JustPaste.it

══════════════════════════════ ❝ í cαn't trust чσu.. ❞ ══════════════════════════════

23cf8558803c6ec8772ac39ccb723edb.jpg

════════════════════════════════════ » • « ════════════════════════════════════

Dlaczego tu przyszłaś? No właśnie. Dlaczego? Dlaczego skierowałam swoje kroki właśnie tutaj? Dlaczego Shane? Przecież mogłam uciec wszędzie. Do przychodni, na cmentarz gdzie mogłabym się wypłakać nad pomnikiem rodziców albo do kościoła gdzie mogłabym się uspokoić, pomodlić. Nie miałam pojęcia dlaczego przyszłam własnie do Pana Reid, co kierowało moimi nogami? Czułam coraz mocniej, że był to poważny błąd z mojej strony. Shane'a traktowałam poniekąd jak przyjaciela, ale nie umiałam wyjaśnić nic poza tym małym stwierdzeniem. Nie mogłam jednak znieść tej zaborczości z jego strony, wręcz na siłę próbował wmówić mi swoje racje, przekonać, że powinnam odejść od męża. Jak mogłabym zrobić coś tak wstrętnego? Ten człowiek namawiał mnie do grzechu, którego nie mogłabym popełnić. Przecież.. Nie. Nie. Nie. Nie kochałam Go. Moje serce krzyczało, a ja nie umiałam się nie zgodzić. Ta miłość została mi wmówiona przez matkę i ojca. To oni wybrali mi Go na męża. To oni wpakowali mnie w to wszystko. To oni dali przyzwolenie na molestowanie, bicie, gwałty, krzyki, awantury. Moje myśli krążyły niebezpiecznie po rejonach, w które nigdy się nie zapuszczałam. Nie chciałam oczerniać rodziców. Nie można przecież źle mówić o zmarłych, ale jak mogłam myśleć o nich dobrze skoro skazali mnie na piekło? Spojrzałam na Shane'a, który tracił cierpliwość, podnosił głos, krzyczał, wybuchał niczym mój mąż. Jednak tym razem złość nie była skierowana bezpośrednio na mnie, a na Niego, na moje zdanie o Nim czy też moje zachowanie. Uniosłam hardo głowę. Mimo, iż serce krzyczało jedno postanowiłam dalej iść w zaparte. Wewnętrzny głos podpowiadał mi, że robię dobrze. Przecież to Jemu przysięgałam przed ołtarzem, a Reid nic nie wiedział o moim życiu, małżeństwie. Może i musiał znosić podobne rzeczy w dzieciństwie, ale teraz był wolnym człowiekiem. Moją wolnością miała być śmierć, którą Shane mi odebrał! Nie pozwolił skoczyć. A już dawno byłabym wolna. 

- Nie wiem po co tu w ogóle przyszłam. - Wyszeptałam cichym głosem, spoglądając spod czarnych rzęs na mężczyznę. Nerwy spowodowały, że poczęłam wyłamywać palce. - Tak naprawdę to był błąd. Nie różnisz się swoimi krzykami i swoim zachowaniem niczym od mojego męża. Próbujesz krzykiem wmówić mi swoje racje, bo uważasz, że tylko Ty masz rację. - Ze złością skierowałam wyciągnięty, wskazujący palec na klatkę piersiową mężczyzny. Mój głos ze spokojnego zaczynał wchodził w coraz to donośniejszy. Wyzwoliłam w sobie emocje, które od dawna kiełkowały. Dałam ponieść się chwili, aby całą frustrację trzymaną w sobie od dawna przenieść na Shane'a, który chciał mi pomóc, który martwił się o mnie, ale w tej danej chwili była tylko złość i walka o siebie, swoje małżeństwo, ochrona męża, który był katem. Myśli motały się w mojej głowie, a ja postanowiłam iść drogą, którą już znam. Dlatego jak mantrę powtarzałam pewne regułki nie dając się tym samym omotać. - Każdy z was uważa, że wie najlepiej jak powinno wyglądać małżeństwo. Nikt nigdy nic nie robił, zawsze tylko nudne gadanie, które nie wnosi nic! Kompletnie nic! Mam opuścić męża, bo ktoś myśli, że wie lepiej jak wygląda moje małżeństwo? Mam dopuścić się grzechu tylko dlatego, że On czasem się denerwuje? Nie to przyrzekałam przed ołtarzem, nie to przyrzekałam sama sobie. Żałuję, że tu przyszłam, że pozwoliłam sobie na słuchanie tych bredni, które wypowiadasz, żałuję, że pozwoliłam, abyś zakradł się do mojego umysłu i w nim mieszał! Nie mogę pozwolić, aby ludzie Twojego pokroju mieszali się w moje życie! To właśnie przez takich ludzi On jest taki! Denerwuje się, bo ktoś chce zmieniać coś co jest święte! - Z bijącym sercem i łzami zbierającymi się w oczach, nie patrząc na wściekłość malującą się na twarzy mężczyzny po prostu opuściłam jego dom, trzaskając przy tym drzwiami. Wiedziałam, że zrobiłam najgorszą rzecz na świecie, ale zdrowy osąd został zastąpiony przez to co od lat powtarzała mi mama. To za jej słowami szłam, to jej zdania wypadały przez moje usta. W tym wszystkim nic nie należało do mnie. Byłam nikim. Żałosnym człowiekiem, który nie potrafił być sobą. Nie miałam własnego zdania. Potrafiłam wypowiadać tylko te, które ktoś mi wmówił. Moja regułka, która dawała jako takie poczucie bezpieczeństwa. Przełknęłam ślinę, a łzy otarłam dłonią. Jak na złość pojawiały się za nimi kolejne i kolejne. Nie mogłam wrócić w takim stanie do domu, dlatego swe kroki skierowałam do przychodni, w której spędziłam długą, samotną noc. Miałam wiele czasu do namysłu co robić dalej. Mogłam przemyśleć każde wypowiedziane słowo i zrozumieć jak głupie jest moje myślenie. Czasu jednak nie cofnę, a ja podjęłam decyzję. Musiałam zmierzyć się z mężem i dalszym życiem z nim pod jednym dachem. 

════════════════════════════════════════════════════════════════════════════