JustPaste.it

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━

Odebrała to nieco inaczej niż bym chciał, jednak jedynie odprowadziłem ją spojrzeniem odpowiadając na jej słowa milczeniem. Przez dłuższą chwilę stałem tak w bezruchu patrząc w jeden punkt nieobecnym spojrzenie. Z tego stanu wybił mnie dopiero dźwięk przychodzącego połączenia. Czy oni naprawdę sobie aż tak bardzo beze mnie nie poradzą? Nawet boję się już myśleć co by się tu wyprawiało gdybym zniknął bez słowa, albo od tak wziął i zginął. Przecież większość beze mnie będzie jak stado przedszkolaków bez opiekunki. Wyjąłem telefon z kieszeni spodni i spojrzałem na wyświetlacz. Bez większego zastanowienia odebrałem, a w słuchawce od razu, ponownie, przywitał mnie głos Nate'a. - Pamiętasz tego kolesia, który wsypał was po akcji prawie 10 lat temu? - oparłem się plecami o blat - Mów dalej - odparłem z zaciekawieniem. Tego kolesia ścigam prawie przez jeną trzecią swojego życia. - Znaleźliśmy go. Jest w Los Angeles. - usłyszawszy to w mgnieniu oka stanąłem na równych nogach. - Jadę sam. Przejmujesz dowodzenie. - powiedziałem podchodząc do skrzętnie ukrytej za przesuwną szafą skrzyni pełnej asortymentu. 

- Mówiłem ci już, że cie do końca pogrzało, prawda? - powiedział z takim zażenowaniem i rezygnacją, że nie mogłem się powstrzymać od krótkiego śmiechu. - Prawda. Co powinienem wiedzieć? - wyciągnąłem potrzebny ekwipunek i odłożyłem na stolik. - Poza tym, żebyś lepiej nie szedł sam to dość sporo. Za kilka minut podjedzie do hotelu Golden w centrum, ma wynajęte całe przedostatnie piętro. O pierwszej jest umówiony na pokera z głową innego gangu. - przekląłem w myślach ubierając skórzaną kurtkę. - Dużo strażników...Ile wind jest w hotelu? - usłyszałem głuche uderzenia palców o przyciski klawiatury. - Trzy. Kierowane z panelu. Każda do 8 osób. Czyli on i siedmiu strażników. To nie zmienia faktu, że będziesz sam. - sięgnąłem po kluczyki do samochodu po czym zacząłem "zbroić się po zęby" zostawiając przy tym jeden z pistoletów dla dziewczyny. - Wychodziłem z większego gówna. Poza tym nie będę sam... Od teraz cisza, sam się odezwę.

Rozłączyłem się chowając ostatni z pistoletów w kaburze ukrytej na lędźwiach pod kurtką. Przeszedłem do korytarza by tam poczekać na dziewczynę, obmyślając jak się do niego zbliżyć. Wizja pozbycia się go w windzie jest obiecująca jednak jak się do niego dostać. Pewnie obstawi całe piętro, wejście do hotelu też nie będzie łatwe. Schody pożarowe odpadają...Podniosłem gwałtownie głowę wyrwany z zamyślenia. - Muszę prosić cię o przysługę. Nie za darmo oczywiście, odwdzięczę ci się jak będziesz chciała. - powiedziałem pewnie wręczając jej broń. - Beretta 92. Odbezpieczona, więc uważaj. I palec ze spustu. A teraz chodź. - wziąłem jeszcze z szafki swojego laptopa. Wyszedłem za dziewczyną od razu prowadząc ją do zaparkowanego przed budynkiem samochodu. - Więc jak? - odparłem otwierając jej drzwi. - Pomożesz, czy mam cię odwieść do domu i ciągle chcesz być traktowana jak piąte koło u wozu? 

 

b3e2f17d8f50206829a9ab73a832fd16.gif

━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━━