JustPaste.it
4036e0e0457780cab42b83c6a0bea1e0.png
⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀

                           Pomimo swojej, jakby nie było, pewnej ułomności w uczuciach i emocjach, które często trudno było mu rozszyfrować, a raczej nad którymi za bardzo nigdy się nie zastanawiał, a zwyczajnie je przyjmował takimi, jakie były, tak nie mógł nie zauważyć nagłego spadku humoru u Larry’ego. Zerknął na kupkę popiołu – pozostałość po obrazie i momentalnie zrobiło mu się jakoś tak przykro. Malunek, choć Sal widział go zaledwie przez chwilę, wyglądał na taki, w który włożyło się naprawdę wiele pracy, poza tym, zwyczajnie mu się podobał. Choć co prawda ani trochę nie znał się na sztuce w jakimkolwiek jej znaczeniu, ale w końcu bez trudu potrafił stwierdzić, kiedy coś mu się podobało, a kiedy nie. Właściwie odważyłby się nawet o stwierdzenie, że podobała mu się sama technika, jaką Larry wykorzystywał przy swoich obrazach, choć oczywiście nie umiałby jej nazwać. Na dobrą sprawę nie umiałby nazwać żadnej z technik, jakie występowały w rysunkach, ale było coś w obrazach starszego chłopaka, co niewątpliwie przyciągało uwagę Sally’ego. Nawet w przerażającym go malunku psa, który widział wcześniej, potrafił docenić sposób, w jaki został on przedstawiony.
                           Przeniósł wzrok na Larry’ego, kiedy ten usiadł przy stole, ale on sam nie ruszył się z miejsca, wciąż stojąc przy komodzie. Gdy zastanawiał się nad odpowiedzią, choć pytanie najwidoczniej i tak nie było skierowane do niego, zerknął na stojące obok zdjęcie. Drgnął jednak i ponownie spojrzał na starszego chłopaka, kiedy ten raz jeszcze podszedł, by wziąć coś do pisania. Sal odwzajemnił uśmiech, choć zrobił to bez większego zaangażowania, przez co jego gest tym bardziej był kompletnie niedostrzegalny, jednak nie mógł przestać zastanawiać się nad tym, co przed chwilą miało miejsce.
                           Teraz był tym bardziej pewny, że Larry niczego takiego nie słyszał, ani nie widział. Poza tym Sal był przekonany, że on sam nigdzie się nie ruszał, a fizycznie cały czas znajdował się w domku na drzewie. Zastanawiał się, czy to była tylko jego wyobraźnia, ale nigdy wcześniej nie zdarzało mu się nic podobnego. Oczywiście, jako dziecko potrafił chodzić z głową w chmurach, ale przeżyty incydent dość szybko sprawił, że Sal był dość racjonalnym chłopakiem i zazwyczaj twardo stąpał po ziemi. Być może, gdyby Sally bardziej zdawał sobie sprawę z tego, jak odbija się na nim trauma, to wziąłby to pod uwagę, zważając na swoje dziecięce epizody, ale nawet jeśli, to w tym momencie absolutnie nie był to jeden z nich. Chwila, w której bez problemu sięgał po dziecięce zachowania, minęła jakiś czas temu, więc – oczywiście, gdyby zdawał sobie z tego sprawę – to i tak wykluczyłby tę możliwość. Zresztą, nawet wtedy nie zdarzało mu się nic takiego. Właściwie, jedynym momentem, kiedy Sally dawał swojej wyobraźni pełne pole do popisu, był wtedy, gdy spał. Jednak zawsze bez trudu potrafił odróżnić prawdziwe życie od czegoś, co jedynie powstało w jego głowie. Nawet tuż po obudzeniu się z kolejnego dziwnego snu, momentalnie wiedział, że był to właśnie jedynie sen, nic więcej.
                           Słyszał ciche skrobanie ołówka po kartce notesu i choć przez chwilę zastanawiał się nad tym, co takiego Larry dokładnie pisze, tak postanowił powstrzymać swoją ciekawość i nie zaglądać mu przez ramię, dając mu chwilę prywatności. Poza tym, doszedł do wniosku, że jeśli Larry będzie chciał podzielić się z nim tym, co napisał, to sam mu to pokaże. Szczególnie, że chłopak zdawał się przeżywać to bardziej, niż na to wyglądało z początku i Sal absolutnie nie chciał pogłębiać jego złego samopoczucia, będąc zbyt natarczywym. Sam w końcu doskonale wiedział, jak z niektórymi sprawami lepiej jest zostawić drugą osobę i cierpliwie poczekać na odpowiedniejszy moment, kiedy ona sama będzie na to gotowa. On sam nienawidził, jak ktoś naciskał na niego w sprawie protezy, więc nie chciał stawiać Larry’ego przed czymś podobnym, szczególnie, że naprawdę go polubił i wyglądało na to, że rzeczywiście od początku złapali nić porozumienia, która szybko przekształcała się w przyjaźń. Sally absolutnie nie chciał psuć tego, co dotąd nawiązało się między nimi i wolał poczekać, aż Larry zaufa mu na tyle, by samemu chcieć z nim porozmawiać. Tak samo zresztą podejrzewał, że będzie i w jego przypadku, mimo wszystko wolał dać sobie trochę czasu, nim będzie gotowy zwierzyć się starszemu chłopakowi z przeróżnych swoich myśli.
                           Ale jednego był więcej, niż pewien – nigdy, przenigdy, w żadnym wypadku nie powinien mówić mu o tym, że jego ojciec przemówił do niego w głowie. Nie tylko dlatego, że brzmiało to tak, jakby Sally był opętany, a w najlepszym wypadku zwyczajnie chory psychicznie, ale dlatego, że miał nieodparte wrażenie, że to w jakiś przedziwny sposób sprawi, że Larry znajdzie się w niebezpieczeństwie, a na pewno i on, jak i ojciec chłopaka, tego nie chcieli. Sal postanowił na chwilę obecną zwyczajnie zostawić tę sprawę. Nie chciał robić wokół siebie zamieszania, bo mogło się okazać to kompletnie fałszywym alarmem, a wtedy zapewne, gdyby Larry się o tym dowiedział, to mogłoby mu się zrobić przykro, bądź mógłby zrobić sobie jakąś fałszywą nadzieję, albo coś jeszcze gorszego. A podejrzewał, że jeśli nie była to tylko jego wyobraźnia – w co naprawdę wierzył – to nie będzie to jednorazowy przypadek i być może wtedy dowie się więcej. I jeśli jego przeczucie się nie myliło, to wtedy Larry’emu rzeczywiście mogłoby coś grozić.
                           Raz jeszcze zerknął na stojące na komodzie zdjęcie całej rodziny, szczególną uwagę skupiając na rudowłosym mężczyźnie. Co próbujesz mi przekazać? Co chcesz, żebym zrobił? Jak mogę pomóc Larry’emu? Zrobię, co tylko będę mógł, obiecuję. Nie chcę, żeby coś mu się stało.
                           Przeniósł wzrok na Lisę i przez chwilę wpatrywał się w młodszą wersję kobiety. Szczęśliwszą wersję, przeszło mu przez głowę, choć naprawdę nie wiedział, na jakiej podstawie dokładnie wysunął taki wniosek. W końcu, kiedy spotkał Lisę, to naprawdę wydała mu się pozytywną osobą. Była uśmiechnięta, niewiarygodnie miła, wygadana, poza tym to właśnie ona skłoniła go do poznania Larry’ego, za co już teraz był jej ogromnie wdzięczny. Ale nie mógł oprzeć się wrażeniu, że w momencie, w zaledwie jednej krótkiej chwili, nim jeszcze dostrzegła go wtedy na korytarzu, zdawała się być pochłonięta własnymi myślami. I naprawdę trudno było mu nie dostrzec, że jego ojciec momentami wyglądał wręcz identycznie; takie same emocje malowały się na jego twarzy wtedy, gdy myślał, że nikt go nie widzi, wtedy gdy pozwalał sobie przez chwilę pomyśleć o martwej żonie. Dorośli czasem byli mistrzami w ukrywaniu takich rzeczy przed swoimi dziećmi. Mistrzami w oszukiwaniu ich, że wszystko jest dobrze, że wszystko jest w porządku, że świetnie sobie radzą i nie ma absolutnie żadnych powodów do niepokoju, podczas gdy w takich chwilach, przekonani o tym, że są sami, dosłownie rozsypywali się na miliony kawałków, które zdawały się już nie do posklejenia. A na pewno nie do takiej formy, nie do takiego kształtu, jaki był wcześniej, bo gdzieś zawsze pozostawały pęknięcia i liczne rysy, które nauczyli się na jakiś czas zasklepiać.
                           Po tym spojrzał na Larry’ego, stojącego pomiędzy rodzicami, uśmiechającego się szeroko, tym samym ukazując diastemę, której wcześniej nie zauważył. Sal dopiero teraz zwrócił uwagę, jak bardzo chłopak był podobny do Lisy i delikatnie uśmiechnął się na to spostrzeżenie. Zdecydowanie odziedziczył po niej charakterystyczny nos, nawet kształt oczu mieli podobny, szczególnie widoczne było to na tym zdjęciu, gdy oboje się uśmiechali, no i oczywiście kolor włosów. W jakimś sensie Sally’emu wydało się to nad wyraz urocze. On sam wdał się kompletnie w ojca, choć czasami żałował, że nie dostał trochę więcej cech od swojej mamy, szczególnie, że zdążył zauważyć, że jej obraz coraz bardziej zacierał się w jego pamięci i dziękował, że miał chociaż kilka jej zdjęć, które właściwie podkradł z albumu, kiedy jego ojciec nie patrzył.
                           Oderwał wzrok od rodzinnej fotografii i przeniósł go na Larry’ego, zdając sobie sprawę, że chłopak najwyraźniej właśnie skończył pisać. Po krótkim wahaniu, upewniając się, że ten znowu nie pochyli się nad stołem, żeby coś jeszcze dopisać, podszedł do niego, stając za nim. Nie próbował jednak zajrzeć mu przez ramię, żeby spojrzeć na notatki.
                           Wzruszył ramionami na jego słowa.
                            Dorośli często mi to mówią odparł po chwili. Ale dorośli mówią różne rzeczy, czasem dość dziwne. A wydaje mi się, że po prostu, no wiesz, raczej zachowuję się tak, jak zawsze, zwyczajnie, jak ja. – Ponownie wzruszył ramionami, po czym delikatnie przechylił głowę w bok. Może twoja mama ma rację. A może to po prostu sposób dorosłych, a my powinniśmy znaleźć jakiś swój.
                           Cała wcześniejsza powaga wyraźnie z niego wyparowała. Momentalnie zniknął bardziej dojrzały sposób rozumowania i ubierania myśli w słowa. I dokładnie tak samo, jak i poprzednim razem, Sal zdawał się kompletnie tego nie dostrzegać.
                            I pewnie, że możemy już iść, Larry odpowiedział, po czym, nie bardzo wiedząc, w jaki inny sposób mógłby go pocieszyć, nie umiejąc znaleźć odpowiednich słów, przysunął się do niego, gdy chłopak wstał, a następnie, właściwie bardziej wpadając na niego, po prostu mocno go objął.
                           Podjął decyzję. Gdy tylko wróci do domu, upora się z rozpakowywaniem najważniejszych rzeczy, to weźmie się do jej realizacji. Obiecał to sobie, ze względu na Larry’ego, nawet jeśli wykonanie będzie pozostawiało wiele do życzenia.

sf-przery3wnik.jpg

⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ ⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀

                           Prawdopodobnie powinien chociaż zajrzeć do ojca, ale podejrzewał, że gdyby ten go szukał, to na pewno musiałby się natknąć na Lisę, która wszystko by mu wyjaśniła, szczególnie, że kobiety nie było w mieszkaniu, co wskazywało na to, że wciąż musi być na którymś z korytarzy w budynku. Wcześniej właściwie podobna myśl nie pojawiła się w głowie nastolatka, który był zbyt pochłonięty oglądaniem telewizji, ale właśnie zaczęły się reklamy. Już miał odwrócić się w stronę Larry’ego, chcąc jakoś umilić czas i sobie, i chłopakowi, zanim kreskówka ponownie się nie zacznie, ale coś przykuło jego uwagę, a dokładniej zapowiedź dzisiejszych wiadomości. Zazwyczaj nie zwróciłby na coś podobnego uwagi, ale wyjątkowo wieść o zniknięciu jednego z mieszkańców Nockfell go zainteresowała. Szczególnie, że spiker podkreślił, że okoliczności tego zdarzenia wydają się bardzo dziwne.
                           — Larry, zobacz — powiedział, na oślep chwytając jego nadgarstek. — To niedaleko stąd, mówią, że ten koleś mieszkał obok szkoły.
                           W końcu przeniósł spojrzenie na chłopaka, zważając na to, że spiker zajął się zapowiadaniem kolejnym newsów. Sal delikatnie przechylił głowę w bok, wyraźnie zastanawiając się nad tym.
                           — To trochę dziwne. Nockfell w końcu nie jest jakieś duże. A ten koleś tak po prostu sobie zniknął? Myślisz, że ktoś go porwał? Może grasuje tutaj jakiś porywacz? Zdarzało się to już wcześniej? A może… — Zdał sobie sprawę, że ponownie zalał Larry’ego masą pytań, dlatego przerwał i wzruszył ramionami, puszczając jego nadgarstek i nieco wygodniej ułożył się na pufie, odchylając głowę do tyłu. Niebieskie kosmyki zawisły zaledwie centymetr nad podłogą, a obecna pozycja Sala w każdej chwili groziła albo zsunięciem się do tyłu z pufy, albo przewróceniem razem z nią. W chwilowej ciszy, która zapadła, gdy Larry najwyraźniej próbował przypomnieć sobie, czy coś podobnego miało już miejsce, nagłe burczenie w brzuchu wydawało się zdecydowanie głośniejsze, niż w rzeczywistości. Sally momentalnie roześmiał się na ten dźwięk i układając dłonie na brzuchu, poderwał się gwałtownie do siadu. — Chyba zrobiłem się głodny. Podejrzewam, że mój tata pewnie zrobił już jakiś obiad. Myślę, że nie miałby nic przeciwko, gdybym przyprowadził gościa. Chciałbyś przyjść? Mój tata nie gotuje aż tak źle, ale jeśli zrobił lasagne, to radziłbym ci grzecznie odmówić, a ja załatwię resztę. — Spojrzał na chłopaka, delikatnie mrużąc oczy, jak niemal zawsze, gdy się uśmiechał. — Więc jak, Larry? Byłoby naprawdę super, jakbyś przyszedł!

ty-sall (1).gif