JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

      

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Serafina uśmiechnęła się słabo do towarzyszki, spuszczając głowę, by pomyśleć nad odpowiedzią na jej pytanie; sama tak naprawdę nie wiedziała co odpowiadać, gdy ludzie tak często zadawali jej podobne pytanie. Mimo, że mieszkała w dosyć małej mieścinie, nie każdy wiedział, że pastorowa w przeszłości pracowała w obleśnym klubie w którym zmuszano większość kobiet do prostytucji, obcowania z klientami poprzez prywatny taniec, a konsekwencje za niewykonanie polecenia dla niektórych były ostatnią rzeczą jaką mogły doświadczyć. Nie była pewna, czy Jane wie o jej wcześniejszym życiu, nie chciała jednak poruszać tego tematu. Zatrzymała się w myślach na etapie spotkania z Anną, która podarowała jej szansę na płatną pracę, ale również na nowe życie w towarzystwie istot, które podobnie jak ona, zostały odepchnięte przez rodzicieli, potraktowane jak bezpańskie zwierzęta. Wzdrygnęła się na samą myśl jak musiała znosić swoją matkę, która przecież na tle matek dzieci z sierocińca nie wyróżniała się niczym nadzwyczajnym. Pearson miewała momenty, gdy zastanawiała się dlaczego Bóg pozwala takim kobietom rodzić bezbronne maleństwa, które od najmłodszych lat były szykanowane, bite i porzucane bez jakiejkolwiek winy i możliwości ucieczki, obrony samego siebie.

— Od zawsze chciałam pomagać ludziom, ale dzieci? T a k i e dzieci? Nigdy bym sama z siebie nie pojawiła się tutaj. Pierwszy raz, gdy ujrzałam je... potrzebowałam zebrać myśli, potrzebowałam kilku dni, by zapomnieć o tym co czuję, a skupić się na nich. Większość płakała, później pojawiały się pobite maluchy, nawet noworodki. Byłam zagubiona, często płakałam.

Zamilkła, czując deszcze na ciele. Miasto od dawna przestało należeć do Boga, a nawet burmistrza, czy pastora. Wszyscy należeli wyłącznie do mrocznego bytu, który na szczęście w sercach wielu wierzących był niemalże samym diabłem, który nie zdołał zanieczyścić dobrego serca w którym wciąż mieszkał Bóg. Sierociniec nie znajdował się zbyt daleko, dlatego po paru minutach kobiety mogły ujrzeć z daleka obskurny budynek, który latem wyglądał mimo wszystko lepiej, niż zimą. Rośliny o które dbał pan Edmund oplatały połowę sierocińca, co wywołało na twarzy Pearson szeroki uśmiech. Kiedy znalazły się przy bramie, Serafina odkręciła się do dziewczyny, przygryzając dolną wargę, co było dowodem na to, że zastanawia się nad tym co powiedzieć i czy w ogóle powinna. Mimo wszystko nie mogła okłamywać kogoś kto pierwszy raz miał zjawić się wewnątrz domu porzuconych dzieci, które nie zawsze były... d o b r e.

— Nie chcę Cię wystraszyć, ale też nie mogę ukrywać pewnych faktów... niektóre dzieci ciężko radzą sobie wśród nas. Mogą wydawać się mroczne, lekko pokręcone, lub osamotnione co niekiedy potrafi wzbudzić lęk wśród odwiedzających, jednak pamiętaj, że każda z sierot ma swoją własną, smutno przerażającą historię. Zasługują na dużo uwagi, wysłuchania i pewnego rodzaju miłości. Ale hej! To tylko kilka godzin, ja zajmę się najważniejszymi sprawami. Po prostu ciężko upilnować samemu dzieciaki, nigdy bym nie powierzyła Ci czegoś niebezpiecznego lub czegoś co byłoby ponad Twoje siły. Jestem Ci bardzo wdzięczna za chęć pomocy, mało kto by się zgodził. Ludzie w mieście są w większości odizolowani od takich budynków. Nie dziwię im się; każdy powinien dbać o siebie w pierwszej kolejności, jednak... czy to takie trudne czasami poświęcić czas dla istot, które jako niewinne maluchy zostały porzucone lub skrzywdzone?

Mimo upływu lat pracy w sierocińcu, mimo obecności bytu, całego mroku, ona w dalszym ciągu nie rozumiała dlaczego Bóg nie dba o tych, którzy najbardziej cierpią. Dlaczego od tak dawna nie pojawia się, nie wspiera swoich dzieci. Otworzyła w końcu z trudem bramę, przepuszczając wpierw kobietę, rozglądając się, czy prorok nie postanowił pojawić się wraz z nowym gościem. Na szczęście ulica przed sierocińcem była pusta, co sprawiło, że opiekunka odetchnęła z ulgą, ruszając do przodu.

— Co czujesz, gdy patrzysz na ten budynek? Co czujesz na samą myśl, że ujrzysz te dzieci? Spójrz! Tam w oknie stoi Asmodeusz. Wygląda chwilami jak upiorne dziecko, ale jego dusza jest barwniejsza niż niejednej dorosłej osoby. 

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

         

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━