P̲̅α̲̅ι̲̅и̲̅ ̲̅ι̲̅ѕ̲̅ ̲̅ω̲̅ε̲̅α̲̅к̲̅и̲̅ε̲̅ѕ̲̅ѕ̲̅ ̲̅l̲̅ε̲̅α̲̅ν̲̅ι̲̅и̲̅g̲̅ ̲̅т̲̅н̲̅ε̲̅ ̲̅в̲̅σ̲̅d̲̅ч̲̅.̲̅ 
Zaspany ton oraz postawa człowieka, który w ogóle nie miał ochoty wstawać z przytulnych odmętów łóżka byłaby nawet urocza, gdyby to nie był Rocky, chociaż... Nie. To nadal potrafiło roztopić nawet krnąbrne, lodowate serduszka. Powoli przestawałam się dziwić wszystkim tym bogatym dziewczynom robiącym naprawdę dziwne rzeczy, żeby tylko na nie spojrzał. Zresztą nie tylko on. Większość była w takim stanie, że brałaby wszystko co potrafi mówić i ma co najmniej jedną willę z basenem oraz przyzowicie prosperującą firmę. Żałosne. Pytanie tylko czy ta prezentowana przeze mnie postawa wynikała jedynie z niedojrzałości emocjonalnej czy też z doświadczenia z płcią przeciwną przyprawiające mnie o obrzydzenie i coś na kształt smutku. Czułam się jak idiotka wspominając iż prawie wyszłam za człowieka utrzymującego ze mną jakikolwiek kontakt tylko i wyłącznie ze względu na rodzinny hajs.
Dźwięk telefonu wyrwał mnie z rozmyślań, a komentarz mężczyzny sprawił, że delikatny uśmiech przewinął się przez moją twarz, by niedługo zostać zastąpionym przez nic nie okazującą twarz zimnej suki. Ta sytuacja wywoływała u mnie deja vu, o którym niekoniecznie chciałabym pamiętać. Brak czasu, ciągła gonitwa, kłótnie, spory ━ zmiana następująca za szybko. Gdzie podział się ten uroczy i kochający człowiek potrafiący całkowicie poświęcić się dla rodziny? Odszedł, zadowolony ze swoich celów, zaślepiony ambicjami, pustymi obietnicami. Pochyliłam się nad blatem i spojrzałam na czarny napój skupiając wzrok na delikatnych obłoczkach z pary stopniowo rozpływających się w rześkim powietrzu. Dokąd zmierzasz, Gabrielle? Do nikąd, do starości spędzonej w towarzystwie 60 kotów i chomika, którego nazwałabym Bobby. Zawsze chciałam mieć chomika i nazwać go Bobby albo Bajt.
Strzępki rozmowy dobiegające z innego pokoju trochę przykuły moją uwagę, lecz niestety jedyne co mogłam usłyszeć to pojedyncze słowa mówiące mi plus minus ━ nic. Kapuś? Ale dlaczego ktokolwiek miałby dzwonić z tą informacją do mężczyzny? Choćby był niewiadomo kim chyba nie powinien otrzymywać takich informacji przed liderem, chyba że to właśnie on do niego dzwonił. Podejrzane oraz co najmniej zastanawiające. Ten gang schodzi na psy, jednak i tak będę musiała to sprawdzić jak tylko dorwę się do mojego komputera albo lepiej do czyjegoś. Niestety wątpię by Montrose trzymał gdzieś tutaj swoją prywatną elektronikę. Mieszkanko, chociaż zadbane i przestronne nie miało w sobie tego ❝czegoś❞ co posiadał dom, prawdziwy dom.
Dopiero kiedy Montrose zadał mi pytanie zdałam sobie sprawę, że właściwe nie mam pojęcia jak przekazać mu kwintesencję mojego planu, a dialog obmyślany przez dość spory okres czasu na nic się nie zda. Zacisnęłam usta w cienką kreskę po czym westchnęłam. ━ Nie myśl, że nie wiem jak wygląda sytuacja. Możesz uznać mnie za tchórze użalającego się nad sobą, ale mam już serdecznie dość bycia postrzeganą jako ❝słaba dziewczynka od komputerów❞. ━ wrzuciłam z siebie prawie na jednym wzdechu ciesząc się, że najważniejszą kwestię mam już za sobą i o dziwo nie poszło tak źle. Na razie. ━ Dlatego pomyślałam, że może miałbyś czas, żeby mnie trochę podszkolić? Jestem kompletnym zerem. Serio. Miałam w dłoniach broń jedynie trzy razy. ━ zakończyłam z lekkim wyrzutem, ale to przecież nie była jego wina, a jedynie moja. Zdecydowanie bardziej wolałam zaszyć się w kącie, w ciszy z dala on ludzi niż aklimatyzować się z członkami gangu czy ćwiczyć walkę wręcz. Uważałam, że lepiej niszczyć ludzi psychicznie, ale teraz? Nie byłam przekonana co do tej metody.