JustPaste.it

═════════════════════════════════ ❝ í αm lσst.. ❞ ═════════════════════════════════

welcome to the wonderland317b8b8ef1f9ac00bb5e1292ca6ba209.gif

════════════════════════════════════ » • « ════════════════════════════════════

Pytanie chłopca spowodowało, że całe moje ciało napięło się, a ja sama poczułam dziwny ucisk w gardle. Szukając w głowie jakiejś odpowiedzi, usłyszałam ostry ton głosu Shane'a, który stanowczo zbyt nerwowo zareagował, ale nie kontynuowałam tematu, uznając go za zamknięty, a nawet i dziecko jakby przygasło. Poniekąd w jego małej główce uroiło się, że został zbesztany, ale wiedziałam, że dziecko chętnie drążyło by temat. Mały był sprytniejszy niż każdemu się wydawało. Wielokrotnie przebywał ze mną w małym pomieszczeniu dla pielęgniarki szkolnej w budynku uczelnianym, dyskutując na przeróżne tematy. Byłam pod wrażeniem, gdyż dzieci w tym wieku nie są tak rozwinięte, a Lucas był wręcz zagadką. Na moje nieszczęście miał również wielki zmysł obserwacji, a dopatrywanie się pewnych rzeczy, jak dziś sińca, było dla niego drobnostką. Unikając wzroku starszego Reida wykonałam swoje zadanie. Po opuszczeniu pokoju przez wyżej wymienionego porozmawiałam jeszcze przez chwilę z matką chłopca, która pojawiła się w pokoju. Przekazałam wszelkie istotne informacje na temat stanu zdrowia oraz ostrzegłam przed wszelkimi konsekwencjami ospy. Ava doskonale wiedziała, że gdy będzie się coś dziać może dzwonić o każdej porze, gdyż jeśli chodziło o zdrowie mieszkańców potrafiłam wstać nawet w środku nocy i iść na pomoc. 

Po pożegnaniu chłopca i jego matki, opuściłam pokój i pomału zeszłam ze schodów, przed którymi to miałam pewnego rodzaju strach. Zapewne miało to coś wspólnego z zepchnięciem mnie z nich przez mojego męża, ale przecież wszystko było nieszczęśliwym wypadkiem.. Przynajmniej On tak twierdził, a ja nie negowałam jego słów, bo i czemu? Nie miałam ku temu postaw. Musiałam być posłuszna mężowi oraz słuchać Go. Nie mogłam być lekceważąca wobec tego co twierdził. Zerknęłam do kuchni gdzie siedział Shane. Gdy tylko jego słowa dotarły do moich uszu, a potem w głąb serca odruchowo przyłożyłam dłoń do sińca. W moich oczach automatycznie pojawiły się łzy. Nie były spowodowane bólem, a tym o czym mówił mężczyzna. Od samego początku miał rację, jednak bałam się przyznać temu rację. Nie chciałam źle myśleć o mężu, przecież przysięgałam mu miłość, wierność. Szanowałam go, nie otrzymując w zamian nic. Te myśli coraz częściej kłębiły się w mojej głowie. Byłam rozdarta pomiędzy tym co właściwe, a tym co powinnam zrobić dla siebie. Powinnam uciec jak najdalej. Nie chciałam być poniżana, bita i gwałcona do końca życia, ale tak bardzo się bałam konsekwencji.. 

- Ja.. - Zaczęłam cicho zerkając na mężczyznę. Weszłam w głąb kuchni, nie spuszczając z niego wzroku, chociaż po moim policzku spłynęła pojedyncza łza. Nie wstydziłam się tego odruchu.  Co dziwne mimo swojej nieśmiałości oraz wyobcowania przy Panie Reidzie byłam niezwykle dumna i pewna siebie, a co więcej nie bałam się emocji mną targających. - Nic nie wiesz o mnie, mim życiu, czy małżeństwie Shane.. - Wyszeptałam cicho i tu własnie wkradł się przestraszony ton głosu. Mówiłam tak jakbym się bała, że za chwilę zjawi się obok mój mąż i mnie skrzywdzi kolejny raz. - To był wypadek. To nic takiego.. Naprawdę.. Poza tym przecież obiecałam Mu miłość, wierność, że go nie opuszczę. Nie można od tak tego zerwać. Męża trzeba kochać na dobre i na złe.. - Mój głos znów był automatyczny, jakbym recytowała coś co kiedyś ktoś wbił do mojej głowy. Nie było w tym krzty przekonania. Tak naprawdę miałam ochotę krzyczeć i błagać o pomoc, ale ta druga część mojego serca odezwała się, zabraniając mi zrobić cokolwiek bym pokazała jak bardzo cierpię. - Myślisz, że mogłabym tak po prostu odejść? To jest niemożliwe Shane.. Każdy jest kowalem swojego losu, a ja poślubiłam człowieka, który ma problemy.. Muszę mu pomóc, a nie go wpychać w jeszcze głębszy dół..

Wiedziałam, że osobnik przebywający ze mną w tym pomieszczeniu na pewno nie połknął haczyka, ani nie wierzy w moje słowa. Już raz słyszałam jego wybuch, teraz szykował się kolejny. Zaciśnięte pięści i szczęki, oczy świdrujące mnie na wylot, ta pulsująca żyła na szyi oraz złość, która wydobywała się w jego ust, gdy tylko zaczął wypowiadać słowa. Miał rację, czułam to, wiedziałam w głębi serca, a mój rozum podpowiadał mi to dawno temu, ale byłam wychowana tak nie inaczej. Przysięgi małżeńskiej nie można złamać. Od tak odejść i ruszyć własną drogą. Przysięgałam, że nie opuszczę męża aż do śmierci, a złamanie tego skutkowało by wiecznym potępieniem, którego wolałam uniknąć. Wiele kobiet w tym mieście doskonale wiedziało co przeżywam, ale każda trwała na dobre i złe przy małżonku, bo tak trzeba! - Życie nie wygląda tak jak sobie to wyobrażasz, że mam po prostu odejść od Niego. Tak nie można Shane. Moja matka całe życie znosiła to wszystko, razem z ojcem wybrali mi męża, wiedzieli, że jest starszy, mądrzejszy, że mnie kocha,a  to że teraz jest jaki jest  nie znaczy, że od tak mogę odejść. Tak się nie da. Świat nie jest czarno biały. Zawsze jest coś po środku.. - Mój głos niby nadal spokojny, przepełniony był gniewem skierowanym na mężczyznę, który próbował mnie pouczać i nastawiać przeciwko mężowi. Naprawdę wierzyłam w głębi w jego słowa. Chciałam być wolna, ale z drugiej strony tak bardzo się bałam. Chciałam dodać jeszcze parę rzeczy, ale wtedy usłyszałam kroki za sobą, więc automatycznie odwróciłam się. Przede mną stała matka rodzeństw Reid. Otarłam szybko łzy spływające po policzkach i uśmiechnęłam się lekko. - Dzień dobry Pani Reid. Piękny dziś dzień nieprawdaż? Miejmy nadzieję, że Pani wnuk szybko wyzdrowieje, aby zażywać witaminy D na słońcu. - Dotknęłam lekko jej ramienia i skinęłam głową na pożegnanie jej oraz jej pierworodnemu. Szybko po tym fakcie opuszczając dom. 

════════════════════════════════════════════════════════════════════════════