━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
Wróciłem spojrzeniem na twarz dziewczyny. Nie może być zwykłym człowiekiem z Miasta. Taki przeciętniak nie byłby w stanie przeżyć, aż tyle przy ataku zombie. Musi mieć dobre wyszkolenie, albo przynajmniej dobre pojęcie o walce. - Można tak powiedzieć. - Cody to oddział komandosów. Oni się nie pieprzą z niczym. Dzięki temu wiem komu mogę oddawać najważniejsze zadania z pewnością, że wykonają je tak jak trzeba. Ponownie spojrzałem na korytarz przez uchylone drzwi. Niepokoiły mnie te dźwięki, ale miałem szczerą nadzieję, że to nic poważnego i nie będę musiał ingerować. Wstałem i zamknąłem drzwi, by wygłuszyć dźwięki dochodzące praktycznie z całego budynku. Teraz muszą choć na chwile poradzić sobie beze mnie.
Ze zdziwieniem spojrzałem na dziewczynę ponownie zajmując swoje miejsce. Pierwszy raz od miesięcy ktoś mi za coś podziękował... Skinąłem głową w odpowiedzi na jej podziękowania. - Nie lubię mieć niewinnych ludzi na sumieniu. - odparłem zaplatając przed sobą palce. Też tak jak ona wysiliłem się na lekki uśmiech, który jednak szybko zbladł i zniknął. Co niby miałem jej powiedzieć? Że prędzej czy później i tak wszyscy zginiemy, więc nie powinna dziękować, bo tylko przysporzyłem jej cierpienia na przyszłość. Z resztą, o takim końcu nie myślę tylko ja. Tylko nie mogę tego pokazać, by nie odbierać nadziei swoim ludziom i rodzinie. Nie łatwo jest być odpowiedzialnym za tyle ludzi i pilnować by wszyscy przeżyli. Prawda, dałoby się to zrobić, ale w tych czasach jest to na pograniczu z cudem.
- To moja siostra. - odpowiedziałem na jej nieme pytanie. - Jest smutna bo nie możemy znaleźć naszego brata. - pokręciłem głową rzucając szybkie spojrzenie w kierunku drzwi. Westchnąłem. - Możemy ci pomóc znaleźć tego kogo szukasz. - powiedziałem pewnie obdarowując ją spojrzeniem pełnym zrozumienia. Ostatecznie też kogoś szukam. - Nie jesteś tutaj więźniem tylko gościem. Możesz się poruszać po wszystkich piętrach, nie schodź jedynie do podziemi, a wszystko będzie dobrze. Samej w takim stanie cie nie wypuszczę, nie ma opcji. - odparłem. Hmm, ta dziewczyna...powoli zaczyna mi kogoś przypominać, tylko pytanie...kogo? - Póki co - wstałem - Odpoczywaj. Na stoliku jest komunikator, jeśli będziesz coś potrzebowała, wezwij mnie. - ruszyłem w stronę drzwi.
━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━
