Czyżby przyszedł sam? Cóż, nie dziwię mu się. Też prowadzę żywot samotnego wilka. Owszem kilkukrotnie stałem na czele klanu wampirów, nawet swojego czasu kilku na raz, ale okazało się to zupełnie nie dla mnie. Odciąłem się od wszystkiego co było mi znane i zagłębiłem się w zupełnie inny świat. Nim się spostrzegłem każdy tłum wampirów rozstępował się na mój widok niczym morze czerwone. Po dziś dzień nie wiem czym sobie tym zasłużyłem, czy tym, że tyle przeżyłem, czy tym, że tylu zabiłem, nie ważne. 

Usłyszałem nagle znajomy głos, który przez dekady doprowadzał mnie do białej gorączki. Blake...ty stary durniu, żeby nie użyć gorszego słowa. Przysłuchałem się rozmowie, która wywiązała się pomiędzy owym osobnikiem i jego towarzyszem. Od razu domyśliłem się co jest granę. Szykowali zasadzkę, a to był ich znak. W końcu czego mógłbym się po nim spodziewać, on nigdy ie grał czysto. Głos drugiego wampira ucichł, a zastąpił go niski głos młodego Łowcy. Znów wysiliłem słuch, nie wiedzieć czemu, śmiejąc się w duchu z zaistniałej sytuacji, pewnie przez to, że wiedziałem co się zaraz wydarzy. I się nie pomyliłem. 

Po chwili zaczęło się robić na prawdę ciekawie. Na przeciwko Łowcy stanęło nagle dwadzieścia wampirów. Hmm, statystycznie rzecz ujmując...nie ważne jak bardzo machałby tym swoim nożykiem i tak będzie "wąchał kwiatki od spodu" (no przepraszam, ale to jest za dobry tekst :D). Jak ja nienawidzę opowiadać się po czyjejś ze stron. Miałem w zwyczaju być Szwajcarią, ale w końcu jak trzeba to trzeba. Z resztą do botki, to ja zawsze pierwszy. 

- Schować kły. - powiedziałem spokojnie wychodząc jak gdyby nigdy nic z ukrycia. - Nie mieszaj się - Usłyszałem rozkaz płynący w moją stronę. Nie, nie, nie, mi się nie rozkazuję, mnie się słucha. - Drugi raz nie powtórzę.  - Teraz może z tuzin wampirów posłuchało i odstąpiło, kilka nawet uciekło. Kilka jednak zostało pod przewodnictwem Blake'a. - Odpuść przyjacielu. - odparłem spokojnie jednak ten tylko się zaśmiał i ruszył w moją stronę. Odepchnąłem go z łatwością. - Radzę ci odejść Nocny Łowco jeśli jeszcze chcesz zobaczyć blady świt. - powiedziałem wysuwając kły w stronę Blake'a.

 

      

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━