━━━━━━━━━━━⠀⠀⠀⠀❀⠀⠀⠀⠀━━━━━━━━━━━
Jane nie mogła opanować uśmiechu.
Tak, Serafina to była bardzo specyficzna kobieta. Inna niż większość statecznych małżonek i matek Alpen Claire. Jane wydawało się zresztą zupełnie nieodpowiednie, nazywać Serafinę tym poważnym tytułem, gdy była wypełniona tak słoneczną, naiwną i czystą energią. Nie chciała uchodzić za specjalistkę od ludzkiej natury, skąd!, poza tym każdy skrywał w tym mieście krwawe i odrażające tajemnice – a jednak Serafina była niczym dotknięcie anielskiej dłoni, jak podmuch skrzydeł wprost z nieba. Jeśli istniało niebo. Z takim piekłem jak to na Ziemi – nigdy nie wiadomo. Jane lubiła uważać, że wszystko, co ma do dyspozycji, to dzień dzisiejszy. Carpe diem!
- Święty Augustyn? Czy to nie on jest jednym z mężczyzn kościoła odpowiedzialnym za nazwanie kobiet słabszymi i nakazanie im służenia, służenia i niczego więcej poza służeniem? – spytała bystro, zerkając na towarzyszkę. Skojarzenie faktów przyszło szybko, nie wiedziała, skąd. Nie dowiedziała się tego przecież z tutejszej ambony. Może z jakiejś książki, może z przeszłego życia? Dociekanie nie było jednak istotne. Nie chciała zrazić do siebie Serafiny. Ale przebadać, tak, na pewno przebadać. Odrobinkę. Być może nawet nieco się podroczyć, ale bez złych intencji. Jej wyzywającemu pytaniu towarzyszyło więc łagodne wzruszenie ramionami i przepraszający uśmiech. „To nic takiego, nie jestem pewna”, mówił jej język ciała.
Serafina była dobrą dziewczyną. Jane nie chciała mącić dobrym ludziom nastroju. Nie zasługiwali na to. Wydawało się jej, że dla Serafiny kwestie związane z religijnością, modlitwą i świętymi są ważniejsze… Och, może nawet istotniejsze niż dla samego pastora! Delikatne – nie dla żartowania. Jane nie rozumiała tej swojej uwagi. Nie znały się przecież. Skąd więc jej naturalna sympatia względem pani Langdon?
- Krążą bardzo głośne plotki o tym, że nasz pastor doczekał się potomka – zmieniła temat. – Gratulacje. Wyglądasz kwitnąco - wtrąciła, ot, drobne białe kłamstwo, by podbudować nieco samopoczucie młodej matki. – Nie wyobrażam sobie, jak bardzo odważna jesteś. Bycie mamą to przecież najbardziej wyczerpująca praca ze wszystkich. Szczególnie tutaj, prawda?
Ach, drobna uwaga. Zbyta błyskawicznym wskazaniem na jedno z wyjątkowo bujnych stoisk – tutaj obok kolekcji zegarów wyniesiono na blask słońca przepiękne lustra, pudła i puzderka, zbieraninę drewnianych korali i całą masę makulatury. Pisemka o ogrodnictwie sąsiadowały z wyblakłymi numerami miejskiej gazety i mocno przetartymi kwartalnikami o szyciu ubrań. Takie małe zdania, sugestie, te półsłówka… To była przecież prawdziwa gra tego miejsca, znak rozpoznawczy dla tych, którzy mieli coś w zanadrzu, jakieś malutkie nietrzymanie się ostrych reguł.
- Jeśli chciałabym złożyć jakieś dobre słowo u tego u góry - wskazała palcem niebo - w intencji młodego członka naszej społeczności, to najlepiej przez którego świętego albo świętą pukać do drzwi? Nie znam się na tym dobrze, a nie śmiałabym rozmawiać z NIM bezpośrednio.
━━━━━━━━━━━⠀⠀⠀⠀❀

