I ꜱᴀᴡ ᴛʜᴇ ꜱɪɢɴ ᴀɴᴅ ɪᴛ ᴏᴘᴇɴᴇᴅ ᴜᴘ ᴍʏ ᴍɪɴᴅ
━━━━━━━━━━━⠀⠀⠀⠀❀⠀⠀⠀⠀━━━━━━━━━━━
Dzień był słoneczny.
Taka pogoda nie przytrafiała się w Alpen Claire często. Niebo było niemal bezchmurne, czyste i świeże; promienie już prawie letniego słońca przebijały się swojsko na ziemię, otulając wszystkie budynki i drogi, a niektóre z nich ciekawsko prześlizgiwały się nawet przez konary zazwyczaj tak nieprzyjemnych i raczej odpychających drzew wypełniających ściśle środek lasu. Pachniało szaleńczo – przeoraną ziemią grządek, białą farbą, którą pokrywano ogrodzenia i jakimś rodzajem wolności, który kojarzy się tylko z krótkim okresem między wiosną a latem. Tak. To był piękny, słoneczny dzień.
Jane ze smutkiem odkryła, że w jej garderobie nie ma żadnych okularów przeciwsłonecznych.
Odkrycie było rzecz jasna drobiazgiem, ledwo maleństwem – była jednak przekonana, że okulary takie widziała wcześniej, ba!, nawet miała już raz czy dwa na nosie w ciągu ostatnich lat. W pierwszej kolejności przeszło jej przez myśl, że musiała je odłożyć w jakieś inne miejsce…. Nie, tak być nie mogło. Częste luki w pamięci wymusiły na Jane przyzwyczajenie do świadomego odkładania każdej pierdołki w dokładnie wyznaczoną do tego półeczkę, szafeczkę lub szufladę. W tak zagmatwanym świecie musiał przecież istnieć j a k i ś porządek. A więc musiała zgubić okulary w jednym ze swoich straconych czasów.
Westchnęła, podnosząc się z klęczek. Strąciła ruchem dłoni kurz zebrany na kolanach. Akcja poszukiwawcza była straconym czasem – a traciła go dość poza świadomością, by dokładać do tego działania zamierzone. Pomyślała nawet, że dobrze się składa. Myśl ta przylgnęła do niej i kiedy Jane wychodziła z domu, była już święcie przekonana, że tak być musiało.
Bo dzisiaj w mieście odbywał się targ staroci.
Wydarzenie to było bardzo popularne z wielu powodów. Najistotniejszą zaletę stanowiła kolejna z wielu okazji do wymiany plotek – tym bardziej ekscytująca, że wymiany dokonywano pod gołym niebem, a to przecież zawsze nastrajało pozytywnie. Plotki latały więc jak muchy czy osy – owadów zresztą również nie brakowało, a wykorzystywały każdą okazję do tego, by przylgnąć do jakiegoś kawałka domowego ciasta z wielu wyłożonych na stoliki domowych wypieków. Poza tym na prowizorycznych stoiskach splecionych ze szkolnych ławek i prywatnych krzeseł znaleźć można było książki i płyty na wymianę, stare radia i odbiorniki, zabawki, z których wyrosły już dwa pokolenia dzieci, ubranka dla dużych i małych; w końcu całą masę bibelotów kuchennych i domowych, a także cały piękny pokaz rzeczy zupełnie bezużytecznych. Te również znajdowały swoich nowych właścicieli. Miasteczko skrupulatnie wymieniało się dobytkiem, nie dopuszczając do marnotrawstwa.
Jane lubiła tę zbieraninę ludzi. Z całkiem pogodną głową zapuściła się w uliczkę tej garażowej wyprzedaży, szybko skupiając się na godnym zajęciu w postaci pochłaniania sporego domowego serniczka pani Roy. Ku jej zaskoczeniu, wśród wielu innych drobiazgów na targu znalazła coś nieoczekiwanego - swoje własne okulary przeciwsłoneczne, wyłożone na stoliczek przez panią Wilson, wyprzedającą rzeczy po swoim synu. Jane wiedziała dobrze, że te okulary są j e j, że fizycznie i bez wątpienia należały d o n i e j, w końcu pamiętała to jasne zadrapanie wokół lewego szkiełka. Pani Wilson nie miała jednak powodu, by Jane oszukiwać, a Jane nie miała powodu, by za swoje okulary nie zapłacić, bo cena była śmieszna, a do okularów była przyzwyczajona.
Ciekawe, jakim cudem znalazły się w rzeczach syna pani Wilson. Biedaczek, nie wytrzymał presji i opuścił Alpen Claire. Nikt nie spodziewał się, by kiedyś miał wrócić – a pani Wilson najbardziej.
- Ja bym się nie zastanawiała, w tym kolorze jest ci bardzo dobrze. - Jane uśmiechnęła się do młodej matki z maleńkim dzieckiem, która przyglądała się swojemu odbiciu w wąskim lustrze opartym o drzewo. Znała ją. Musiała być kobietą pastora. Zerknęła w stronę swojego sąsiada, który zajmował się innym z klientów. Nie przysłuchiwał się, więc pochyliła się w jej kierunku, zniżając głos. - Chociaż targowałabym się ostro, pan Tremblay nie ma pojęcia o cenach za damskie ubrania, jego żona wysłała go tu za karę. Chce się szybko pozbyć tych rzeczy i wracać do swojego warsztaciku, jak go znam.
━━━━━━━━━━━⠀⠀⠀⠀❀
